Ludzka gehenna trwa

7 listopada minął dokładnie miesiąc, od kiedy starsi, schorowani mieszkańcy ulicy Miedzianej pozbawieni są prądu. Od miesiąca dziewięć osób nie ma ogrzewania i ciepłej wody. Seniorzy nie mają jak przechowywać jedzenia, bo nie funkcjonują lodówki, nie mogą słuchać radia, czy zrobić niezbędnej dla życia inhalacji. Właściciel budynku nie ma dla nich litości.


Już prawie miesiąc piszemy o tragicznych warunkach, w jakich żyją mieszkańcy kamiennicy przy ulicy Miedzianej 3. W samym sercu miasta, w otoczeniu zabytków Lublina garstka ludzi daremnie czeka na dobry gest właściciela, który najwyraźniej od miesiąca nie chce naprawić awarii instalacji elektrycznej. Swoich lokatorów traktuje jak zło konieczne, spokojnie czekając na rozwój wypadków. Najchętniej pozbyłby się wszystkich mieszkańców Miedzianej, bo w 2005 kupił od LSS „Społem” działkę i budynek i od tej pory zaniechał wszelkich prac w niszczejącej kamienicy. A lokatorzy, mimo, że regularnie płacą niemały czynsz i dopłacają nawet po tysiąc złotych w miesiącach jesienno-zimowych do ogrzewania nie mogą doczekać się najważniejszej dla nich teraz naprawy – podłączenia instalacji elektrycznej.

Doprowadzeni do rozpaczy

Ludzie są już na wyczerpaniu. O swojej niedoli opowiadają ze łzami w oczach. Pani Ola (78 lat) jest po operacji biodra, choruje na astmę i nie ma jak od miesiąca podłączyć inhalatora. Dnie spędza w mieszkaniu, owinięta w szal i dodatkowe swetry. Porusza się o lasce. Inhalacji niepełnosprawnemu synowi (43 lata) nie ma jak wykonać pani Zofia z Miedzianej. Jej syn jest po udarze, choruje na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc. Jeszcze do niedawna inhalacje miał robione kilka razy dziennie. Od miesiąca zaprzestał leczenia, a jego stan z powodu zimna i wilgoci znacznie się pogorszył. Jego mama, pani Zofia (63 lata), choruje na raka.

Kilka tygodni temu wróciła ze szpitala, gdzie usunięto jej lewe płuco. Kobieta jest bardzo słaba, po domu ledwo chodzi, głośno kaszląc. Od miesiąca myje się w misce z zagrzaną na kuchence gazowej ciepłą wodą, a o prysznicu czy kąpieli może, tak jak pozostali lokatorzy, tylko pomarzyć. – Najgorzej jak już piętnasta, szesnasta godzina przychodzi, to w mieszkaniu jest ciemno i zimno. Ani poczytać nie można, ani telewizji obejrzeć… chyba tylko spać iść i to ciepło ubranym. Tak się już nie da żyć, my się wykończymy – mówi z żalem seniorka. I takich historii jest o wiele więcej – właściwie w każdym z mieszkań jest ktoś starszy i schorowany.

Właściciel nie chce rozmawiać

Właściciel budynku, Tomasz Prokopiuk, nie odbiera już telefonów od swoich lokatorów, a jak już odbierze, to zdaje im tylko jedno pytanie: „Czy miasto ma dla was jakieś propozycje?” Lokatorzy ze łzami w oczach skarżą się, że chodzi mu tylko o pozbycie się ich. Od miesiąca nie pofatygował się, by zgłosić awarię instalacji elektrycznej i podjąć jakiekolwiek kroki zmierzające do jej naprawy. Lokatorów i dzwoniących do niego dziennikarzy oszukuje, mówiąc, że nie może teraz rozmawiać.

Zdesperowani, będący na granicy sił mieszkańcy udali się w ubiegłą środę do Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ, gdzie złożyli zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa z prośbą o jak najszybszą interwencję w ich sprawie. Byli też na Policji, ale termin przesłuchania wyznaczono im dopiero na 14 listopada. – Skarga mieszkańców została zarejestrowana – potwierdza prokurator Agnieszka Kępka, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Zgłoszenie z Miedzianej podlega artykułowi 160, paragraf 1: „§ 1. Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Kontrola od wojewody

O losie mieszkańców Miedzianej powiadomiliśmy również lubelskiego wojewodę Przemysława Czarnka. Sprawą zajęli się urzędnicy Wydziału Polityki Społecznej, którzy m.in. poprosili o kontrolę na Miedzianej pracowników MOPRU. – Jesteśmy w trakcie przeprowadzania wywiadów z mieszkańcami, pod kątem możliwości skorzystania z naszej pomocy materialnej – mówiła w ubiegły piątek Magdalena Suduł, rzecznik prasowy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie. – Przekazaliśmy im również kontakt do bezpłatnej opieki prawnej i próbujemy nawiązać kontakt z właścicielem – dodała.

Pomoc mieszkańcom deklarują też radni dzielnicowi i radny Rady Miasta Lublin Marcin Nowak zapewniając, że skontaktuje lokatorów z Miedzianej z prawnikiem, świadczącym usługo bezpłatnie, który pomoże im na drodze sądowej w ewentualnym sporze z właścicielem. – Skontaktował się ze mnę przedstawiciel biura Rzecznika Praw Obywatelskich, którego powiadomiłem o tragedii mieszkańców Miedzianej. Dostałem odpowiedź, że zajmie się tą sprawą – poinformował późnym piątkowym popołudniem 9 listopada „Nowy Tydzień” radny.

Czy gehenna starszych, schorowanych ludzi wreszcie dobiegnie końca?

Emilia Kalwińska