Moje dziecko nie żyje!

Dramat młodej rodziny z Chełma. Ich czteromiesięczny synek, Filip, zmarł prawdopdobnie dusząc się wymiocinami. Niewyobrażalna tragedia poruszyła mieszkańców. Jest bardzo emocjonalnie komentowana w Internecie, m.in. z powodu wpisu matki na portalu społecznościowym, w którym zarzuca lekarzom zbagatelizowanie stanu jej synka. Wyjaśnianiem tego nieszczęścia zajmie się prokuratura. Niestety, to nie pierwszy przypadek, gdy rodzice obwiniają lekarzy z Chełma o śmierć dziecka.

Moje dziecko nie żyje tylko dlatego, że pediatra uznał, że „nie nadaje się na oddział” – rozpacza Magdalena, mama czteromiesięcznego Filipka. Tragedia rozegrała się w minionym tygodniu. Od poniedziałku chłopczyk źle się czuł. Miał biegunkę. – We wtorek wieczorem pojawiły się wymioty, z którymi sobie nie radził, dławił się. Natychmiast pojechaliśmy na SOR. Pediatra po osłuchaniu dziecka, stwierdzeniu lekkiego odwodnienia powiedziała, żeby podawać mu smectę i obserwować, bo nie nadaje się na oddział – relacjonuje mama Filipa.

Leki nie pomogły. Chłopczyk przez całą noc piszczał, miał biegunkę i wymiotował. Widać było, że coś go boli. Matka zarejestrowała rano synka do lekarza rodzinnego, prosząc o wizytę domową. – Dostałam odpowiedź, że jest dużo chorych i nie ma takiej opcji. Poproszono, żebym przyjechała po godzinie siedemnastej – mówi. – Tak zrobiłam. Dostałam skierowanie do szpitala, bo dziecko było odwodnione i blade. Oczy miało zapadnięte. Pojechałam do domu, pakować siebie i dziecko. Filip zasnął. I już się nie obudził.

Matka wezwała pogotowie. – Dostaliśmy zgłoszenie około godziny 21. Matka zadzwoniła z informacją, że jej dziecko nie oddycha. Natychmiast wysłaliśmy zespół specjalistyczny – mówi Anetta Szeppel, pielęgniarka koordynująca ze Stacji Ratownictwa Medycznego w Chełmie. – Gdy zespół dojechał na miejsce, ratownicy stwierdzili zatrzymanie krążenia. Dziecko nie dawało już oznak życia.

Rozpoczęła się dramatyczna walka o przywrócenie akcji serca. Ratownicy prowadzili reanimację w drodze do szpitala. Ok. godz. 21.20 Filipek został przejęty przez ratowników z SOR, którzy przez kolejne pół godziny walczyli o jego życie. Niestety nie udało się przywrócić oddechu. O 21.50 stwierdzono zgon.

Za sprawą interentu i wpisu matki chłopca na profilu społecznościowym dramat poruszył nie tylko mieszkańców Chełma. Pod informacją o śmierci chłopca pojawiły się setki komentarzy atakujących szpital i lekarzy. Szybko sprawą zainteresowały się też ogólnopolskie media.

Lech Litwin, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w chełmskim szpitalu, zapewnia, że ani szpital, ani oddział ratunkowy, ani pediatra z nocnej i świątecznej opieki medycznej, do której trafił Filip we wtorek wieczorem, nie zaniedbali swoich obowiązków i uderzanie w nich jest bezpodstawne.

– Dziecko zostało przywiezione na SOR we wtorek o godz. 18.30, skierowane zostało do nocnej opieki i tam zbadane przez pediatrę – mówi Litwin. – Z dokumentacji medycznej wynika, że było w stanie ogólnym dobrym, z biegunką trwającą od poniedziałku, bez cech odwodnienia. Lekarz zastosował leczenie farmakologiczne.

Relacja szpitala w jednym szczególe różni się od relacji matki, bo z jej słów wynika, że po badaniu w szpitalu lekarka stwierdziła, że dziecko było lekko odwodnione. Te rozbieżności będzie wyjaśniać prokuratura. Podobnie jak to, co działo się od wizyty mamy Filipa w poradni rodzinnej do wezwania pogotowia. Wiele pokażą wyniki sekcji zwłok zarządzone przez prokuraturę.

Niestety, to nie pierwsza tragedia, po której rodzice obwiniają lekarzy o śmierć dziecka. W 2013 roku głośno było o śmierci 3,5-miesięcznego Bartka. Najpierw pogotowie odmówiło przyjazdu do bardzo gorączkującego dziecka a gdy rodzice zawieźli je na oddział pediatryczny, lekarze odmówili przyjęcia z powodu… braku skierowania. Później okazało się, że organizm maluszka zaatakowała sepsa.

Mimo przewiezienia dziecka do szpitala w Lublinie chłopiec zmarł. Rodzicie zawiadomili prokuraturę. A przed rokiem sąd pierwszej instancji uznał ordynatora oddziału winnym nieumyślnego narażenia dziecka na utratę życia i skazał go na 9 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata. Lekarz odwołał się od wyroku. A rodzice domagają się, by sąd skazał także lekarz pediatrę, która pełniła dyżur na oddziale, a która – podobnie jak dyspozytorka pogotowia – została uniewinniona. (bf)