Liga okręgowa, 9. kolejka

Co się dzieje z Agrosem?

FRASSATI FAJSŁAWICE – AGROS SUCHAWA 5:1 (3:0)
1:0 – Slobodyan (21), 2:0 – S. Baran (29), 3:0 – Slobodyan (36), 4:0 – Chruściel (51), 5:0 – K. Przebirowski (54), 5:1 – Lejko (73).

FRASSATI: Mazur – K. Przebirowski, P. Przebirowski, Sławacki, Konrad Błaziak (20 Madeja), Slobodyan (80 Policha), Chruściel, M. Baran (76 Dunda), S. Baran, Dobrzyński (70 Gieracz), Kostka. Trener – Jerzy Szych.

AGROS: Wasylik (60 Tymoszczuk) – Strug, B. Staszewski, E. Mikulski, Karczewski, K. Staszewski, S. Staszewski, J. Belina, Boczuliński, Hrycak (60 Węgliński), Lejko. Trener – Robert Wójcik.

Agros Suchawa w poprzednim sezonie był rewelacją rozgrywek. Należał do czołowych drużyn ligi. W obecnym sezonie w niczym nie przypomina zespołu sprzed roku. W Fajsławicach doznał wysokiej porażki, przegrywając spotkanie już w pierwszej połowie. Po meczu trener Robert Wójcik na swoich zawodnikach nie zostawił suchej nitki. – Zagraliśmy dziś bardzo słabe zawody, mam wrażenie, że drużyna mentalnie została w szatni, nie było nikogo, kto poderwałby kolegów do walki, w zasadzie nikogo po takim meczu nie potrafię wyróżnić, nie wiem, co się stało z chłopakami – ocenia Wójcik.

Być może wpływ na słabą grę zespołu z Suchawy miał fakt, że mecz rozegrano w Fajsławicach, a nie w Suchodołach na lepszym boisku, gdzie ostatnio swoje spotkania rozgrywa Frassati. – Rano dowiedzieliśmy się, że boisko w Suchodołach jest zalane. Z kolei to w Fajsławicach jest małe, wąskie, zawsze tam grało się źle. Niemal wszyscy narzekali na wymiary płyty – mówi Wójcik.

Według trenera Agrosu Frassati wcale nie zagrało jakiegoś wielkiego meczu. – Zdobywali bramki po wrzutkach w nasze pole karne, gdzie dochodziło do zamieszania pod bramką oraz po dośrodkowaniach z rzutów wolnych. Korzystali z naszych błędów – podkreśla. Już do przerwy zespół z Suchawy przegrywał 0:3, m.in. po dwóch bramkach aktywnego i obdarzonego instynktem strzeleckim Ukraińca – Vasyla Slobodyana.

– W przerwie zmotywowałem zespół do odważnej gry i rzeczywiście trochę lepiej to wyglądało, zdobyliśmy gola, mieliśmy kilka sytuacji podbramkowych, ale to było za mało – mówi Wójcik. Na domiar złego dla gości, w 75 min. rzut karny egzekwowany przez Emila Mikulskiego obronił Wojciech Mazur. Zwycięstwo nad Agrosem było dopiero drugą wygraną podopiecznych Jerzego Szycha w tym sezonie, ale pozwoliło ono ekipie z Fajsławic uciec z przedostatniego miejsca w tabeli okręgówki. (kg)

Bardzo dobry mecz Unii

ORZEŁ SREBRZYSZCZE – UNIA REJOWIEC 1:3 (0:1)

0:1 – Rossa (19 karny), 0:2 – Niezbecki (70), 1:2 – A. Olender (77), 1:3 – Czerwiński (83).

ORZEŁ: Wikło – Sz. Tatysiak, Bazela, Binkiewicz, Krakiewicz, Omelko, A. Olender, M. Olender (55 Nazaruk), Dubaczyński (55 Dziewulski), Ł. Tatysiak (65 D. Trusiuk), K. Olęder. Trener – Waldemar Kogut.

