Liga okręgowa, 2. kolejka

Hetman Żółkiewka zanotował super start w rozgrywkach ligi okręgowej

Hetman zaszalał w Dorohusku

GRANICA DOROHUSK – HETMAN ŻÓŁKIEWKA 2:5 (2:1)

0:1 – Rycerz (15), 1:1 – Bala (21), 2:1 – Drzewicki (23 karny), 2:2 – Kapłon (68 wolny), 2:3 – Niedźwiedź (71), 2:4 – Wanielista (78), 2:5 – Niedźwiedź (87).

GRANICA: W. Ruszkiewicz – Oleszczuk, Pieczykolan, Marek Grzywna, Komosa, Swatek (81 Antoniak), Bala, L. Sokołowski (67 Rondoś), Gregorczuk (56 Denkiewicz), Drzewicki (56 Sołtysiuk). Trener – Marek Grzywna.

HETMAN: Ścibak – Zielonka, Wanielista, Gaborski, Rycerz, Niedźwiedź, Hojda (46 Kapłon, 85 Mielniczuk), Puchala, Ździebło, Sawicki, Korpucha (41 Prus). Trener – Piotr Kapłon.

Drugi mecz w sezonie i drugie pewne zwycięstwo Hetmana. Po niespodziewanym triumfie nad Ogniwem Wierzbica, zespół z Żółkiewki przywiózł trzy zasłużone punkty z Dorohuska. Co istotne, zarówno Ogniwo jak i Granica przed sezonem były zaliczane do grona faworytów rozgrywek.

– Co prawda pierwsi strzeliliśmy gola, ale potem, zamiast pójść za ciosem, straciliśmy dwie bramki i do przerwy przegrywaliśmy – mówi Andrzej Koprucha, kierownik drużyny Hetman Żółkiewka. Koprucha zaznacza, że Hetman wcale nie był w pierwszej połowie gorszy od Granicy. – Po prostu byliśmy nieskuteczni, doskonałych okazji do zdobycia bramki nie wykorzystali Niedźwiedź, Sawicki i Rycerz – opowiada. Po zmianie stron Hetman dominował już niepodzielnie. Pięknego gola z rzutu wolnego na 2:2 strzelił grający trener zespołu z Żółkiewki, Piotr Kapłon. Niczego sobie było też trafienie Niedźwiedzia na 2:3. – Uderzył mocno w długi róg – opisuje Koprucha. Bramki te padły w odstępnie zaledwie trzech minut, co zdeterminowało dalszy przebieg spotkania. – Kontrolowaliśmy boiskowe zdarzenia, a w końcówce strzeliliśmy kolejne dwie bramki. Na razie gramy bardzo dobrze, oby tak dalej – ocenia kierownik drużyny Hetmana.

Zupełnie inne nastroje panują w Dorohusku. Wzmocniona przed sezonem kilkoma znanymi zawodnikami Granica miała walczyć o czołowe lokaty w chełmskiej okręgówce, tymczasem po dwóch kolejkach ma na koncie zaledwie jeden punkt. – Sobotnie spotkanie rozpoczęło się od gola zdobytego przez gości, ale szybko wyrównaliśmy po strzale Kazimierza Bali. Prowadzenie dał nam Łukasz Drzewicki, pewnie wykorzystując rzut karny. Jeszcze przed przerwą nasi zawodnicy mogli pokusić się o podwyższenie wyniku, ale nie potrafili wykorzystać dogodnych okazji. Marnowali stuprocentowe sytuacje – mówi Konrad Czebiera, wiceprezes Granicy. Po zmianie stron Hetman szybko odrobił straty i to z nawiązką, co podłamało podopiecznych Marka Grzywny. – Zagraliśmy dwie różne połowy. Pierwsza toczyła się pod nasze dyktando. W drugiej oddaliśmy inicjatywę i zagraliśmy najgorsze 45 minut w historii. Nie funkcjonowaliśmy dobrze w żadnej formacji, a błędy, które popełniliśmy przy bramkach były żenujące. W środę kolejny mecz, aby się odbudować – to wypowiedź trenera Grzywny, jaka ukazała się na stronie internetowej Granicy Dorohusk. (kg)

Gdy nie strzela się karnego…

ZNICZ SIENNICA RÓŻANA – SAWENA SAWIN 0:2 (0:1)

0:1 – Jusiuk (15), 0:2 – J. Jaglewicz (80).

