Listonosze karmieni obietnicami

– Obietnicami nie wyżywimy naszym rodzin. Żądamy przywrócenia godności pracownikom Poczty Polskiej. Godnych, a nie głodowych płac! – skandowali lubelscy listonosze, którzy w minioną sobotę, 17 grudnia protestowali przeciw coraz niższym płacom i aktualnej polityce swojej firmy.
– Dodatek za wysługę przy 16-letnim stażu pracy wynosi 330 złotych. Proszę policzyć sobie, ile to jest z minimalną pensją – mówił pan Andrzej.
– Nasze dalsze poczynania zależą od decyzji zarządu Poczty Polskiej. Jeśli nic nie zrobi z naszymi płacami, które z roku na rok spadają, zaostrzymy sprzeciw. Rzecznik PP mówi o podwyżce, a my odpowiadamy: kiedy i gdzie? Nasz strajk to element ogólnopolskiego poruszenia – mówił Piotr Skrzypczak, pracownik Urzędu Pocztowego przy ul. Koryznowej z 19-letnim stażem.
Listonosz nie skrywa przy tym żalu do związków zawodowych, które w tej branży mają być wiernymi „wykonawcami” poleceń zarządu. – Chcemy korzystnego układu zbiorowego. Firma tłumaczy, że nie ma pieniędzy. Skąd zatem 88 nowych miejsc pracy? – pytał Skrzypczak, koordynator manifestacji.
– Nie ma mowy o szacunku do listonoszy. Traktują nas jak pracowników najgorszej kategorii – dodaje anonimowo kolejny doręczyciel, z 11-letnim stażem.
Latem tego roku Poczta Polska oficjalnie wygrała walkę o rynek usług listowych z firmą InPost. Prywatna spółka wycofała się wówczas z tego segmentu usług, stawiając na dostarczanie paczek kurierskich i obsługę tzw. paczkomatów. Ale nie poprawiło to warunków pracy doręczycieli pocztowych. – To pyrrusowe zwycięstwo. Dochodzą nam kolejne, niezwiązane z zawodem czynności. W skali kraju pracowników pierwszej linii jest 40 tysięcy, o 6 tysięcy za mało. Nie wyrabiamy się, a pensje są mizerne – dodaje pracownik poczty przy ul. Sasankowej na Czubach z 18-letnim stażem.
Po godzinie 11 pocztowcy przeszli spod ratusza pod główną siedzibę lubelskiej Poczty, gdzie odśpiewali hymn Polski. Uczestniczy przemarszu skandowali hasła z niesionych transparentów: „Godne, a nie głodne płace”, „Żądamy realnej podwyżki płac, a nie tymczasowych rozwiązań”.
BACH