UNIA: Pastuszak – M. Bohuniuk, Rossa, Kloc, Czerwiński, Kwiatosz, Karauda (71 Kalman), Parada, Górny, Sąsiadek (65 Niezbiecki), K. Bohuniuk. Trener – Tomasz Sąsiadek.

Niespodzianka w Srebrzyszczu. Orzeł, którego w bieżącym sezonie trudno pokonać na jego terenie, w niedzielę był tłem dla podopiecznych trenera Tomasza Sąsiadka. – Zagraliśmy chyba najlepszy mecz w tym sezonie – zauważa Marcin Palonka z Unii. Drużyna Unii Rejowiec od początku narzuciła rywalowi swój styl gry. Śmiało atakowała, sporo piłek dogrywała ze skrzydła. W 19 min. po faulu na aktywnym Karolu Bohuniuku sędzia podyktował rzut karny dla gości. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Roman Rossa.

Orzeł próbował się odgryźć, ale nie miał pomysłu na sforsowanie szczelnej defensywy zespołu z Rejowca. – Jeszcze przed przerwą powinniśmy strzelić kolejne gole, np. Rossa z rzutu wolnego trafił w poprzeczkę, a sytuacje „sam na sam” mieli Adrian Czerwiński i Karol Bohuniuk. W obu jednak przypadkach zabrakło skuteczności – mówi Palonka. W tej części meczu Orzeł stworzył tylko dwie okazje. W 23 min. Patryk Dubaczyński minimalnie przestrzelił, a w 27 min. Łukasz Tatysiak po dośrodkowaniu z rzutu rożnego strzelił głową, ale wprost w Pastuszaka.

Ważnym momentem meczu była czerwona kartka, którą w 53 min. obejrzał Konrad Omelko. Gospodarzom w dziesięciu grało się jeszcze trudniej. W 70 min. Czerwiński pięknym podaniem obsłużył Niezbeckiego, który strzałem z 4 m do pustej już bramki podwyższył prowadzenie gości. Podopieczni Waldemara Koguta zdobyli co prawda kontaktową bramkę (w 77 min. dośrodkowanie Kraszkiewicza strzałem głową na gola zamienił Andrzej Olender), ale końcówka znów należała dla Unii. – Szybko otrząsnęliśmy się po stracie gola i w 83 min. Czerwiński strzałem głową pokonał bramkarza Orła. Odnieśliśmy pewne i jak najbardziej zasłużone zwycięstwo – cieszy się Marcin Palonka.

– Zagraliśmy dziś bardzo słabe zawody – przyznał po ostatnim gwizdku Waldemar Kogut, trener Orła. – Nie było dziś walki, nie było ambicji. Taki mecz nie powinien się nam przytrafić, sam nie wiem, dlaczego chłopcy zagrali grubo poniżej swoich możliwości – dodał. (kg)

Spółdzielca postraszył Hetmana

HETMAN ŻÓŁKIEWKA – SPÓŁDZIELCA SIEDLISZCZE 4:2 (2:1)

1:0 – Miedźwiedź (3), 2:0 – Miedźwiedź (9), 2:1 – Osoba (29), 2:2 – D. Dziewulski (77), 3:2 – Miedźwiedź (85), 4:2 – D. Koprucha (90+2 karny).

HETMAN: Ścibak – Ździebło, Wanielista (38 Prus), Widz, Gaborski (83 Kapłon, 90+2 Mielniczuk), Małek, Rycerz, Miedźwiedź, Krzysztoń, Sawicki, Koprucha. Trener – Piotr Kapłon.

SPÓŁDZIELCA: P. Pawlak – Daniel Orłowski, Damian Orłowski, Grzesiuk, Dawid Orłowski (35 Poliszuk), Lechowski, Mroczek, Okoń, Dziewulski, Osoba, A. Pawlak. Trener – Dariusz Kuchta.

