Liga okręgowa, 12. kolejka

Hetman Żółkiewka

Paweł Szajduk razy cztery

UNIA REJOWIEC – GRANICA DOROHUSK 5:2 (3:2)

1:0 – Szajduk (20), 2:0 – Szajduk (23), 2:1 – Rondoś (32), 3:1 – Karauda (33), 3:2 – Bala (35 karny), 4:2 – Szajduk (65), 5:2 – Szajduk (85).

UNIA: Pastuszak – K. Bohuniuk, Rossa, Kloc, Szczepanik (72 Parada), Szajduk (86 Bogusz), Kwiatosz, Górny, Karauda (80 Brzezicki), K. Bohuniuk (85 Kalman), Sąsiadek (66 Niezbecki). Trener – Tomasz Sąsiadek.

GRANICA: W. Ruszkiewicz – Świderski, Oleszczuk (66 Antoniak), Rondoś, Pieczykolan (65 Denkiewicz), Swatek, Bala, Grzywna, Gregorczuk, Poznański, Drzewicki. Trener – Marek Grzywna.

Szkoda, że kibice nie mogli obejrzeć z trybun meczu w Rejowcu. W sobotę odbył się tu ciekawy mecz chełmskiej ligi okręgowej między Unią, a Granicą Dorohusk. Spotkanie lepiej zaczęli gospodarze. W 20 min. na strzał z dystansu zdecydował się grający trener Unii Tomasz Sąsiadek. Doświadczony Waldemar Ruszkiewicz jego uderzenie obronił, ale przy dobitce Pawła Szajduka był już bezradny. Minęły trzy minuty i zrobiło się 2:0. Aktywny Sąsiadek dośrodkował piłkę z prawego skrzydła, na jedenastym metrze dopadł do niej Szajduk, który silnym strzałem pod poprzeczkę podwyższył prowadzenie.

– Zamiast pójść za ciosem oddaliśmy pole Granicy – zauważa Marcin Palonka, kierownik drużyny Unii Rejowiec. W 32 min. składną akcję gości i asystę Grzegorza Świderskiego, na gola ładnym strzałem zamienił Przemysław Rondoś. Unia wznowiła grę ze środka boiska. Piłka trafiła na skrzydło do Karola Bohuniuka, ten wrzucił ją w pole karne gości, zawodnicy Granicy zagapili się i Dawid Karauda strzałem głową pokonał 46-letniego Ruszkiewicza. Minęły zaledwie dwie minuty, a goście wywalczyli rzut karny zamieniony na bramkę przez Kazimierza Balę. Do przerwy 3:2 dla Unii.

– Po zmianie stron zagraliśmy jeszcze lepiej, a przede wszystkim skuteczniej od rywali – zauważa Palonka. W 65 min. po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Szajduk zdobył swoją trzecią bramkę. Gwoździem do trumny Granicy był gol w 85 min. Najlepszy na boisku Szajduk znalazł się z piłką 6 m od bramki gości i strzałem w długi róg ustalił wynik meczu na 5:2. Zawodnik Unii mógł zdobyć nawet pięć bramek, ale w 40 min. jego strzał z rzutu karnego obronił W. Ruszkiewicz.

– Zagraliśmy fatalnie w drugiej połowie, przegraliśmy na własne życzenie – podsumował mecz Konrad Czebiera z Granicy Dorohusk. – Mogliśmy wygrać nawet wyżej, Kornel Kwiatosz trafił w poprzeczkę, a Jakub Górny w słupek, plus niewykorzystany karny. Z drugiej jednak strony wynik może być nieco mylący. Granica wcale nie grała tak źle, my byliśmy po prostu dziś skuteczniejsi – podsumowuje Palonka. (kg)

Zabójcze 20 minut Spółdzielcy

SPÓŁDZIELCA SIEDLISZCZE – FRASSATI FAJSŁAWICE 5:1 (0:1)

0:1 – Dunda (44), 1:1 – Daniel Orłowski (70), 2:1 – Daniel Orłowski (71 karny), 3:1 – Stefańczuk (73), 4:1 – Poliszuk (77), 5:1 – Borek (90+2 karny).

SPÓŁDZIELCA: P. Pawlak – Daniel Orłowski, Damian Orłowski (55 Poliszuk), Grzesiuk, Dawid Orłowski, Mroczek, Okoń (50 Borek), Lechowski, Osoba, Stefańczuk, A. Pawlak. Trener – Dariusz Kuchta.

