Morderca Moniki skazany

Ćwierć wieku bezwzględnego więzienia – o tyle wnioskował prokurator i właśnie taką karę wymierzył w ubiegłym tygodniu Przemysławowi K. sędzia Sądu Okręgowego w Lublinie. Szanowany w Chełmie inżynier, kierownik budowy Vendo Parku, prawie dwie dekady w domowym zaciszu pastwił się nad żoną, aż wreszcie z zimną krwią zadźgał kobietę. Na jej ciele ułożył 19 róż i wyskoczył przez balkon. Miał nadzieję, że skok okaże się śmiertelny. Przeżył i odpowie za zbrodnię.

Proces w sprawie przeciwko Przemysławowi K. (44 lata), oskarżonemu o zabójstwo z chorej miłości i zazdrości, był jednym z najgłośniejszych w ostatnich latach. Choć ze względu na dobro postępowania i osobę zmarłej, konieczność poruszania kwestii, które nie powinny ujrzeć światła dziennego, a także by nie naruszyć dobrych obyczajów, odbywał się za zamkniętymi drzwiami, sędzia zdecydował się upublicznić ustne motywy ogłoszonego w minioną środę (28 marca) rozstrzygnięcia. Obraz, jaki został przedstawiony na sali, pokazuje, w jakim piekle musiała żyć kobieta, która wyszła za mąż za tego szaleńca. To, co wydarzyło się w mieszkaniu przy ul. Mickiewicza w 2016 roku sędzia określił dramatycznym „epilogiem 19 lat pożycia między małżonkami”.

Nóż przebił się do kręgosłupa

Inżynier został uznany winnym wszystkich trzech zarzucanych mu czynów. Po pierwsze, w okresie od 1 stycznia 2006 roku do 12 maja 2016 roku znęcał się fizycznie i psychicznie nad swoją żoną w ten sposób, że wywoływał awantury domowe, w trakcie których kierował pod jej adresem słowa powszechnie uznane za obelżywe, poniżał ją, ośmieszał, naruszał nietykalność cielesną, zaś 29 kwietnia 2006 roku spowodował u niej obrażenia ciała w postaci drobnych otarć naskórka twarzy, obrzęku i bolesności nosa, zaś 12 maja 2016 roku pobił ją, wywołując u niej obrażenia ciała w postaci podbiegnięcia krwawego kąta oka prawego o wielkości 2×1,5 cm, podbiegnięcia krwawego na przedniej powierzchni klatki piersiowej o średnicy około 1,5 cm, 3 podbiegnięć krwawych okolicy powierzchni bocznej i przyśrodkowej ramienia krwawego o średnicy 1, 2,5 i 1,5 cm, podbiegnięcia krwawego na bocznej powierzchni kolana lewego o wielkości 4×4 cm, tj. o czyn z art. 207 par. 1 kk.
Po drugie, od 13 maja do 7 lipca 2016 roku, działając w krótkich odstępach czasu, w wykonaniu z góry powziętego zamiaru kilkukrotnie groził zatrudnionej w Zakładzie Karnym w Chełmie Monice K. rozgłoszeniem wobec instytucji publicznych wiadomości o charakterze obyczajowym uwłaczających czci zagrożonej poprzez upublicznienie zdjęć przedstawiających jej nagi wizerunek w celu zmuszenia jej do powrotu do wspólnego miejsca zamieszkania przy ul. Mickiewicza oraz kontynuowania pożycia małżeńskiego, tj. o czyn z art. 191 par. 1 kk.
Aż wreszcie po trzecie, że 7 lipca 2016 roku, działając w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia dokonał zabójstwa żony w ten sposób, że kilkukrotnie ugodził ją nożem o długości 34 cm i długości ostrza 28,5 cm w korpus, powodując skupiska drobnych podbiegnięć i wylewów krwawych w zakresie powłok prawego ramienia, drobny wylew okolicy lewego wyrostka łokciowego, ranę ciętą prawego przedramienia, ranę kłutą prawej piersi, ranę kłutą lewej strony brzucha o rozdwojonym kanale, penetrującą przez powłoki, sieć większą i kreskę jelita cienkiego oraz jelita grubego, przecięcie żyły głównej dolnej z nadcięciem kręgosłupa, a tym samym masywny krwotok narządów wewnętrznych skutkujący niewydolnością krążeniowo-oddechową, a w konsekwencji zgonem pokrzywdzonej, tj. o czyn z art. 148 par. 1 kodeksu karnego.
Został skazany na 25 lat więzienia z wliczeniem okresu rzeczywistego pozbawienia wolności od 9 lipca 2016 do 28 marca 2018 roku.
K. nie chciał być obecny na ogłoszeniu wyroku. Przed sądem stawili się obrońca oskarżonego oraz trzej oskarżyciele posiłkowi, rodzina zamordowanej Moniki. Zgodnie z orzeczeniem sądu skazany musi też wpłacić na ich rzecz po 50 tys. zł tytułem nawiązki, a także po 2,5 tys. zł tytułem poniesionych przez nich wydatków.
Wyrok uprawomocni się po świętach wielkanocnych, chyba że obrońca K. złoży apelację.