Hetman i Spółdzielca stworzyły bardzo ciekawe widowisko, trzymające do ostatnich sekund w napięciu. Początek tego spotkania należał do gospodarzy, którzy po 9 minutach gry prowadzili już różnicą dwóch goli. – Przyznam szczerze, o pierwszych 20 minutach w naszym wykonaniu musimy jak najszybciej zapomnieć. Mogliśmy przegrywać nawet 0:4, bo Hetman miał jeszcze dwie stuprocentowe sytuacje do zdobycia gola. Zawodnicy gospodarzy nie trafili w bramkę. Mój zespół przespał początek spotkania, ale później z każdą minutą zaczęliśmy grać coraz lepiej – mówił po meczu Dariusz Kuchta, trener Spółdzielcy.

Andrzej Koprucha, kierownik drużyny Hetmana przyznaje, że gospodarze powinni po 45 minutach zamknąć mecz. – Zdobyliśmy dwa szybkie gole i dalej atakowaliśmy. Rafał Małek i Łukasz Sawicki gdyby wykorzystali kolejne sytuacje, Spółdzielca mógłby się już nie podnieść – przekonuje.

Goście zdołali otrząsnąć się i strzelili kontaktowego gola. W drugiej połowie, choć Hetman miał optyczną przewagę i dalej zagrażał bramce Spółdzielcy, przyjezdni za wszelką cenę starali się doprowadzić do remisu. Gdy w 77 min. zdobyli gola na 2:2, w Żółkiewce zapachniało niespodzianką. – Poczuliśmy, że w tym meczu jeszcze możemy osiągnąć coś więcej. Nie odbiegaliśmy za bardzo od przeciwnika, staraliśmy się stwarzać sytuacje strzeleckie i mieliśmy co najmniej trzy okazje, żeby zdobyć gola. Szkoda, że dziś nie mógł z nami zagrać nasz nominalny napastnik Marek Stefańczuk, którego zatrzymały sprawy prywatne – opowiada trener Kuchta.

W 85 min. Hetman ponownie wyszedł na prowadzenie, a trzeciego swojego gola w tym meczu zdobył Patryk Miedźwiedź. – Nie chcę oceniać decyzji sędziego, ale moim zdaniem bramka padła z co najmniej metrowego spalonego – uważa D. Kuchta. Mimo straty gola, Spółdzielca mógł szybko doprowadzić do remisu. W idealnej sytuacji znalazł się Radosław Grzesiuk. – Oddał strzał z 8 metrów, bramkarz Hetmana instynktownie odbił piłkę nogą, ta uderzyła o poprzeczkę i wyszła za boisko. Gdyby padła bramka, myślę, że tego meczu nie przegralibyśmy – uważa Kuchta.

W doliczonym czasie kropkę nad „i” postawił Damian Koprucha, wykorzystując rzut karny podyktowany za faul Krzysztofa Mroczka. – Mój zawodnik rzeczywiście sfaulował rywala, karny należał się gospodarzom. Szkoda straconych punktów, bo uważam, że zagraliśmy, oprócz pierwszych 20 minut, dobre spotkanie. Mecz rozgrywany był na grząskim boisku i na pewno zostawiliśmy tam mnóstwo zdrowia – podsumowuje trener gości.

Kierownik Koprucha po ostatnim gwizdku sędziego nie krył zadowolenia. – Liczą się trzy punkty, choć sami doprowadziliśmy do nerwowej końcówki. Powinniśmy to spotkanie rozstrzygnąć wcześniej, w drugiej połowie Małek i Sawicki znów mieli stuprocentowe sytuacje, których nie wykorzystali. Spółdzielca zostawił po sobie dobre wrażenie – powiedział Andrzej Koprucha. (r)

Sawena tanio skóry nie sprzedała

OGNIWO WIERZBICA – SAWENA SAWIN 4:1 (1:0)

1:0 – Knot (27), 2:0 – Knot (48), 2:1 – Jaglewicz (62), 3:1 – Pilipczuk (72 karny), 4:1 – Stańczuk (90).