FRASSATI: Urbańczyk – Krzykała, Sławacki, P. Przebirowski, K. Przebirowski, Dunda (62 Błaziak), M. Baran, Chruściel, Kostka (46 Suszek), Dobrzyński (83 Gieracz), Olech. Trener – Jerzy Szych.

Czerwona kartka: P. Przebirowski (F) w 78 min. za dwie żółte.

Gdyby mecz Spółdzielcy z Frassati mogli oglądać kibice, zapewne po pierwszej połowie przecieraliby oczy ze zdumienia. W Siedliszczu od pierwszego gwizdka dominowali gospodarze, razili jednak nieskutecznością (albo mieli pecha), a goście wyprowadzili może dwie kontry, z których jedną zamienili na bramkę. Do szatni schodzili w bardzo dobrych humorach i chyba nie przypuszczali, że godzinę później będą w zgoła odmiennych nastrojach. Ale po kolei.

Już w 1 min. w dobrej sytuacji przed bramką Piotra Urbańczyka znalazł się, jeden z najlepszych strzelców Spółdzielcy, Łukasz Lechowski, ale przestrzelił. Dwie minuty później szansę na gola miał Marek Stefańczuk, lecz jego uderzenie głową było minimalnie niecelne. W 6 min. Stefańczuk znów znalazł się przed bramkarzem Frassati, jednak zabrakło mu precyzji. I znów minęły zaledwie 3 minuty, a gospodarze stworzyli kolejną dogodną sytuację na zmianę wyniku. Tym razem precyzji zabrakło jednak Damianowi Osobie. W 22 min. pierwszą groźną akcję wyprowadzili goście, lecz Jacek Olech nie trafił do bramki Spółdzielcy.

W 34 min. w końcu powinno być 1:0. Stefańczuk w stuprocentowej sytuacji uderzył w słupek. W 43 min. strzelał Radosław Grzesiuk, jednak Urbańczyk był na posterunku. Minutę później Frassati wyprowadziło zabójczą kontrę, a na listę strzelców wpisał się Aleks Dunda. W 3 minucie doliczonego do pierwszej połowy czasu gry, bliski wyrównania był Damian Orłowski. Zawodnik gospodarzy trafił ostatecznie w spojenie słupka z poprzeczką. Po zmianie stron stało się coś niebywałego. Co prawda jeszcze w 54 min. kolejnej dogodnej sytuacji nie wykorzystał Stefańczuk, ale w 70 min. w końcu gospodarze wyrównali.

Po koronkowej akcji na listę strzelców wpisał się Daniel Orłowski. Kolejne kilka minut to prawdziwy nokaut zespołu gości. Już 60 sekund po pierwszym trafieniu Daniel Orłowski zdobył drugiego gola pewnie wykorzystując rzut kary. Dwa ciosy wyprowadzone w tak krótkim czasie zupełnie zdeprymowały podopiecznych Jerzego Szycha. W 73 min. było już 3:1. W końcu przełamał się Stefańczuk, a w 77 min. goście leżeli już na deskach po ładnym uderzeniu Krzysztofa Poliszuka. Od 78 min. Frassati grało w dziesiątkę, bo drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę, zobaczył Patryk Przebirowski.

Wynik strzałem z rzutu karnego w doliczonym czasie gry ustalił Szymon Borek. – Myślę, że mecz nie stał dziś na zbyt wysokim poziomie – ocenia Dariusz Kuchta, trener Spółdzielczy. – W pierwszej połowie mieliśmy sporą przewagę, dwa razy trafiliśmy w poprzeczkę, raz w słupek, a przegrywaliśmy. W szatni padło kilka ostrych słów i drużyna po zmianie stron zagrała o niebo lepiej. Byliśmy szybsi, bardziej waleczni i w końcu worek z bramkami się rozwiązał – dodaje. Kuchta podkreśla, że udane były zmiany, jakich dokonał w składzie po przerwie. – Zwłaszcza młody Poliszuk wprowadził sporo ożywienia i raz wpisał się na listę strzelców – podsumowuje. (kg)

Sensacja wisiała na włosku…

ZNICZ SIENNICA RÓŻANA – BRAT CUKROWNIK SIENNICA NADOLNA 2:2 (0:0)

1:0 – D. Mazurek (50), 2:0 – K. Mazurek (58 wolny), 2:1 – Szczepaniuk (85), 2:2 – Wędzina (90+2).

