Misja eksmisja

– To woła o pomstę do nieba! 33-latek w ciągu niespełna pół roku mieszkanie od miasta zamienił w spelunę. – Nie mamy już sił, a on jest bezkarny. Lokum załatwiła mu urzędniczka, koleżanka jego matki – skarżą się lokatorzy kamienicy.

To, co od dawna dzieje się przy ul. Partyzantów 6 w Chełmie, przyprawia o zawrót głowy. We wrześniu 2015 roku jeden z lokali w kamienicy otrzymał 32-letni wówczas mężczyzna. Od początku nie był to wymarzony sąsiad dla reszty lokatorów.
– Urządza w mieszkaniu niekończące się libacje i sprasza kolegów-meneli. Tak nie da się żyć. O 3 czy 4 w nocy pijani w sztok dobijają się do drzwi i żądają papierosów. Dzieci budzą się z płaczem, przerażone – mówią lokatorzy z ul. Partyzantów.
Jak mówi asp. Ewa Czyż, rzecznik prasowy chełmskiej komendy, tylko od maja policjanci interweniowali 4 razy pod wskazanym adresem. – Patrole były wzywane do awantur, śpiących na klatce pijanych mężczyzn, gróźb pod adresem innych lokatorów – informuje asp. Czyż.
Do tego dochodzą notoryczne wezwania do pijaków, którzy wyszli z libacji i zasnęli na ławce obok postoju taksówek czy „Stokrotki”. W czwartek (28 lipca) po bijatyce w mieszkaniu pogotowie ratunkowe zabrało jednego z kolegów 33-latka. Kilka miesięcy temu w tej samej melinie mężczyzna został ugodzony nożem.

Pod koniec stycznia PUM wypowiedział umowę najmu, ale amator tanich trunków nie kwapi się do opuszczenia lokum. Dalej chleje, dewastuje mieszkanie i zadręcza sąsiadów. Ludzie są bezradni. Chcą żyć w spokoju. Boją się, że pijany sąsiad może odkręcić butlę z gazem i wysadzić w powietrze całą kamienicę. Wiele razy ten problem zgłaszali władzom miasta i administracji PUM, ale jak grochem o ścianę. Czy to dlatego, że mężczyzna „ma plecy”? Lokatorzy kamienicy zrobili wywiad środowiskowy i dowiedzieli się, że mieszkanie komunalne załatwiła 33-latkowi koleżanka jego mamy, pracująca do niedawna w administracji PUM przy ul. Wiejskiej (aby synalek przestał urządzać libacje w domu rodzinnym). Co na to władze miasta?
Dyrektor wydziału infrastruktury komunalnej w urzędzie miasta, Józef Kendzierawski, kategorycznie zaprzecza tym doniesieniom. – Ten pan został wpisany na listę oczekujących na przydział w 2007 roku. Zgodnie z realizacją listy, otrzymał mieszkanie. To lokal o powierzchni 19,74 mkw., nie mógł być przyznany kilkuosobowej rodzinie, a jednej osobie – tłumaczy dyrektor. – Niedawno, 11 lipca, został złożony pozew do sądu o eksmisję. Czekamy na wyrok. Musimy działać zgodnie z procedurą administracyjną. Nie możemy od tak wystąpić z wnioskiem, bo sąd by go odrzucił. Konieczne jest wysłanie wcześniejszych upomnień, wypowiedzenia, to trwa. Od wszczęcia procedury do wysłania wniosku o eksmisję może minąć nawet pół roku – wyjaśnia.
Za zakłócanie spokoju prawdopodobnie mężczyzna nie otrzyma nawet prawa do lokalu socjalnego, a to oznacza, że albo znajdzie sobie mieszkanie, albo PUM wystąpi do MONAR-u o zapewnienie mu miejsca. (pc)