OGNIWO: Wronikowski – Kłos (72 Czmielewski), Pilipczuk, Ciechoński, Sobczuk (46 Gałecki), Piotrowski (46 Kozaczuk), Chlebiuk, Skorupski, Szanfisz (60 Nowaczek), Knot, Bąk (80 Stańczuk). Trener – Sławomir Skorupski.

SAWENA: Wilgocki – Tymicki (53 Korkosz), Pietruszka, Łubkowski, Matejek, Nyckiel (75 Grzeluk), Suszcz, Szyszko (80 Prucnal), Stopa, Jusiuk, Jaglewicz. Trener – Jacek Płoszaj.

Ogniwo było zdecydowanym faworytem meczu z Sawenę i od początku rzuciło się na rywala. – Wiedzieliśmy, że goście postawią na zmasowaną obronę i kontrataki, i dokładnie tak było – mówi Artur Wawruszak, kierownik drużyny Ogniwo Wierzbica. Już w 5 min. Patryk Bąk strzelił bramkę, ale sędzia dopatrzył się spalonego. – Do 20 min. stworzyliśmy sobie kilka ciekawych sytuacji, ale byliśmy nieskuteczni – dodaje.

Przełomowa była 26 minuta. Zawodnik Saweny Pietruszka dwa razy wybijał piłkę z linii bramkowej po strzałach Skorupskiego i Bąka. Po drugim z nich futbolówka wyszła za linię bramkową i Ogniwo egzekwowało rzut rożny. – Piłkę w pole karne dośrodkował Piotrowski, a Karol Knot strzałem głową pokonał bramkarza gości – mówi Wawruszak. Na początku drugiej połowy Gałecki z 3 m nie trafił do pustej bramki, ale po chwili znów błysnął Knot, który przelobował Wilgockiego. – Dwie minuty później powinno być 3:0, jednak Knot w akcji „sam na sam” trafił w słupek. Zamiast tego straciliśmy gola i przez kilka minut było nerwowo – zauważa Wawruszak.

Ładną bramkę dla gości zdobył Jaglewicz. Chwilę później mogło dojść do niespodzianki. – Jusiuk miał okazję na 2:2, ale źle trafił w piłkę – opowiada z kolei Jacek Płoszaj, trener Saweny. – Szkoda, bo niemal od razu Ogniwo wyprowadziło kontrę, po której wywalczyło rzut karny i znów przegrywaliśmy różnicą dwóch goli – zauważa. Pewnym egzekutorem „jedenastki” okazał się Pilipczuk. Już w doliczonym czasie gry gości dobił Stańczuk.

– Wcześniej dwóch sytuacji „sam na sam” nie wykorzystał Nowaczek, który dał dobrą zmianę – opowiada kierownik drużyny Ogniwa Wierzbica. – Wygraliśmy dziś, ale powinniśmy wygrać dużo wyżej – dodaje. Trener zespołu z Sawina chwali swoją drużynę za ambitną grę do końca. – Wiadomo było, że faworytem tego meczu jest Ogniwo. No i Ogniwo wygrało, bo było lepsze. Moi zawodnicy walczyli jednak i za to należą im się ciepłe słowa – podsumowuje Jacek Płoszaj. (kg)

Strzelecki trening Brata

START/REGENT PAWŁÓW – BRAT CUKROWNIK SIENNICA NADOLNA 0:9 (0:3)

0:1 – Dubaj (3), 0:2 – Arnold Kister (29), 0:3 – Suduł (37), 0:4 – Sawa (58), 0:5 – Sawa (59), 0:6 – Suduł (77), 0:7 – Dubaj (81), 0:8 – Kalisiewicz (83), 0:9 – Suduł (87).

START: Kość – Sołtys (68 Kozioł), Mazurek, Góra (17 Kamil Kister, 83 Szokaluk), Siepsiak (854 Bobrowski), Kaczmarczyk, Karabacz, Krystian Kister, Żukowski, Basiński (46 Petrykowski), Rossa. Trener – Kamil Góra.