ZNICZ: Skuczyński – G. Mazurek, K. Orzeł, Tywoniuk, P. Mazurek (90 Cichosz), Dąbski, Mróz, Kwietniewski, K. Mazurek (88 Kniażuk), D. Mazurek, P. Mazurek. Trener – Jacek Radelczuk.

BRAT: K. Jopek – Kniażuk, Pachuta (74 Szczepaniuk), Zdunek, Aleksander Urbański (74 Witka), Wędzina, Ignaciuk, Arnold Kister, Dubaj (68 Adam Urbański), Sawa, Suduł. Trener – Andrzej Ignaciuk.

Czerwona kartka: G. Mazurek (Z) w 52 min. za drugą żółtą kartkę.

Brat był zdecydowanym faworytem meczu w Siennicy Różanej. W końcu podopieczni grającego trenera Andrzeja Ignaciuka jeszcze w tym sezonie nie przegrali, a tylko w jednym spotkaniu nie zdołali wywalczyć trzech punktów (remis 2:2 z drugim w tabeli Hetmanem w 5 kolejce). Niewiele brakowało, a Znicz sprawiłby wielką sensację. W zasadzie wisiała ona na włosu…

Brat od początku uzyskał przewagę. W 10 min. groźnie główkował Sebastian Suduł, ale Mateusz Skuczyński był na posterunku. Dwie minuty później Suduł znalazł się sam przed bramkarzem gospodarzy, jednak sędzia dopatrzył się spalonego. W 24 min. powinno być 1:0 dla gości, lecz Arnold Kister trafił w słupek. Po zmianie stron Brat znów zaatakował. W 48 min. stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał Suduł. W 50 min. niespodziewanie zrobiło się 1:0 dla Znicza. – Daniel Mazurek zdecydował się na strzał z dystansu, piłka odbiła się po drodze od jednego z zawodników Brata i wpadła do siatki – mówi Jacek Radelczuk, trener zespołu z Siennicy Różanej.

Dwie minuty później z boiska za drugą żółtą, i w konsekwencji czerwoną, kartkę wyleciał Grzegorz Mazurek. Wydawało się, że osłabieni gospodarze cofnął się, zamurują bramkę i będą bronić prowadzenia. Tymczasem w 58 min. Znicz wywalczył rzut wolny, który pięknym strzałem z 18 m na gola zamienił Kamil Mazurek. Widząc co się dzieje, trener Ignaciuk podjął decyzję o zmianach. Na murawie pojawili się Adam Urbański, Krystian Szczepaniuk oraz Piotr Witka i goście jeszcze śmielej rzucili się do odrabiania strat.

– Grając w osłabieniu w końcówce meczu opadliśmy nieco z sił i rywal to wykorzystał – zauważa Radelczuk. W 85 min. po dośrodkowaniu Sawy kontaktowego gola zdobył wspomniany Szczepaniuk, a już w doliczonym czasie gry na listę strzelców, po asyście Suduła, wpisał się Arkadiusz Wędzina. – Obiektywnie trzeba przyznać, że Brat był piłkarsko lepszym zespołem. Stworzył sobie więcej sytuacji, w kilku z nich ratował nas nasz bramkarz. Braki w wyszkoleniu staraliśmy się nadrabiać ambicją, walką i to się udało. Byliśmy bliscy pokonania lidera, ale szanujemy też ten jeden punkt. W końcu oprócz Hetmana nikt w tym sezonie nie znalazł recepty na piłkarzy z Siennicy Nadolnej – podsumowuje trener Znicza. (kg)

Popis Damiana Kopruchy

ORZEŁ SREBRZYSZCZE – HETMAN ŻÓŁKIEWKA 1:4 (1:1)

1:0 – Adamiec (40), 1:1 – Koprucha (42 wolny), 1:2 – Koprucha (49 karny), 1:3 – Koprucha (53 karny), 1:4 – Mielniczuk (86).

ORZEŁ: Wikło – Kraszkiewcz (80 Mikulski), Bazela, Omelko, S. Kogut (Sz. Tatysiak), M. Olender (80 Kopeć), A. Olender, S. Tatysiak (75 Ł. Tatysiak), Adamiec, Dubaczyński, Olęder (85 Czapla). Trener – Waldemar Kogut.

