Marcelinka wciąż bez operacji

Kolejny raz operacja ratowania wzroku 12-letniej Marcelinki ze Strachosławia nie doszła do skutku. Urzędnicy obarczają winą matkę dziewczynki. Kobieta – urzędników. Sąd wyznaczył rodzinie kuratora.

O 12-letniej Marcelince, która po wypadku przed sześciu laty straciła wzrok w lewym oku, a teraz traci go także w prawym, pisaliśmy w „Nowym Tygodniu” wielokrotnie. Dziewczynka powinna jak najszybciej przejść operację, która uchroni ją przed całkowitą ślepotą. Zabiegu podjęło się Katowickie Centrum Onkologii, ale termin operacji przekładano już wiele razy. Urzędnicy twierdzą, że to z winy matki, która nie dopilnowuje córki, stąd kolejne komplikacje zdrowotne, uniemożliwiające operację okulistyczną. Te wątpliwości podzielił sąd, który przydzielił rodzinie kuratora.
Kolejny termin operacji wyznaczono na 13 września. Zdawało się, że tym razem nic już nie stanie na przeszkodzie. Stało się jednak inaczej. Gdy w ubiegły wtorek Marcelinka z mamą, dowiezione przez wolontariuszy ze Stowarzyszenia na Rzecz Osób Potrzebujących „Przytulisko” z Chełma, stawiły się w katowickim szpitalu, okazało się, że dziewczynka do operacji się nie kwalifikuje.
– To niewyobrażalne, co się dzieje. Wyjechałyśmy o drugiej w nocy, aby tam dotrzeć, a odesłano nas z kwitkiem – mówi z płaczem Barbara Sobczuk, mama Marcelinki. – Ciągle jeździmy na jakieś konsultacje lekarskie i nie ma efektów, a wszyscy wkoło wciąż mają do mnie pretensje, że to z mojej winy. Przyznali mi kuratora, jakbym o dzieci nie dbała. To nie do wytrzymania. Niech powołają komisję lekarską. Chcę tylko, żeby moje dziecko przeszło operację ratowania wzroku.

Iwona Mendel, kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej w Chełmie, mówi, że z informacji przekazanej jej przez asystenta rodziny, który sprawdzał dokumentację medyczną, wynika, iż operacja Marcelinki nie doszła do skutku, ponieważ nie wykonano zalecanych konsultacji laryngologicznej i stomatologicznej.
– Mama dziewczynki miała wytyczne, co należy zrobić przed operacją, ale z naszych informacji wynika, że nie wykonała tych zaleceń – mówi kierownik Mendel. – Kolejny termin zabiegu wyznaczono na 17 października.
Matka Marcelinki uważa, że robi dla dziecka, co może. – By córka miała lepsze warunki, zabrałam ją z miejscowej szkoły i przepisałam do chełmskiej, ale okazuje się, że i tu urzędnicy robią nam problem, nie chcąc płacić za dojazdy – mówi pani Barbara.
Urzędnicy wskazują, że według orzeczenia poradni psychologiczno-pedagogicznej Marcelinka powinna zostać umieszczona w szkole dla niedowidzących i niewidomych. Najbliższa taka placówka jest w Lublinie. Urzędnicy potwierdzają, że Barbara Sobczuk złożyła podanie o dowóz dziecka do chełmskiej szkoły, ale nie zostało ono jeszcze rozpatrzone.
– Obowiązkiem gminy jest opłacenie dojazdu lub dowiezienie dziecka do szkoły, ale tam, gdzie jest wskazanie – mówi Joanna Jabłońska, sekretarz gminy Kamień. – Z orzeczenia poradni wynika, że dziewczynka powinna zostać umieszczona w szkole dla niedowidzących i niewidomych. Taką specjalistyczną placówką nie jest chełmska szkoła, w której Marcelinka uczy się od września. Z tego względu zastanawiamy się, czy wyrazić zgodę na te dojazdy. Wniosek jest rozpatrywany.
Zdaniem urzędników, dziewczynka w szkole dla niedowidzących uczyłaby się samodzielności, aby w przyszłości poradzić sobie z podstawowymi, codziennymi czynnościami. Rozłąka z rodziną nie byłaby jednak dla niej łatwa. Mama Marcelinki nie chce nawet słyszeć o tym, że jej córka wyjechałaby do szkoły w Lublinie.
– Nie zgodzę się na takie rozwiązanie, w nowej szkole córka ma się dobrze – mówi Barbara Sobczuk. (mo)