Lokatorzy pozostaną na zsyłce

– Z nim nie można po dobroci, bo za dużo nas zwodził i okłamywał – mówi o właścicielu budynku przy Miedzianej 3 jedna z lokatorek, która nie może wrócić do mieszkania, bo mężczyzna przez rok nie zrobił obiecanego remontu. Nasza Czytelniczka wraz z innymi mieszkańcami, którzy znajdują się w identycznej sytuacji, wynajęła adwokata.


O dramatycznej sytuacji mieszkańców znajdującej się w centrum Lublina oficyny przy Miedzianej 3 pisaliśmy jesienią 2018 roku. Kilkanaście lat temu piętrowy budynek ze wszystkimi lokatorami kupił od Lubelskiej Spółdzielni Spożywców Tomasz Prokopiuk, właściciel dużej firmy transportowej. Obiekt popadał w ruinę, bo właściciel nie wykonywał żadnych remontów.

Twierdząc, że nie opłaca się inwestować w kamienicę, bo jej remont byłby zbyt kosztowny, wystąpił o wyłączenie jej z użytkowania. Urzędnicy w oparciu o opinię nadzoru budowlanego, który stwierdził, że stan budynku nie zagraża zdrowiu i życiu mieszkańców, jednak nie przychylili się do tego w wniosku. Na początku października 2018 roku właściciel w całej kamienicy odciął prąd.

Powodem miała być awaria instalacji elektrycznej. Lokatorzy, w większości starsi ludzie zostali bez światła i ogrzewania. Siedzieli przy świeczkach, opatuleni w koce, bo temperatura w ich mieszkaniach spadła do 12 stopni Celsjusza. Choć zdaniem fachowców naprawa awarii była rzeczą prostą błagania mieszkańców, by właściciel w końcu ją zrobił, na nic się zdały. – Nie wiemy już, co robić, jesteśmy załamane. Ta awaria trwa za długo. Nie mamy ogrzewania, nie mamy światła. Nic nie możemy, nawet telefonu sobie podładować, żeby zadzwonić np. do lekarza – skarżyła się wówczas jedna z mieszkanek naszemu reporterowi.

Tygodnie mijały, prądu nie było mimo, że o gehennie mieszkańców Miedzianej pisały gazety, mówiła telewizja, a w pomoc lokatorom zaangażował się radny Marcin Nowak, który interpelował w tej sprawie do władz miasta i powiadomił o niej Rzecznika Praw Obywatelskich. W końcu pod koniec listopada prąd ponownie został podłączony, ale kilka miesięcy później lokatorzy wyprowadzili się z Miedzianej, bo właściciel stwierdził, że bierze się za remont budynku, a na jego czas znalazł dla najemców mieszkania zastępcze. Na Miedzianą mieli wrócić jesienią tego roku.

Ale kilka tygodni temu skontaktowała się z nami jedna z lokatorek skarżąc się, że na Miedzianej 3 nic się nie zmieniło i wszyscy lokatorzy boją się, że jesienią zostaną wyrzuceni z lokali zastępczych i nie będą mieli gdzie wrócić. – Od roku mieszkamy w różnych częściach miasta. 1 października mieliśmy wrócić do wyremontowanej kamienicy, ale obiecany remont nawet się nie zaczął. Nie wiemy, co dalej z nami będzie – martwiła się nasza rozmówczyni.

Na szczęście okazało się, że ludzie pod most nie trafią. – Wszystko wskazuje na to, że zostajemy w tych podnajmowanych lokalach. Czynsz płacimy, więc teraz piłka leży po jego stronie. To on zawalił: nie wywiązał się ze swoich obowiązków i nie zrobił remontu – mówi jedna z byłych lokatorek Miedzianej 3, która chciałby wrócić na „stare śmieci”. – Wynajęliśmy adwokata, by dochodził naszych praw, bo z tym człowiek nie można postępować po dobroci. Za dużo nas okłamywał, dlatego możliwe, że ponownie zgłosimy jego działania również do prokuratury – zapowiada nasza rozmówczyni dodając, że „to niepojęte, żeby w centrum miasta stała taka ruina” i żaden z urzędów na to nie reagował.

Z Tomaszem Prokopiukiem nie udało nam się skontaktować. Miał wyłączony telefon. GR