ZNICZ: Skuczyński – Furtak (65 Krukowski), Tywoniuk, P. Mazurek, Żelisko, Pieczonka, R. Mróz (50 D. Mazurek), K. Mazurek, G. Mazurek, Olszyna, Kwietniewski (75 Dobosz). Trener – Jacek Radelczuk.

SAWENA: Wielgocki – Łubkowski, Pietruszka, Kierepka, Stepa, Jusiuk, Szyszko (80 Futa), Suszcz (82 Prucnal), Matejek, Czmielewski (75 Powaga), J. Jaglewicz. Trener – Jacek Płoszaj.

Sawena szybko podniosła się po klęsce z Agrosem na inaugurację rozgrywek. Drużyna Jacka Płoszaja, choć nie była faworytem meczu w Siennicy Różanej, zdobyła trzy punkty. – Strzeliliśmy gola na 1:0 i dwie minuty później Znicz miał rzut karny, którego nie wykorzystał. Pierwsza połowa wyrównana – mówił po spotkaniu trener Saweny.

Jacek Radelczuk, szkoleniowiec Znicza, nie był zadowolony z przebiegu spotkania. – Zagraliśmy średnio, szkoda tego karnego, bo gdybyśmy wyrównali, ten mecz potoczyłby się zupełnie inaczej – mówił po ostatnim gwizdku sędziego.

Jedenastkę, drugą w tym sezonie, zmarnował Piotr Mazurek. Tym razem nie trafił w bramkę. W drugiej połowie Znicz rzucił się do ataku. – Mieliśmy sytuacje, ale nic nie chciało dziś wpaść. Cała druga połowa toczyła się pod nasze dyktando. Sawena zdołała wyprowadzić dwa groźne kontrataki i zdobyła jednego gola – opowiada J. Radelczuk.

Trener Płoszaj przyznaje, że w drugiej połowie jego zespół został zepchnięty do obrony. – Przetrzymaliśmy napór gospodarzy, moja obrońcy i bramkarz nie dali się zaskoczyć. W 80 min. wyszliśmy z ładną akcję. Jusiuk zagrał piękną piłkę do Jakuba Jaglewicza, a ten celnym strzałem podwyższył wynik. Po tym golu graliśmy o wiele spokojniej. Nie daliśmy sobie wydrzeć wygranej. Cieszy fakt, że ten młody zespół po porażce z Agrosem w kolejnym meczu właściwie zareagował – dodaje Jacek Płoszaj. (r)

Zdecydowała pierwsza połowa

BRAT CUKROWNIK SIENNICA NADOLNA – UNIA REJOWIEC 4:1 (3:0)

1:0 – Suduł (5), 2:0 – Suduł (6), 3:0 – Sawa (30), 3:1 – Rossa (50), 4:1 – Sawa (63).

BRAT: Jopek (89 Kocimski) – Zdunek (81 R. Malinowski), Kniażuk, Pachuta, Adam Urbański (63 P. Szadura), Wędzina, Sawa, Arnold Kister (77 Witka), Ignaciuk (86 Aleksander Urbański), Suduł, Dubaj. Trener – Andrzej Ignaciuk.

UNIA: Pastuszak – Karauda (75 Brzezicki), Kloc, Szczepanik, Szajduk, Sąsiadek (89 Kamiński), Czerwiński, Górny, K. Bohuniuk (85 M. Bohuniuk), Bogusz, Rossa (63 Niezbecki). Trener – Tomasz Sąsiadek.

Faworyzowany zespół Brata Cukrownik Siennica Nadolna nie dał żadnych szans Unii. Pierwsze minuty pokazały, że gospodarze bardzo poważnie potraktowali starcie z drużyną z Rejowca. W 5 i 6 min. dwa gole, które ustawiły spotkanie, zdobył Sebastian Suduł. W 30 min. wynik podwyższył Krystian Sawa.

