Mieszkańcy dotknięci sugestią

Nie tylko nie prosili o wymalowanie podwójnej ciągłej linii na wysokości ich domów, a wręcz przeciwnie, to oni interweniowali, by ją zlikwidować.


W lutym pisaliśmy o sprawie, na którą uwagę zwrócił radny Marcin Magier. Mianowicie na krótkim odcinku ulicy Partyzantów, na wysokości numerów 37 i 48, przerywana linia wyznaczająca oś jezdni nagle zmienia się w podwójną ciągłą, tym samym uniemożliwiając na tym właśnie odcinku parkowanie aut po obu stronach jezdni. – Czym jest to podyktowane? Czy istnieje możliwość zmiany organizacji ruchu poprzez usunięcie podwójnej linii ciągłej i zastąpienia jej linią pojedynczą przerywaną, o co proszą mieszkańcy? – pytał w interpelacji radny Magier.

Kiedy interpelacja pojawiła się na stronach miasta, dostaliśmy telefon od jednego z mieszkańców ul. Partyzantów chwalący radnego, że zajął się „tematem”, bo według niego wymalowana w tym miejscu podwójna linia nie ma żadnego sensu, nie wynika z przepisów ruchu drogowego i nie służy kierowcom, a co najwyżej komfortowi właścicieli tych dwóch posesji, którym teraz nikt nie parkuje pod oknami. Z kolei w poprzednim numerze napisaliśmy o odpowiedzi, jakiej radnemu udzielił burmistrz, zapewniając go, że takie oznakowanie jezdni w tym miejscu było jak najbardziej zasadne i zgodne z przepisami, ale nawet likwidacja podwójnej linii ciągłej nic by już teraz nie zmieniła, bo od kiedy ulicą Partyzantów jeżdżą autobusy linii nr 35, ustawiono na ulicy znaki „zakaz zatrzymywania się” uniemożliwiające parkowanie we wskazanym miejscu.

Przy okazji wyjaśniła się jeszcze jedna rzecz. W ubiegłym tygodniu na nasze artykuły o problemie z „podwójną ciągłą” zareagowała pani mieszkająca w jednym z domów, na wysokości których znajduje się problematyczna linia.

– Sugestie, że „załatwiliśmy sobie w ten sposób brak samochodów pod oknami” są dla nas krzywdzące i nieprawdziwe. Jest wręcz przeciwnie. To my prosiliśmy radnego Magiera, by w naszym imieniu zainterweniował o usunięcie tej linii, ponieważ według mnie ta linia jest zupełnie niepotrzebna i narysowana bez żadnych podstaw prawnych – stwierdziła nasza rozmówczyni. – Nic nie zamierzaliśmy sobie załatwiać i nie mamy w tym żadnego interesu, by samochody nie stawały nam pod oknami. Wręcz przeciwnie, bo jak ktoś do nas przyjeżdża to też nie ma gdzie zaparkować – wskazuje świdniczanka. JN