Leżał jeszcze ciepły

Zwłoki mężczyzny leżały w zagajniku, 30 m od krajowej „dwunastki”. Jeszcze ciepłe, bez plam i innych zmian pośmiertnych. Godzinę wcześniej 40-latek prawdopodobnie żył.

 

W niedzielę nad ranem (27 listopada), w trakcie spaceru po lesie, jeden z mieszkańców dokonał makabrycznego znaleziska. W Kumowej Dolinie (na terenie gminy Chełm), w zagajniku, zobaczył leżącego na boku martwego mężczyznę. Ciało znajdowało się ok. 30 m od drogi krajowej – jadący „dwunastką” kierowcy nie byli w stanie go dostrzec. Obok denata leżały dwie puste butelki – po denaturacie i coli.
– Śmierć nastąpiła na skutek niewydolności krążeniowo-oddechowej – wyjaśnia Andrzej Lebiedowicz, zastępca prokuratora rejonowego w Chełmie.
Jak ustalili śledczy, to 40-latek pochodzący w Gniezna (woj. wielkopolskie). Zbigniew Ł. – alkoholik, mocno „zniszczony” i doświadczony przez życie. Od jakiegoś czasu przebywał w chełmskim Monarze, przy ul. Kąpieliskowej. Pracownik i kierownik ośrodka rozpoznali zwłoki.
Mężczyzna dzień wcześniej wyszedł na przepustkę i miał wrócić w niedzielę. Ostatni raz żywego widziano go w sobotę wieczorem, gdy kupował alkohol w pobliskiej knajpie. Jednoznacznej odpowiedzi jeszcze nie ma – mężczyzna albo zatruł się denaturatem, albo zmarł na skutek wyziębienia organizmu. Wykluczono udział osób trzecich. W chwili znalezienia zwłoki były jeszcze ciepłe. Na ciele denata nie było żadnych znamion pośmiertnych. Musiał umrzeć nie dalej niż godzinę wcześniej.
Ponieważ rodzice zmarłego nie żyją, nie wiadomo też, gdzie mieszka była żona Ł., a jedyną rodziną jest wujostwo w podeszłym wieku, to za pogrzeb odpowiedzialna będzie gmina. Mężczyzna zostanie pochowany razem z innymi bezdomnymi na cmentarzu komunalnym. Na wszelki wypadek (by potwierdzić tożsamość w przypadku, gdy ktoś się kiedyś upomni o zwłoki) pobrane zostały próbki włosów do badań DNA. (pc)