– Od pierwszej do ostatniej minuty mieliśmy pełną kontrolę nad spotkaniem. Jedynie na początku drugiej części pojedynku w nasze szeregi wkradło się lekkie rozluźnienie, co wykorzystała Unia zdobywając honorową bramkę. Ale później wszystko wróciło do normy. Podwyższyliśmy wynik i mogliśmy zdobyć jeszcze kolejne gole. Mamy nad czym pracować, bo stuprocentowe sytuacje trzeba wykorzystywać – powiedział po ostatnim gwizdku sędziego trener Brata, Andrzej Ignaciuk.

Marcin Palonka, kierownik Unii, przyznaje, że w pierwszej połowie Brat dominował. – W drugiej gra się wyrównała. Po zdobyciu gola, Niezbecki miał okazję do strzelenia drugiej bramki, ale trafił w słupek. Szkoda, bo gdybyśmy złapali kontakt, ten mecz mógł się inaczej potoczyć. Mieliśmy jeszcze inne sytuacje, m.in. okazji sam na sam nie wykorzystali Szajduk i Niezbecki. „Setkę” zmarnował też Szczepanik. Musimy pracować nad skutecznością – dodał M. Palonka.(r)

Emocje w Izbicy

RUCH IZBICA – OGNIWO WIERZBICA 2:3 (1:2)

0:1 – Knot (17), 0:2 – Knot (24), 1:2 – Szymczuk (45), 1:3 Skrochocki – (57), 2:3 – P. Lewandowski (65),

RUCH: Sasim – Kaszak, Chopko, Babiarz, M. Wlizło, Binek (55 Witkowski), P. Lewandowski, G. Lewandowski Szymczuk, Banach, Stępniak (66 Malczewski). Trener – Andrzej Rycak.

OGNIWO: Zagraba – Kozaczuk (65 Kłos), Ciechoński, Pilipczuk, Sobczuk, Chlebiuk (51 Skrochocki), Skorupski, Klimowicz, Knot, Piotrowski (60 Gałecki), Bąk. Trener – Sławomir Skorupski.

Piłkarze Ogniwa mocno chcieli się zrehabilitować za dość niespodziewaną porażkę na inaugurację ligi z Hetmanem w Żółkiewce 1:4. I mecz w Izbicy z tamtejszym Ruchem zaczęli bardzo dobrze. Już w 17 min. składną akcję gości skutecznie wykończył Karol Knot. Minęło 7 min., gdy zaledwie 16-letni Konrad Klimowicz popisał się doskonałą asystą. – Karolowi (Knotowi – kg) nie pozostało nic innego jak dostawić nogę i zrobiło się 2:0 dla nas – mówi Artur Wawruszak, kierownik drużyny Ogniwo Wierzbica. – Konrad Klimowicz zagrał bardzo dobre zawody. Doskonale grał na skrzydle, a gdy z boiska zszedł Chlebiuk dobrze radził sobie też, jako defensywny pomocnik – chwali 16-latka Wawruszak. Grający w okrojonym składzie Ruch (zabrakło Gałki, Kality, Kryłowicza, czy Arkadiusza Wlizły) nie poddawał się. W 33 min. w dogodnej sytuacji znalazł się Stępniak, ale przestrzelił. Tuż przed przerwą ambitnie grający zespół z Izbicy w końcu dopiął swego. Kontaktowego gola zdobył Szymczuk. W przerwie trener Ruchu Andrzej Rycak zmobilizował swoich podopiecznych do jeszcze większej aktywności. Już w 47 min. Binek mógł doprowadzić do remisu, ale minimalnie chybił. W 50 min. groźnie, ale znów niecelnie uderzał Stępniak. Gospodarze nadal atakowali, ale w 57 min. nadziali się na kontrę i zrobiło się 1:3. Wydawało się, że Ruch po tym trafieniu się nie podniesie się tymczasem w 65 min. kontaktowe trafienie zaliczył Patryk Lewandowski. Zespół z Izbicy do końca walczył o remis, ale Ogniwo mądrze się broniło i ostatecznie wywalczyło trzy punkty. – Myślę, że z przebiegu całego meczu zasłużyliśmy na wygraną. Stworzyliśmy sobie jednak więcej okazji na kolejne bramki. Już do przerwy powinniśmy prowadzić 3:0, ale jednej z dogodnych sytuacji Knot nie wykorzystał. Zamiast tego dostaliśmy gola do szatni i zrobiło się nieco nerwowo. Najważniejsze jednak, że ostatecznie wygraliśmy – komentuje Wawruszak. (kg)

Spółdzielca wyciągnął wnioski

AGROS SUCHAWA – SPÓŁDZIELCA SIEDLISZCZE 2:4 (0:1)

0:1 – Stefańczuk (35), 1:1 – Witkowski (53), 1:2 – Stefańczuk (62), 1:3 – Lechowski (72), 1:4 – Lechowski (78), 2:4 – Boczuliński (85).

