Mikołajkowe bombardowanie włóczką

6 grudnia w centrum Lublina pojawiły się maleńkie mikołajowe czapeczki i szaliczki ręcznie wydziergane na drutach. Taką niespodziankę przygotowała lubelska grupa „Bombardowanie włóczką”.
Te zgrabne drobiazgi wyraźnie cieszyły oko lublinian. – Zobacz, to zostawiły krasnoludki, na pewno był tu rano Mikołaj – wskazywała ze śmiechem mama kilkuletniego chłopca. Bo rzeczywiście robótki zostały dyskretnie rozmieszczone na metalowych stojakach rowerowych, płocie okalającym plac Wolności czy słupie ogłoszeniowym stojącym przed ratuszem, a czerwonobiałe barwy nie pozostawiały wątpliwości, czyim są symbolem… Zimowy szaliczek w barwach Lublina otrzymał też stojący na Krakowskim Przedmieściu rzeźbiony koziołek. Za tą sympatyczną inicjatywę, która w mroźny i niepogodny dzień Mikołajek rozjaśniła oblicze miasta odpowiedzialna jest lubelska grupa działająca przy Centrum Kultury, czyli „Bombardowanie Włóczką”.

– Tak, przyznajemy się, czapeczki są nasze – mówi ze śmiechem Ewa Molik, koordynatorka grupy. – To taka dosyć spontaniczna akcja – taki nasz prezent dla miasta i mieszkańców na mikołajki. Mamy nadzieję, że się spodobał – dodaje pani Ewa. Kolorystyka czapek, szalików i muszek została wybrana nieprzypadkowo – czerwony, biały i zielony to właśnie kolory Lublina, ale również barwy kojarzące się ze świętami i Mikołajem. Przygotowania do mikołajkowej akcji trwały prawie miesiąc. Panie wykonały około setki maleńkich czapeczek i szaliczków. – Zdecydowałyśmy się „ubrać” ścisłe centrum miasta. Nasze ubranka z włóczki można znaleźć na Królewskiej od wysokości Żmigrodu, na deptaku, placu Wolności, na Kołłątaja, aż do Centrum Kultury – wyjaśnia pani Ewa Molik. Akacja jest w całości finansowana przez aktywistki z grupy „Bombardowanie włóczką”, po prostu panie użyły włóczek pochodzących z tzw. odzysku, czyli ze starych swetrów, motków zakupionych w sklepach z używaną odzieżą czy pochodzącej ze sprutych poprzednich instalacji. Jeśli ktoś z naszych czytelników ma w domu zalegające na strychach i piwnicach stare lub nowsze, pozostałe po nigdy nie wykonanych robótkach motki czy resztki wełny, to panie zawsze bardzo chętnie je przyjmą. W ten sposób możemy dać nowe życie starym rzeczom a być może wkrótce również zobaczyć je na ulicach Lublina.
– Chętnie przyjmiemy każdą ilość – deklaruje pani Ewa. Wełnę można przynosić do Centrum Kultury w Lublinie, ul. Peowiaków 12, zostawiając ją w kartonie czy reklamówce. W najbliższych planach pań jest wykonanie bożonarodzeniowych, ręcznie dzierganych ozdób na choinkę, które zawisną na choinkach pod oknami oddziału Hematologii, Onkologii i Transplantologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie. – Ze względu na reżim sanitarny maluchy nie mogą mieć na święta własnych drzewek w swoich pokojach, a ponieważ są to dzieci leżące w łóżkach, chcemy im w ten sposób choć trochę umilić pobyt w szpitalu – wyjaśnia pani Ewa. Nie jest to pierwsza tego typu akcja pań dziergających. Latem w bajecznie kolorowe „ubranka” ubrały już m.in. rowerowe stojaki, drzewo rosnące w Centrum Kultury, płot widoczny z okien oddziału Onkologii Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie czy choinkę rosnąca pod DPS „Kalina”. W działalność tej lubelskiej grupy można się w każdej chwili włączyć. Wystarczą druty i dobre chęci – umiejętności szydełkowania nie są wymagane, bo panie chętnie przeprowadzą nowych uczestników przez tajniki sprawnego posługiwania się szydełkiem czy drutami. Udział w zajęciach jest bezpłatny, a grupa spotyka się w czwartki o godzinie 17.00 w Centrum Kultury przy ulicy Peowiaków. (EM.K.)