Makabra przy ulicy Lawinowej

Ta zbrodnia wstrząsnęła całą Polskę. Wojciech B. (72 l.) – lekarz i świdnicki radny zastrzelił swoją żonę Grażynę (70 l.) i niepełnosprawną córkę Aleksandrę (38 l.). Potem sam targnął się na życie. Sprawą makabrycznego zabójstwa przy ul. Lawinowej w Lublinie przez 8 miesięcy badała prokuratura. Postępowanie teraz umorzono. Śledczy uznali, że sprawca popełnił tzw. samobójstwo rozszerzone. Powodem miały być depresja i problemy finansowe.


Dramat rozegrał się w kwietniu na Czechowie. Rodzina radnego przeprowadziła się do mieszkania w bloku ze Świdnika. Kiedy przez kilka dni nie mogła się z nią skontaktować druga córka, przyjechała z Warszawy i wezwała policję.

W środku dokonano straszliwego odkrycia. Ciała kobiet były w łóżku, a mężczyzna leżał martwy w przedpokoju. Ofiary zginęły od strzałów w głowę. Wojciech B. użył broni myśliwskiej, którą legalnie posiadał.

Wojciech B. mimo wieku był nadal aktywny zawodowo. W latach 80. był ordynatorem oddziału dziecięcego świdnickiego szpitala i od lat przyjmował małych pacjentów w miejscowej przychodni. – Świetny lekarz, a przy tym bardzo serdeczny i ciepły człowiek – wspominała jedna z pacjentek.

Doktor udzielał się społecznie. Przez kilka lat zasiadał w świdnickiej radzie miejskiej. Nikt nie wiedział, że zawsze pogodny i uśmiechnięty lekarz od pewnego czasu popadł w depresję. Już przed świętami w dziwny sposób żegnał się ze swoimi znajomymi. Czy już wtedy planował tak straszliwą zbrodnię?

Powodem kłopotów 72-latka były długi. Z jego oświadczenia majątkowego wynika, że miał ich około milion złotych. Kredyty zaciągał na swoją działalność medyczną. Choć dobrze zarabiał, miał problemy ze spłatą zobowiązań. W marcu tego roku na Facebooku zamieścił ogłoszenie o sprzedaży kawalerki.

Jego żona Grażyna była także znaną osobą w Świdniku. Była nauczycielką, która uczyła w miejscowych szkołach i pracowała też w bibliotekach. Razem z małżeństwem mieszkała wspólnie niepełnosprawna córka Aleksandra. – Mimo problemów ze zdrowiem to była bardzo pozytywna i radosna osoba. Zawsze uśmiechała się, mówiła dzień dobry… – wspominał jej sąsiad. LL