AGROS: Wasylik – Struk, B. Staszewski, E. Mikulski (68 Bilicz), J. Bylina, Tomaszewski (46 M. Bylina), Hrycak, Boczuliński, K. Staszewski (60 Karczewski), Węgliński (46 Witkowski), S. Staszewski (75 Sekulski). Trener – Robert Wójcik.

SPÓŁDZIELCA: P. Pawlak – Daniel Orłowski, Okoń, Dziewulski (82 Dawid Orłowski), Karwat, Damian Orłowski, Stefańczuk, Grzesiuk, Nazarewicz (77 P. Jędruszak), Mroczek, Lechowski (82 Borek). Trener – Dariusz Kuchta.

Po wysokim zwycięstwie nad Saweną to Agros wydawał się zdecydowanym faworytem meczu ze Spółdzielcą. Tym bardziej, że grał u siebie, w Suchawie. – To chyba uśpiło naszą czujność, niektórzy zawodnicy uznali, że mamy wygraną w kieszeni. Tymczasem goście wysoko postawili poprzeczkę i zasłużenie wygrali – mówi Robert Wójcik, trener Agrosu. Dariusz Kuchta, trener Spółdzielcy, przyznaje, że postawił na grę obronną. – Wynik 8:2 dawał do myślenia, dlatego wyciągnęliśmy wnioski i zaczęliśmy pięcioma obrońcami, czekając na kontrataki. Ta taktyka się sprawdziła – mówi. Bardzo dobre zawody rozegrali Stefańczuk i Lechowski, którzy po dwa razy pokonali Wasylika. – Chyba można przyznać, że każda z czterech straconych przez nas bramek padła po naszych błędach. Nie można tak grać, może zimny prysznic się nam przyda, gościom po prostu bardziej zależało na wygranej niż nam – przyznaje Wójcik. Trener zespołu z Siedliszcza uważa z kolei, że jego drużyna mogła wygrać nawet wyżej. – W 17 min. groźnie z wolnego uderzał Grzesiuk. W 25 min. strzał Okonia obronił bramkarz gospodarzy, kolejne sytuacje mieli Lechowski i Stefańczuk. Myślę, że wygraliśmy zasłużenie, wracamy do domu w dobrych nastrojach – podsumowuje Kuchta. (kg)

Hanna zdobyła Pawłów

START REGENT PAWŁÓW – BUG HANNA 0:2 (0:0)

0:1 – Kowalik (47), 0:2 – Korszeń (50).

START: Bobrowski – Siepsiak (46 Karabasz), Rossa, Mazurek, Sołtys (52 Kaczmarczyk), Wasiński (66 Szokaluk), Jakóbczyk, Rutkowski, Kiejda, Dębiec (80 Kość), Kaszczuk (52 Chybiak). Trener – Kamil Góra.

BUG: Żmudziński – Babkiewicz, A. Jaworski, Kaliszuk, Trochimiuk (88 Daniel Ignatiuk), Kowalik (70 Baj), Damian Ignatiuk, Mikulski, Korszeń (55 Tarnacki), Shtybel (88 J. Jaworski), Chwedoruk. Trener – Paweł Oponowicz.

