Miasto ponownie pod wodą

Tym razem pod wodą znalazła się nawet Aleja Lotników Polskich Fot. Damian Danieluk

Woda płynąca chodnikami, zalane ulice, podtopione piwnice, parkingi i samochody – tak po przejściu poniedziałkowej burzy wyglądał Świdnik. Mieszkańcy pytają, dlaczego po każdym większym deszczu miasto nadal tonie mimo budowania kosztem milionów złotych kolektora mającego odprowadzać z miasta wody deszczowe.


– Najpierw przez około godzinę padał bardzo intensywny deszcz. A później grad wielkości czereśni. Byłem akurat z bratem w samochodzie i myślałem, że szyby nam wybije. Nigdy czegoś takiego nie widziałem – mówi o burzy, która przeszła nad miastem w poniedziałek (8 czerwca) po południu pan Damian ze Świdnika. Kilkadziesiąt minut intensywnych opadów sprawiło, że woda zalała wiele ulic i podtopiła piwnice. Strażacy mieli pełne ręce roboty, choć jak przyznają interwencji było zdecydowanie mniej niż po nawałnicy, która przeszła nad miastem i sąsiednimi gminami na początku maja.

– Mieliśmy 10 zgłoszeń. Wszystkie dotyczyły Świdnika. Pierwsze wpłynęło o godz. 16.10, a ostatni zastęp wrócił do koszar o 19.45. Na terenie miasta pracowało 6 zastępów: 3 z PSP – 10 strażaków i 3 z OSP (Trzeszkowice i Krzesimów) – 13 strażaków – mówi st. kpt. Paweł Dańko, rzecznik prasowy KP PSP w Świdniku.

Strażacy interweniowali na ulicach Krępieckiej, Piłsudskiego, Wyszyńskiego, Ratajczaka, Klonowej, Hallera, Niepodległości, Targowej, Głogowej i Wyspiańskiego, gdzie woda wdarła się na najniższą kondygnację ratusza. Ich działania skupiły się głównie na wypompowaniu wody z piwnic i garaży, a także udrażnianiu studzienek kanalizacji deszczowej i przepustów.

Zaraz po burzy wielu świdniczan zaczęło znów zadawać pytania, dlaczego doszło do podtopień, skoro budowa kolektora deszczowego jest niemal na ukończeniu.

– Na początku maja Świdnik pływał i teraz znów mamy „powtórkę z rozrywki”. Co z tym kolektorem? Miasto chwali się, że jest na ukończeniu, ale efektów tego nie widać. Dlaczego po każdym większym deszczu nasze miasto jest sparaliżowane? Tym razem zalało nawet ulicę Niepodległości, która przecież jest położona nieco wyżej niż inne – denerwuje się jeden z mieszkańców.

– „Świdnik tonie po każdym niemal deszczu (…). Mimo rozbudowy kanalizacji deszczowej problem podtopień jest coraz większy. A przecież kolektor miał go rozwiązać. Po każdym większym deszczu mamy kolejne przypadki zalań, zniszczonego mienia, koniecznych interwencji służb, brnięcia przez podtopiony tunel pod torami w stronę PZL, długie korki. Co więcej, problem nie dotyczy już tylko najniżej położonych części Świdnika (okolice Wiśniowej, Spadochroniarzy czy Ratajczaka), ale obserwujemy olbrzymie podtopienia na Niepodległości, która jest położona dużo wyżej.

A przecież za ogromne publiczne pieniądze rozbudowano kolektor deszczowy! Jeśli on miał rozwiązać problemy z zalewaniem miasta po deszczu to najwyraźniej coś poszło nie tak… Czas na konkretne odpowiedzi władz i ekspertów – napisał na swoim Facebooku rady powiatowy, Jakub Osina (ŚWS).

Marcin Dmowski, zastępca burmistrza Świdnika do spraw inwestycji i rozwoju, tłumaczy, że budowa kolektora jest niemal na finiszu, bo system rur został wykonany, ale nie jest jeszcze zakończona, bo pozostał jeszcze ostatni etap – budowa zbiornika.

– Przypominam, że kolektor jest zamknięty. Trwa budowa zbiorników, która zakończy się za 3-4 miesiące i dopiero wówczas będzie można zapełnić pełną przepustowość kolektora, co też ograniczy te zalania. Ale z moich obserwacji wynika, że należy podejmować także inne działania. Zmiany klimatyczne powodują, że musimy wprowadzić pewne zmiany w sposobie budowania miasta. Pewne działania już rozpoczęliśmy. Na pewno opracujemy nowy program poświęcony retencji wody oraz pewne standardy do projektowania inwestycji, żeby nawet małymi działaniami minimalizować ryzyko zalań – mówi Marcin Dmowski.

Wiceburmistrz wskazuje również na to, że potrzebne są także inne, doraźne rozwiązania, które będą zapobiegać podtopieniom.

– W trakcie ostatniej burzy na bieżąco monitorowałem sytuację. Problem leży nie tyle w kanalizacji deszczowej, co w studzienkach. Przy takim nawalnym deszczu, gdy są zrywane liście z drzew, góra studzienki jest zatykana i mimo że kanalizacja jest pusta, nie wpuszcza wody. Wprowadzimy nowe standardy. Jeśli pojawi się zagrożenie ulewami, dyżurne ekipy Pegimeku będą czuwać i w razie potrzeby od razu czyścić wloty do studzienek. Kolejna sprawa to pompy. Zleciliśmy zakup takich, jakie mają strażacy spółce Pegimek. Chcemy się uzbroić w taki sprzęt, żeby móc szybciej sobie radzić ze skutkami nawałnic – mówi M. Dmowski. (w)