HETMAN: Ścibak – Ździebło, Widz, Małek, Rycerz, Miedźwiedź, Puchala (85 Wanielista), Sawicki, Hojda (51 Kapłon, 75 Mielniczuk)), Prus (46 Krzysztoń), Koprucha. Trener – Piotr Kapłon.

W sobotę w Srebrzyszczu doszło do meczu na szczycie. Naprzeciwko siebie stanęły ekipy zajmujące drugie i trzecie miejsce, czyli Hetman i Orzeł. Faworytem była mimo wszystko ekipa Żółkiewki, która w tym sezonie nie doznała jeszcze porażki. Hetman zainkasował ostatecznie trzy punkty, ale podopieczni Waldemara Koguta tanio skóry nie sprzedali. Dość powiedzieć, że stworzyli sobie w tym spotkaniu sporo strzeleckich sytuacji.

W 9 min. dośrodkowywał Mateusz Adamiec, ale Andrzej Olender nie zdołał przejąć piłki. Gdyby mu się udało znalazłby się sam przed Karolem Ścibakiem. W 17 min. groźnie strzelał Sebastian Kogut, ale bramkarz gości popisał się skuteczną interwencją. W 26 min. powinno być 1:0. Kamil Olęder uderzył mocno z ok. 10 m, ale piłka musnęła zewnętrzną część słupka bramki gości i wypadła za boisko. Dziesięć minut później kolejnej doskonałej sytuacji nie wykorzystał A. Olender, który w sytuacji „sam na sam” ze Ścibakiem uderzył mocno, jednak wprost w bramkarza Hetmana. W 40 min. Orzeł w końcu dopiął swego. A. Olender zagrał na skrzydło do S. Koguta, ten dośrodkował wprost na głowę Adamca i zrobiło się 1:0.

Gospodarze z prowadzenia długo nie cieszyli się. W 42 min. zawodnicy Hetmana wywalczyli rzut wolny. Do futbolówki podszedł „Król Żółkiewki”, czyli Damian Koprucha, który stałe fragmenty bije, jak mało kto w tej lidze. Piłka po jego uderzeniu skozłowała przed Tomaszem Wikło i zrobiło się 1:1. W ostatniej minucie pierwszej połowy Orzeł przeprowadził jeszcze jedną groźną akcję. Patryk Dubaczyński zagrał piętką do Sławomira Tatysiak, ten uderzył z pierwszej piłki, ale minimalnie chybił. Po zmianie stron goście śmielej zaatakowali. Szalał przede wszystkim Damian Koprucha. W 49 i 53 min. były zawodnik Chełmianki wywalczył dwa rzutu karne i oba bez problemu wykorzystał.

– Na pewno za ten mecz należą mu się słowa pochwały, był wszędzie – chwali syna Andrzej Koprucha, kierownik drużyny z Żółkiewki. Podopieczni W. Koguta próbowali się odgryźć. W 63 min. strzał S. Koguta obronił Ścibak. W 70 min. Dubaczyński strzelił mocno, ale Ścibak znów był na posterunku. Po chwili zespół ze Srebrzyszcza wywalczył kolejny korner. Dośrodkowywał S. Tatysiak, ale strzał głową Konrada Omelki był niecelny. W 86 min. goście dobili Orła. Po strzale Kopruchy z rzutu wolnego z 17 m, Wikło „wypluł” piłkę przed siebie, dopadł do niej Kamil Mielniczuk i zrobiło się 1:4. – Mogliśmy wygrać nawet wyżej. W końcówce gospodarze wyraźnie opadli z sił, co udało się nam wykorzystać. Już przy wyniku 4:1 dla nas Rafał Małek nie trafił do pustej bramki. Dwóch dogodnych sytuacji nie wykorzystał też Patryk Miedźwiedź. Cieszymy się jednak z trzech punktów, bo Orzeł u siebie to bardzo groźny zespół – podsumowuje Andrzej Koprucha. (kg)

Karny w doliczonym czasie

RUCH IZBICA – AGROS SUCHAWA 2:1 (1:0)

1:0 – Swatowski (7), 1:1 – Boczuliński (36), 2:1 – Gałka (90+3 karny).

