Mąż do wynajęcia

Strzeżcie się leniwi mężowie – oto nadchodzi on – mężczyzna, któremu zawsze się chce. Zreperuje cieknący od tygodni kran, naprawi szafkę, nasmaruje skrzypiące drzwi, a przy okazji naostrzy noże. Bez próśb i ciągłego przypominania. Co więcej, jeszcze po sobie posprząta. Niemożliwie?


A jednak. Wystarczy jeden telefon i za chwilę kobieta ma przy sobie złotą rączkę. Trzeba złożyć meble, a stare wynieść do piwnicy? Żaden problem. Coś się zepsuło – zatkany zlew, pęknięta płytka, niedomykające się okno, czy skrzypiące drzwi? „Mąż do wynajęcia” z miłą chęcią to naprawi. Tak przynajmniej się ogłasza, oferując swoje usługi paniom z Lublina i Świdnika.
– Zrobię wszystko to, do czego nie chciał przyjechać hydraulik, czym nie chciał się zająć elektryk. Wszak bywa tak, że specjalista powie, że woda ciągle lejąca się w spłuczce albo luźne gniazdko to zbyt drobna usterka, żeby się do niej fatygować. A dla kobiety – która nawet nie tyle, że nie posiada specjalistycznej wiedzy, co sprzętu, może być to problem nie do rozwiązania – mówi Dominik, który od kilku miesięcy takie właśnie usługi świadczy świdniczankom i lubliniankom. Oprócz całej gamy prostych prac, z którymi pewnie poradziłby sobie „statystyczny” mąż, pochwalić się może także sporym doświadczeniem w pracach remontowych.
– Odkąd pamiętam, zawsze lubiłem majsterkować. Po pracy i w weekendy chętnie pomagałem przy remontach rodzinie i przyjaciołom – wspomina 32-latek, do niedawna bankowiec. Skąd pomysł na rzucenie intratnej posady finansisty i otworzenie firmy oferującej szeroki wachlarz usług dla pań? – Wiedziałem, że jest taka warszawska firma, bo znajoma wynajmowała „męża” do przeprowadzki, pomagał w noszeniu pudeł. Pomyślałem, że tutaj w Świdniku i okolicach znam wiele kobiet, które są same albo mają zapracowanych mężczyzn i nie zawsze mają czas i umiejętności, aby poradzić sobie z drobnymi domowymi usterkami czy też pracami wymagającymi specjalistycznego sprzętu. Swoją drogą, rzesza moich kolegów też ucieszyłaby się, gdyby ich żony wreszcie wezwały fachowca, który zająłby się tymi wszystkimi „błahostkami”. Przecież robią teraz ważny projekt w pracy. A że żarówka się w lodówce spaliła i karnisz w sypialni oberwał? Przecież to może poczekać…
Przyznać jednak trzeba, że hasło „mąż do wynajęcia” budzi różne skojarzenia. – Nic z tych rzeczy – przekonuje Dominik i zapewnia, że choć jego firma działa od września ubiegłego roku, nigdy nie usłyszał żadnej niemoralnej propozycji. – Romantyczne kolacje i inne tego typu małżeńskie obowiązki pozostawiam rzeczywistym mężom – zapewnia.
Męska ręka w domu kosztuje 40 zł za godzinę. Jeśli na miejscu chcemy mieć dwóch „mężów” – cena wzrasta do 75 zł. Wtedy na miejscu zjawi się także Jan, współpracownik Dominika. (mg)