Poczytalny i bezwzględny

K. został uznany za poczytalnego (w chwili zbrodni jego poczytalność była ograniczona w nieznaczny sposób). Co pokreślił sędzia w uzasadnieniu wyroku, nieskruszony K. nie dopuszczał do siebie myśli o żadnym kompromisie – chory z zazdrości uważał, że albo Monika będzie jego, albo nie będzie niczyja. Nie mogło być mowy o tym, jakoby kobieta sama nadziała się na nóż – szaleniec wymierzył cios w jej klatkę, a gdy zasłoniła się ręką, ugodził ją w brzuch, wyjął nóż do połowy, przekręcił ostrze i wbił je jeszcze głębiej. Badający go w trakcie postępowania biegli lekarze stwierdzili u K. przesadne cechy narcystyczne i dysfunkcyjne, brak empatii oraz umiejętności radzenia sobie z odrzuceniem i krytyką (reagował agresją). Zarówno wcześniej, jak i w trakcie całego postępowania, działał strategicznie. Bez problemu odnalazł się w warunkach izolacji (liczył na możliwie niski wyrok i maksimum 12 lat „odsiadki”, a później ułożenie sobie życia na nowo, przy czym zza krat instruował rodzinę, jak mają postępować i co zrobić z jego całym majątkiem).

Doktor Jekyll i pan Hyde

Na co dzień szanowany inżynier budownictwa, w domu tyran. Nie mieli dzieci, bo – jak mówiła Monika – nie chciała, by patrzyły, jak tata bije mamę… Choć pierwsza interwencja policji była już w 2009 roku, po tym, jak K. rzucił się na żonę, Niebieską Kartę mundurowi założyli dopiero po latach terroru. A ofiara przemocy domowej nieraz kryła się u matki i siostry przed ręką męża-furiata. Wyzywał ją od idiotek, kretynek, debili. Bił z byle powodu (np. gdy kot wyszedł przez balkon po tym, jak zostawiła otwarte drzwi). Wreszcie uwierzyła, że może się od niego uwolnić i poradzić sobie z szantażem. Odeszła, złożyła pozew o rozwód oraz zawiadomienie do prokuratury, ale śledczy odmówili wszczęcia postępowania z uwagi na brak znamion przestępstwa. A on w tym czasie straszył ją, śledził w drodze do i z pracy, męczył SMS-ami – na zmianę przyrzekał poprawę i groził. Mniej więcej miesiąc później Monika została zamordowana.
7 lipca 2016 roku zadzwonił do żony i kazał jej przyjść do ich mieszkania przy ul. Mickiewicza, by nakarmiła koty pod jego nieobecność. Kłamał, że przebywa ze swoją firmą budowlaną na zleceniu w Warszawie. Uwierzyła, a on czekał na nią w domu z bukietem 19 róż (tyle, ile lat liczyło ich małżeństwo). Gdy kobieta kategorycznie oznajmiła, że do niego nie wróci, zaatakował ją co najmniej 3 razy. Potem położył ją na plecach, a na jej zakrwawionym ciele ułożył bukiet kwiatów (18 białych i jedna czerwona symbolizująca „przełom w ich małżeństwie”). Sam siadł na krześle i z puszką piwa oraz papierosem w dłoni zaczął przeglądać wiadomości i połączenia w jej telefonie. W tym czasie nowy partner kobiety wysłał wiadomość, a po chwili zadzwonił. K. odebrał i rzucił do słuchawki: „Zabiłeś nas oboje”. Gdy chwilę później do drzwi zaczął się dobijać zaniepokojony szwagier Moniki z jej znajomym, K. podciął sobie żyły i wyskoczył przez balkon mieszkania na 3 piętrze. Na swoje nieszczęście przeżył. (pc)