Ludzie mi zaufali, to ogromna odpowiedzialność

Jakub Banaszek, najmłodszy prezydent tej kadencji w Polsce, zmienia dwunastoletni układ polityczny w Chełmie. Jednym z jego pierwszych posunięć ma być audyt finansów miasta i podległych mu spółek. Po nim podejmie decyzje kadrowe. Równocześnie zakasuje rękawy – i jeszcze przed zaprzysiężeniem – prowadzi rozmowy z ministrami w sprawie inwestycji. W końcu to w ich towarzystwie wiele z nich zapowiedział.

Nowy Tydzień: – Czy spodziewał się Pan wygranej?

Jakub Banaszek: – Robiłem wszystko, żeby te wybory wygrać. W kampanii starałem się przedstawić jak najlepszy program. Zależało mi też na tym, by pokazać, że jestem wiarygodny i mieszkańcy mi zaufali. Teraz przede mną olbrzymia odpowiedzialność i wiele pracy. Nie mogę się już doczekać, kiedy będę mógł zacząć realizować swoje przedwyborcze obietnice.

– Czy ten zapał wynika z młodego wieku?

– Nie patrzyłbym tylko przez pryzmat wieku, bo to nie wiek determinuje, kim jesteśmy, tylko nasze doświadczenie, wychowanie, podejście do życia. Fakt, dziś mając 27 lat, jestem najmłodszym prezydentem w Polsce. Ale jestem też osobą, która od lat działa politycznie, pełniłem już wiele ważnych funkcji.

– W kampanii złożył Pan mieszkańcom wiele obietnic. Uda się je spełnić?

– Nie rzucam słów na wiatr. Jestem odpowiedzialny i wszystkie moje obietnice wyborcze były poprzedzone konsultacjami i rozmowami. Teraz czas to przekuć w czyn. Czasu mamy mało, bo pięć lat zleci bardzo szybko, a rzeczy, które trzeba zrobić w Chełmie, jest bardzo dużo. Dzięki wsparciu rządu i samorządu lubelskiego mamy jednak niepowtarzalną szansę, żeby nadać odpowiednie tempo zmianom naszego miasta na lepsze, i to pod wieloma względami.

– Czy ma Pan ludzi, którzy pomogą wdrożyć wszystkie te ambitne plany?

– Najpierw chcę zobaczyć, w jaki sposób pracowali urzędnicy miejscy, pracownicy i prezesi spółek komunalnych, przeprowadzę audyt budżetu miasta. Nie chodzi o to, żeby kogoś zwolnić, tylko by przyjrzeć się jak dotychczas działali. Jeśli ktoś był dobrym menedżerem, to trzeba go wspierać w rozwoju. Jednocześnie liczę też na współpracę z moim zapleczem. Ale nie tylko. Będę otwarty na nowe osoby, ekspertów, także spoza miasta. I nie będą to działacze partyjni z Warszawy. Jeżeli będę tu kogokolwiek ściągał z innych miast, to specjalistów, którzy przyjdą tu wykonać merytoryczną pracę. I – co warte podkreślenia – teraz pracować na rzecz miasta będzie można bez żadnych układów i znajomości.

– A jak wyobraża sobie Pan pracę rady miasta w obecnej sytuacji, w której Prawo i Sprawiedliwość nie ma większości?

– Myślę, że przedstawiłem na tyle konkretny program i padło tyle deklaracji, że nie ma mowy o żadnej ideologii, dzieleniu chełmian. Mowa jest o ciężkiej pracy, nowych inwestycjach. Więc jeżeli innym radnym zależy na Chełmie, to poprą moje propozycje. A co do ewentualnych układanek koalicyjnych – to jest to ta część polityki, o której nie powinno się mówić przed oficjalnym poinformowaniem o tym mieszkańców. A to odbędzie się podczas pierwszej sesji nowo wybranej rady miasta, czyli jeszcze w listopadzie.

– Wróćmy zatem do Pana programu dla Chełma. Ponoć już po zakończeniu kampanii zdążył się rozszerzyć o kolejne pomysły, w tym powrót Gmachu w ręce miasta. To prawda?

– Jedną z pierwszych moich decyzji jako prezydenta będzie wystąpienie z oficjalnym pismem do wojewody lubelskiego z prośbą o przekazanie w darowiźnie Gmachu. I wiem, że są na to duże szanse.

– Czy tam swoją siedzibę miałby wówczas magistrat?

– Zgodnie z prośbą mieszkańców, którzy chcieliby móc wszystkie miejskie sprawy załatwić w jednej lokalizacji, chciałbym, żeby w Chełmie znalazło się takie miejsce dla Urzędu Miasta. Gmach jest do tego idealny. Oczywiście wymaga remontu, ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, będziemy w tej kwestii liczyli na pomoc rządu i samorządu województwa. W ten sposób możemy też przywrócić dawny blask Dyrekcji, która ma zresztą ogromny potencjał. Tylko wymaga rewitalizacji.

– A co z bezpłatną komunikacją?

– Chełmianie będą mogli skorzystać z wygodnych, czystych autobusów – i tak jak zapowiedziałem – całkowicie za darmo. Oczywiście wprowadzenie takiego rozwiązania nie jest możliwe z dnia na dzień i wymaga trochę czasu.W pierwszym roku mojego urzędowania obiecałem zmianę taboru na autobusy elektryczne. Przygotujemy w tej sprawie wnioski do ministerstwa przedsiębiorczości o dofinansowanie. Chcemy się też otworzyć na okoliczne gminy, wykorzystać potencjał reklamowy – co w efekcie pozwoli zmniejszyć koszty spółki. Takie rozwiązanie ma wiele plusów. Gdy część mieszkańców wybierze komfortową i bezpłatną podróż, to rozładujemy ruch w mieście i poprawimy dostępność miejsc postojowych. W efekcie to przyczyni się też do czystszego powietrza. A z tym mamy w Chełmie poważny problem.

– A propos problemów – jaki ma Pan pomysł na oświatę? W gronie 500 najlepszych liceów w kraju, chełmskie jest tylko jedno – tak mówi ranking „Perspektyw”.

– Na pewno ludzie chełmskiej oświaty mogą spodziewać się większego wsparcia. Musimy podnieść poziom szkół, np. podpisać umowy z partnerami z różnych uczelni, które będą realne, a nie fikcyjne. Trzeba także rozwiązać problemy personalne, które znajdziemy obecnie w placówkach oświatowych. Taka sytuacja jak dotychczas, nie może mieć miejsca.

– Ma Pan na myśli sytuację w II LO?

– Tak. II LO to jest szkoła z ogromnym potencjałem i nie można go marnować. Zobowiązałem się także w kampanii, że stworzę Chełmskie Centrum Nauki Kopernik, które będzie do dyspozycji chełmskich szkół. Jestem w tej kwestii po rozmowach z ministerstwem edukacji. Działam już także w sprawach gospodarczych. Chcę wystąpić do ministerstwa przedsiębiorczości i technologii z prośbą o współpracę w zakresie sprowadzenia do Chełma nowych inwestorów, a także wdrożenia tu Centrum Usług Biznesowych.

– Zapowiada się, że dużo się teraz w Chełmie będzie działo.

– To dopiero początek. Dla tego miasta można zrobić naprawdę wiele. Trzeba po prostu chcieć i ciężko pracować. I to mam zamiar robić przez następnych pięć lat.

Rozmawiała Marlena Gołębiowska