BRAT: Pypa – Kniażuk, Pachuta, Zdunek (68 Wędzina), Aleksander Urbański, Adam Urbański (65 Malinowski), Ignaciuk (62 Witka), Arnold Kister, Sawa (68 Kalisiewicz), Dubaj, Suduł. Trener – Andrzej Ignaciuk.

Brat był faworytem meczu w Pałowie, ale tak wysokiej porażki kibice Startu Regent chyba się nie spodziewali. – Zagraliśmy dziś bardzo słabo, goście bezlitośnie nas wypunktowali – powiedział po ostatnim gwizdku Grzegorz Mazurek, prezes Startu. – Niestety w kolejnym meczu trener nie mógł skorzystać z kilku podstawowych zawodników, co na pewno miało wpływ na przebieg boiskowych zdarzeń – zaznacza.

Podopieczni Andrzeja Ignaciuka strzelecką kanonadę rozpoczęli już w 3 min., gdy na listę strzelców wpisał się zaledwie 15-letni Jakub Dubaj. – 16 lat skończy w grudniu – mówi Ignaciuk. – Kuba strzelił jeszcze jednego gola, bramkę zaliczył też w końcówce Kalisiewicz, który jest od niego tylko kilka miesięcy starszy. To, że 15 i 16-latek grają tak dobrze w drużynie seniorów szczególnie nas cieszy – podkreśla trener Brata.

Większość bramek strzelonych przez gości była efektem wymiany wielu podań i dośrodkowań piłki w pole karne Startu. – Koronkowe akcje, gdzie często trzeba było tylko dostawić nogę – opisuje Ignaciuk. Na wyróżnienie na pewno zasługuje trafienie Arnolda Kistera na 2:0 w 29 min. Arnold trafił z 25 m w samo okienko bramki gospodarzy. – Gol tzw. stadiony świata – cieszy się Ignaciuk. Trzy gole dołożył Sebastian Suduł, dwa Sawa i wysokie zwycięstwo Brata stało się faktem. – Dominowaliśmy od początku do końca. Pewnie gdybyśmy strzelili dziś 15 bramek, gospodarze nie mogliby mieć do nas o to pretensji – podsumowuje Ignaciuk. (kg)

Zwycięstwo po golach weteranów

GRANICA DOROHUSK – ZNICZ SIENNICA RÓŻANA 2:0 (1:0)

1:0 – Słomka (15), 2:0 – Świderski (79).

GRANICA: W. Ruszkiewicz – Pieczykolan, Grzywna, Słomka, Gregorczuk, Świderski (80 Dobrzyński), Poznański, Oleszczuk, Komosa (75 Maliszewski), L. Sokołowski, Bala. Trener – Marek Grzywna.

ZNICZ: Skuczyński – Ciechan, Orzeł, Tywoniuk (70 Żelisko, 75 Furtak), Bryda, Olszyna, Kwietniewski (85 Kniażuk), Piotr Mazurek, K,. Mazurek, G. Mazurek, Przemysław Mazurek. Trener – Jacek Radelczuk.

Czerwone kartki: Orzeł (Z) w 80 min. za dwie żółte i K. Mazurek (Z) w 82 min. za faul.

– Granica była lepsza, stworzyła sobie więcej klarownych sytuacji i zasłużenie wygrała – powiedział po meczu Jacek Radelczuk, trener Znicza. – My znów popełniliśmy za dużo błędów w obronie, a jak już udało się nam dostać pod bramkę rywali, to byliśmy nieskuteczni. Warto też dodać, że mecz kończyliśmy w dziewiątkę – podkreśla.