RUCH: Sasim – Swatowski, Gałka, Lewandowski g, Banach, Wlizło (65 Kryłowicz), Babiarz, Hopko, Bojarski (70 M. Wlizło), Malczewski. I. Pawlak (70 Binek). Trener – Piotr Malczewski.

AGROS: M. Danielczuk – B. Staszewski, Karczewski (70 Kowalewski), K. Staszewski, Gruszczyński (55 M. Bylina), Węgliński (80 Bilicz), Kruk, Hrycak, J. Bylina, Boczuliński, S. Staszewski. Trener – Robert Wójcik.

Czerwona kartka: S. Staszewski (A) w 90 min. za dwie żółte.

Po ostatnim gwizdku meczu w Izbicy, trenerzy obu zespołów przyznali, że starcie Ruchu z Agrosem było mało ciekawe i stało na niskim poziomie. – To był tzw. typowy mecz walki, gra toczyła się głównie w środkowej części boiska, było sporo fauli i żółtych kartek – opowiada Piotr Malczewski, trener gospodarzy.

Mecz lepiej zaczął Ruch. W 7 min. zespół z Izbicy wywalczył rzut karny. Do piłki podszedł Bartłomiej Hopko, ale jego strzał obronił Danielczuk. Zawodnicy Agrosu mieli jednak pecha, bo do odbitej przez bramkarza gości piłki dopadł Sławomir Swatowski i zrobiło się 1:0.

– Później mieliśmy przewagę, w moim odczuciu nawet dość dużą. Stworzyliśmy sobie kilka bardzo dobrych okazji do zdobycia co najmniej pięciu, może sześciu bramek. Wszystkie były typu „sam na sam” i wszystkie miał Mateusz Boczuliński. Niestety, wykorzystał tylko jedną z nich. Można powiedzieć, że sam mógł dziś wywalczyć trzy punkty i awansować w klasyfikacji najlepszych strzelców – mówi Robert Wójcik, trener zespołu z Suchawy.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Mało tego było jeszcze więcej walki, więcej niedokładności, a mało sytuacji strzeleckich. – Dla nas najważniejsze jest to, że już w doliczonym czasie gry Michał Gałka wywalczył rzut karny, którego sam zamienił na gola i ostatecznie wygraliśmy w tym ciężkim meczu. Za kilka dni o stylu mało kto będzie pamiętał, liczą się trzy punkty – podsumowuje Malczewski. Agros gra w tej rundzie poniżej oczekiwań. Jest przedostatni w tabeli.

– Niestety, nie wygląda to dobrze. Po raz kolejny mieliśmy spore kłopoty kadrowe, zastanawialiśmy się czy w ogóle jechać na mecz do Izbicy. Trzech zawodników ma koronawirusa, dwóch jest na kwarantannie. Gdyby nie fakt, że dwóch innych zawodników przyjechało na święto 1 listopada do rodziny, nie mielibyśmy, kogo posadzić na ławce – mówi Wójcik. Trener Agrosu ma też żal do sędziego meczu z Ruchem Pawła Skiby z Krasnegostawu. – Pokazał moim zawodnikom osiem żółtych kartek. Wystarczyło krzywo spojrzeć, coś szepnąć pod nosem i biegł przez całe boisko z wyciągniętą kartką. Ja też jedną zobaczyłem. To mało poważne – uważa Wójcik. (kg)

Tabela

1. Brat Cukrownik Siennica Nadolna 12 32 10-2-10 49-15
2. Hetman Żółkiewka 11 31 10-1-0 49-19
3. Orzeł Srebrzyszcze 12 23 7-2-3 31-17
4. Ogniwo Wierzbica 11 23 7-2-2 35-22
5. Spółdzielca Siedliszcze 12 20 6-2-4 23-12
6. Unia Rejowiec 11 15 4-3-4 25-22
7. Granica Dorohusk 12 15 4-3-5 28-28
8. Znicz Siennica Różana 12 15 4-3-5 14-23
9. Ruch Izbica 12 13 3-4-5 24-26
10. Bug Hanna 10 9 2-3-5 20-33
11. Frassati Fajsławice 12 8 2-2-8 20-38
12. Start/Regent Pawłów 11 8 2-2-7 27-38
13. Agros Suchawa 11 8 2-2-7 27-38
14. Sawena Sawin 10 4 1-1-8 13-49