Przebieg boiskowych zdarzeń w I połowie nie wskazywał na końcowy triumf Bugu. – Przez 45 minut graliśmy słabo – przyznał po ostatnim gwizdku Paweł Oponowicz, trener zespołu z Hanny. – To, że nie straciliśmy gola zawdzięczamy naszemu bramkarzowi, który kilka razy uratował nam skórę – dodaje. Żmudziński bronił wyśmienicie, ale miał też szczęście. – W 31 min. Kiejda trafił w poprzeczkę, kto wie jakby potoczył się dalej mecz gdyby ten strzał był celniejszy – mówi Grzegorz Mazurek, prezes Startu Pawłów. W przerwie Oponowicz zmobilizował gości do lepszej gry i Hanna zaatakowała. Już dwie minuty po zmianie stron na listę strzelców wpisał się niezawodny Hubert Kowalik. – Mieliśmy rzut z autu. Piłka szybko trafiła do Huberta, który popisał się silnym strzałem w długi róg i bramkarz gospodarzy skapitulował – mówi Oponowicz. Trzy minuty później było już 0:2. – Korszeń zdecydował się na uderzenie z 25 m i piłka wpadła do siatki. To był piękny gol – relacjonuje trener Bugu. W końcówce zespół z Pawłowa mógł zdobyć kontaktową bramkę. – W 88 min. wywalczyliśmy rzut karny. Do piłki podszedł Kaczmarczyk, ale przestrzelił – opowiada prezes Mazurek. Goście powinni wygrać wyżej, ale trzech dobrych sytuacji nie wykorzystał Aleksander Shtybel. (kg)

Frassati cisnęło, Orzeł strzelał

FRASSATI FAJSŁAWICE – ORZEŁ SREBRZYSZCZE 0:3 (0:2)

0:1 – Adamiec (14), 0:2 – Adamiec (36), 0:3 – Nazaruk (90+5).

FRASSATI: Mazur – K. Przebirowski, Sławacki, P. Przebirowski, Konrad Błaziak, S. Baran, Dunda, Chruściel, Karol Błaziak (76 Policha), Kostka (87 Suszek), Slobodyan (38 Robak). Trener – Daniel Krakiewicz.

ORZEŁ: Wikło – Binkiewicz (60 nazaruk), Malinowski, Sz. Tatysiak, S. Tatysiak, S. Kogut (70 Ł. Tatysiak), Adamiec, Bazela, Tomaszewski (75 Dziewulski), Kraszkiewicz (87 Mikulski), Olęder. Trener – Waldemar Kogut. Czerwone kartki: S. Tatysiak (O) w 44 min. za niesportowe zachowanie oraz P. Chruściel (F) w 82 min. za dwie żółte.

Orzeł wygrał w Fajsławicach 3:0, ale wynik nie do końca oddaje to, co się działo na boisku. – Mecz wygrał nam nasz bramkarz Tomasz Wikło, który uratował nas chyba z dziesięć razy. Był dziś między słupkami niesamowity – przyznał po ostatnim gwizdku Waldemar Kogut, trener zespołu ze Srebrzyszcza. Mimo świetnych interwencji Wikły goście nie wywalczyli by trzech punktów, gdyby nie zdobyli choćby jednej bramki. A w sumie wbili gospodarzom aż trzy. W 14 min. Adamiec dobił piłkę po tym, jak jego strzał z rzutu karnego obronił Mazur, w 36 min. ten sam Adamiec wykorzystał sytuację „sam na sam”, a w doliczonym czasie gry kontrę gości ładnie zamknął Nazaruk.

W Fajsławicach nie zabrakło też negatywnych emocji. W 44 min. Sławomir Tatysiak skrytykował decyzję sędziego i z czerwoną kartką wyleciał z boiska. W 82 min. „czerwień” obejrzał też Chruściel, ale była to konsekwencja dwóch żółtych kartek. – Prawie całą drugą połowę graliśmy w osłabieniu, Frassati cały czas atakowało, a mimo to zdobyliśmy trzy punkty. Czego chcieć więcej, tym bardziej, że nie mogłem dziś skorzystać z Mariusza i Andrzeja Olendrów. Graliśmy więc w nieco eksperymentalnym ustawieniu – mówi W. Kogut. (kg)

V LIGA

1. Hetman 2 6 9-3
2. Brat 2 6 5-1
3. Orzeł 2 4 5-2
4. Bug 2 4 5-3
5. Agros 2 3 10-6
6. Spółdzielca 2 3 4-3
7. Start 2 3 4-2
8. Znicz 2 3 3-3
9. Ogniwo 2 3 4-6
10. Sawena 2 3 4-8
11. Granica 2 1 4-7
12. Frassati 2 1 3-6
13. Ruch 2 0 3-6
14. Unia 2 0 1-8