W końcówce meczu, już przy stanie 2:0 dla gospodarzy, gościom puściły nerwy. Najpierw z boiska za dwie żółte kartki wyleciał Karol Orzeł, a po dwóch minutach dołączył do niego Kamil Mazurek, który „czerwień” ujrzał za faul taktyczny. – Powinniśmy wygrać wyżej – zauważa Konrad Czebiera z Granicy Dorohusk. – Jeszcze w pierwszej połowie po indywidualnej akcji Świderskiego do piłki nie zdążył Komosa. Piłkarsko byliśmy dwa poziomy nad Zniczem, ale goście braki nadrabiali walką i ambicją – przyznaje. Czebiera chwali Bartłomieja Gregorczuka. – Nasz 16-latek zagrał dziś bardzo dobry mecz, włączał się do akcji zaczepnych z obrony, dryblował, stwarzał zagrożenie pod bramką zespołu z Siennicy Różanej – mówi. Gole dla gospodarzy strzelali weterani piłkarskich boisk, 43-letni Arkadiusz Słomka, który jest też prezesem klubu z Dorohuska oraz 39-letni Grzegorz Świderski. O meczach Granicy można też przeczytać na stronie: www.granicadorohusk.pl (kg)

Hokejowy wynik w Hannie

BUG HANNA – RUCH IZBICA 4:7 (2:1)

1:0 – Chwedoruk (9), 2:0 – Chwedoruk (20 karny), 2:1 – P. Lewandowski (35 karny), 2:2 – P. Lewandowski (52), 2:3 – G. Lewandowski (62), 3:3 – Chwedoruk (65 karny), 3:4 – P. Lewandowski (70), 4:4 – H. Kowalik (78), 4:5 – Pawlak (80), 4:6 – Gałka (85), 4:7 – S. Swatowski (90).

BUG: Żmudziński – Trochimiuk, Pietrusik, Kaliszuk, Sarnacki, Bojarczuk (46 Korszeń), Soroka (85 Piotrowski), Mikulski, Kowalik, Garal (60 Marek Baj), Chwedoruk. Trener – Paweł Oponowicz.

RUCH: Sasim – Kalita, Babiarz, Hopko, G. Lewandowski, Banach (89 Swatowski), Szymczuk (80 P. Malczewski), P. Lewandowski, A. Wlizło, Binek (60 I. Pawlak), Gałka. Trener – Piotr Malczewski.

Szkoda, że przez koronawirusa kibice nie mogli obejrzeć meczu w Hannie (powiat włodawski znajduje się tzw. strefie czerwonej z dodatkowymi obostrzeniami). – Zaczęliśmy bardzo dobrze, prowadziliśmy już 2:0 i to nas chyba za bardzo uspokoiło – mówi Paweł Oponowicz, trener Bugu. – Cofnęliśmy się, zaczęliśmy popełniać błędy w obronie i Ruch to wykorzystał – dodaje. W zespole z Izbicy szalał Patryk Lewandowski, strzelec trzech bramek. – Bracia Lewandowscy w końcu zaczęli strzelać, bo bramkę dołożył też Gabriel – zauważa Piotr Malczewski, grający prezes Ruchu. – Mecz zaczęliśmy źle, ale na szczęście zespół się nie poddał i walczył o swoje. Doprowadziliśmy do wyrównania, wychodziliśmy na prowadzenie potem Bug odrabiał straty. Końcówka należała już jednak tylko do nas. W 10 minut strzeliliśmy trzy bramki i wywalczyliśmy zasłużone trzy punkty – dodaje.

W końcówce gospodarze opadli z sił, co Ruch wykorzystał. Żmudzińskiego pokonywali kolejno Igor Pawlak, Michał Gałka i Sławomir Swatowski. – Sławek pojawił się na boisku zaledwie minutę wcześniej – zauważa Malczewski. – Nie możemy tak łatwo tracić bramek i trwonić wywalczonej przewagi. Myślę, że w następnym meczu zagramy lepiej – podsumowuje Oponowicz. (kg)

Tabela

1. Brat 9 25 37-9
2. Hetman 9 25 41-17
3. Ogniwo 9 19 32-20
4. Orzeł 9 17 26-11
5. Spółdzielca 9 16 18-10
6. Unia 9 11 18-18
7. Granica 9 11 18-23
8. Ruch 9 10 19-19
9. Bug 9 9 18-30
10. Frassati 9 8 17-28
11. Agros 9 8 24-29
12. Znicz 9 8 8-19
13. Start 9 5 14-29
14. Sawena 9 4 13-41