Lublin miastem galerii handlowych?

Dom Towarowy Sezam, czyli popularny pedet, sąsiaduje z zabytkowym kościołem oo. Kapucynów oraz długą pierzeją XIX-wiecznych kamienic i zdaniem jego obrońców nie pasuje tam żaden nowoczesny budynek i podziemny parking, tym bardziej, że miasto chce ograniczyć ruch samochodowy w śródmieściu

Taki tytuł nosi dokument rozesłany do lubelskich mediów, podpisany przez kilkadziesiąt osób ze świata nauki, kultury, społeczników. Inspirowało go przejęcie gmachu pedetu przy ul. Kapucyńskiej przez dewelopera, który chce tam zbudować większą galerię handlową i podziemny parking. List krytykuje postawę urzędu miasta względem planowania przestrzennego i wskazuje na przejawy technokratyzacji życia w Lublinie.


Jego autorką jest dr Agnieszka Ziętek, socjolog i politolog, wykładowczyni akademicka w UMCS, która bada przejawy demokracji w rządzeniu miastem, aktywność obywateli i tzw. ruchów miejskich. Oto treść jej listu:
„Jakiś czas temu do lubelskiej opinii publicznej dotarła wiadomość o planach zburzenia historycznego, modernistycznego budynku „pedete”. Zajmuje on centralne miejsce na mapie Lublina, będąc niekwestionowanym symbolem miasta. Miejsce to oraz odremontowany niedawno plac ma zająć (kolejna) galeria handlowa. „Jedna prywatna firma odsprzedaje budynek drugiej”… „jeśli im się to opłaca, niech budują” – można by powiedzieć.
Problem w tym, że nie chodzi tylko i wyłącznie o ten konkretny budynek i fragment przestrzeni miasta, choć oczywiście również. Wystarczy tylko wspomnieć, że Lublin zajmuje pierwsze w Polsce miejsce (!) pod względem wielkości powierzchni galerii handlowych w stosunku do liczby mieszkańców (959 mkw. na 1000 osób, a 1126 mkw. z uwzględnieniem obiektu IKEA). Warto dodać, że w tym miejscu, w odległości nieco ponad 2 km, znajdują się już dwie galerie – C.H. Plaza i Tarasy Zamkowe. Postawienie trzeciej, w połowie drogi między nimi, będzie ewenementem zapewne nie tylko na skalę krajową.
Rzecz jednak w tym, że chodzi o coś więcej… W ten bezrefleksyjny trend burzenia, karczowania i betonowania Lublina wpisuje się ostatnio niestety coraz więcej miejskich przedsięwzięć: np. biurowce na placu po dawnej „Tekturze” (ul. Wieniawska), budynek postawiony w miejsce kina „Kosmos”, apartamentowiec (15 pięter) budowany dziś opodal gmachu CSK czy planowane wycinanie drzew przy al. Racławickich celem poszerzenia jezdni, w perspektywie także zabudowa górek czechowskich. Wszystkie te działania i plany budzą tym większe zdumienie, że są zupełnie sprzeczne z nowoczesnym, prospołecznym trendem rozwoju. Mówi on m.in. o potrzebie wyprowadzania ruchu samochodowego z centrum miast, zwężaniu ulic w celu ograniczania przepływu ruchu pojazdów czy uprzystępnianiu miejsc na zasadach niekomercyjnych, do których mamy nieograniczony dostęp – stref otwartych dla rekreacji i wspólnych działań.
„Trudno podejrzewać miasto określające się mianem „Miasta dla ludzi”, zapraszające czołowych przedstawicieli ruchów miejskich (jak prof. Jan Gehl, czy Dimitri Roussopoulos) o brak refleksji nad ładem przestrzennym. Z drugiej jednak strony, nie sposób zrozumieć podejmowanie tego typu działań. Wycinka drzew z pewnością nie przyczyni się do poprawy fatalnego (jednego z najgorszych w Polsce) stanu powietrza. Budowa podziemnego parkingu w sercu miasta niewątpliwe zwiększy ruch samochodowy w okolicy, podobnie jak poszerzanie centralnych arterii w mieście. Komercjalizacja i prywatyzacja przestrzeni z całą pewnością nie przyczynią się do tworzenia i wzmacniania kapitału społecznego i kulturowego mieszkańców.” – pisze.
Władze miasta są zarządcą sprawującym nadzór nad danym obszarem, mającym dbać o dobro i potrzeby swoich obywateli. Mają reprezentować i zabezpieczać interes lokalnej wspólnoty oraz tych, którzy – w odróżnieniu od deweloperów i komercyjnych spółek – nie mają wystarczającej siły przebicia i nie są traktowani jak równorzędni partnerzy dyskusji. Wreszcie, zadaniem miasta i jego władz oraz przedstawicieli jest działanie dla i na rzecz społeczności lokalnej. I to właśnie odróżnia sprawnego zarządcę od działającego dla zysku (nie na rzecz wspólnoty) dewelopera.
Jeśli, z różnych przyczyn (brak kadr, pomysłów czy woli i dobrych chęci) nie podejmują oni wysiłków i zaangażowania ukierunkowanego na działania prospołeczne, skierowane do mieszkańców i mieszkanek, przyjmują postawę konformistyczną i – oddając pole działania prywatnym właścicielom – zwyczajnie „umywają ręce” dobrowolnie uwalniając się od odpowiedzialności – w oczach swojego suwerena, tj. lublinian, stają się po prostu niewiarygodni. Nie jest bowiem rolą mieszkańców znać dokładne procedury prawne i wiedzieć „jak”. To rola i zadanie miasta. Tak samo jak działanie na rzecz rozwoju społeczności lokalnej. Warto zatem zmobilizować się i podjąć konkretne, przemyślane działania, zamiast bezradnie rozkładać ręce. Oczekują tego obywatele i obywatelki miasta – nie tylko przy okazji kolejnych wyborów.” Pod listem widnieją podpisy kilkudziesięciu osób: naukowców, ludzi kultury, lokalnych aktywistów.

Co spowodowało ten protest?

– To reakcja na rosnące rozgoryczenie wobec sposobu, w jaki działają ludzie odpowiedzialni za strategię inwestycyjną i planowanie przestrzenne miasta – mówi dr Agnieszka Ziętek. – Obok kompletnie chybionych obiektów, głównie handlowych, w Lublinie następuje sukcesywna degradacja terenów zieleni. Tymczasem ich zasadniczą funkcją jest wentylowanie miasta, a więc dostarczanie nam tlenu „konkurującego” w tej aglomeracji z nadprodukcją spalin samochodowych oraz okresowo groźnego dla życia smogu.
Badaczka wskazuje, że ze środowisk popierających ten list płynie rodzaj społecznej diagnozy, a nawet memento, bowiem od dłuższego czasu w Lublinie notuje się osłabienie wpływu mieszkańców na decyzje urzędu miasta i rady miasta dotyczące żywotnych dla nich spraw. A przecież te gremia reprezentują obywateli poszczególnych dzielnic. W rozstrzygnięciach dotyczących infrastruktury i inwestycji miejskich widoczny jest bardziej interes prywatnego biznesu niż respektowanie opinii publicznej. – Dlaczego bezrefleksyjnie zabudowuje się każdy wolny kawałek terenu, zwłaszcza zieleni? Gdzie jest to „Miasto dla Ludzi” okrzyknięte przed paru laty? Czy zastąpiło je „miasto dla deweloperów”? – pyta autorka listu w rozmowie z „Nowym Tygodniem”.
Przesyt sklepów wielkopowierzchniowych jest widoczny, zatem kolejny taki w samym centrum, tuż obok elementów XIX-wiecznej zabudowy, zupełnie mija się z celem. Sprowadzi tylko do centrum kolejne setki parkujących tu pojazdów – podkreśla dr Ziętek. – Planowanie przestrzeni w tym kierunku jest błędem urzędników. Podążamy w kierunku technokracji a nie humanizacji życia w Lublinie, do czego zobowiązuje nas etykieta miasta kultury i inspiracji.

A co w miejsce pedetu?

Obecny obiekt, oczywiście po remoncie i adaptacji, mógłby być udostępniony organizacjom pozarządowym na swego rodzaju „centrum spotkania lublinian”: miejsce zebrań, debat, aktywności twórczej i kulturotwórczej. Wyobrażam to sobie jako przestrzeń otwartą, wypełnioną zielenią, w której można zarówno wypić kawę, poczytać prasę, posłuchać muzykę, obejrzeć niekomercyjny film czy po prostu spotkać się z innymi ludźmi. W jakiejś części dawny „pedete” mógłby również służyć jako hostel oferujący nocleg w samym centrum po przystępnej cenie. Innymi słowy, byłby to punkt generowania i dystrybuowania energii społecznej. Z pewnością jednak przy planie zagospodarowania tego terenu konieczne jest przeprowadzenie szerokich i rzetelnych konsultacji społecznych, uwzględniających głos i potrzeby mieszkańców – dodaje autorka listu. Tymczasem, jej zdaniem, władze miasta nie myślą kategoriami zysku społecznego, a jedynie zysku ekonomicznego.
Miejski Konserwator Zabytków Hubert Mącik uspokaja, że dawny dom towarowy nie musi zniknąć z naszego miasta, skoro mieszkańcy Lublina chcą, by ten „kultowy” budynek ocalić. Może po prostu zmienić swą funkcję. – Uważam, że ten obiekt powinien pozostać, i jako dzieło architektury, i jako świadectwo właściwego planowania miasta po wojnie, gdy starano się uhonorować jak najwięcej wartości w naszej przestrzeni – uzasadnia urzędnik.
Marek Rybołowicz

UDOSTĘPNIJ