Morderstwo planował od dawna

Od dawna układał w głowie potworny plan. Wykonał go z zimną krwią. Przyniósł z drewutni siekierę, schował ją w kuchni na krześle pod ubraniami. Zamordował nią najpierw ojca, potem kuzyna, a na końcu matkę. Czekał jeszcze na brata, ale ten nie wrócił do domu.

Mieszkańcy Piask Szlacheckich nadal nie mogą uwierzyć w to, co się stało w jednym z domów w ich miejscowości. To tam 12 lipca 30-letni Krzysztof C. zamordował swojego ojca, matkę i kuzyna. Śledczy w ubiegłym tygodniu ujawnili kolejne fakty tej makabrycznej zbrodni. A najbardziej wstrząsające jest to, że morderca od dawna obmyślał szczegóły zbrodni.
– Z wyjaśnień złożonych przez Krzysztofa C. wynika, że już od pewnego czasu planował zabójstwo rodziców i kuzyna – mówi prokurator Bartosz Wójcik, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu. Czy zaplanował je już w więzieniu? Krzysztof C. przebywał w Zakładzie Karnym w Zamościu od 4 listopada 2013 roku do 9 czerwca 2017 roku. Odbywał karę za znęcanie się nad rodzicami i bratem. Niestety, okazuje się, że w tym przypadku o resocjalizacji nie było mowy.
Prokuratura ujawniła w ubiegłym tygodniu przebieg zabójstwa 57-letniego Janusza C., jego 54-letniej żony Jolanty oraz ich kuzyna, 84-letniego Stanisława M.
Wszystko zaczęło się rankiem, 12 lipca. Krzysztof C. czekał aż z domu wyjdzie jego brat Przemysław C. oraz matka. Potem przyniósł z drewutni siekierę, którą ukrył w kuchni na krześle pod ubraniami.
– Gdy do pomieszczenia kuchennego wszedł Janusz C., Krzysztof C. wziął do ręki ukrytą wcześniej siekierę i używając jej obucha dokonał zabójstwa ojca. Z uwagi na drastyczność sprawy nie ujawniamy bliższych szczegółów tego czynu – mówi prokurator Wójcik. – Potem w podobny sposób Krzysztof C. dokonał zabójstwa Stanisława M., który wszedł do kuchni i natknął się na zwłoki Janusza C. Około godzinę później do domu wróciła Jolanta C. Używając obucha siekiery Krzysztof C. dokonał jej zabójstwa, tym razem w przedpokoju domu. Po dokonaniu opisanych czynów podejrzany usiłował częściowo zatrzeć ich ślady, zmywając z podłogi krew. Później przeniósł ciała do innego pokoju, gdzie ułożył je obok siebie, posypał wapnem oraz cementem, a następnie przykrył brezentowymi plandekami oraz pudełkami styropianu budowlanego.
W poniedziałek, 17 lipca, odbyła się sekcja zwłok Jolanty i Janusza C. oraz Stanisława M. Jej wstępne wyniki potwierdziły, że cała trójka zmarła w wyniku ran głowy i twarzy, które powstały poprzez zadawanie ciosów twardym narzędziem. Drobni rodzice i wiekowy już kuzyn nie mieli szans w starciu z dobrze zbudowanym i wysokim Krzysztofem C.
Po wszystkim, zwyrodnialec postanowił jeszcze okraść swoje ofiary. W domu znalazł 5 180 zł. Do wieczora czekał aż do domu wróci jego brat, Przemysław C. Czy jego też chciał zamordować? Tego nie wiadomo. Przemysław C. do domu nie dotarł, nocował gdzie indziej. Krzysztof C. postanowił dłużej na niego nie czekać. Opuścił dom wieczorem, a swoje kroki skierował na cmentarz w Tarnogórze. Tam spędził noc. Rankiem następnego dnia udał się do Izbicy, skąd autobusem pojechał do Lublina, a następnie z Lublina wybrał się pociągiem do Warszawy. Aż trudno w to uwierzyć, ale podczas drogi morderca opowiedział o zabójstwie przypadkowo poznanemu w pociągu mężczyźnie.
– Mężczyzna ten, przesłuchany później w charakterze świadka, nie uwierzył w opowieść Krzysztofa C. Dopiero później, po doniesieniach medialnych skojarzył, że poznany w pociągu mężczyzna mógł mieć coś wspólnego z opisywanymi przez media zabójstwami – mówi prokurator.
Jeszcze tego samego dnia, Krzysztof C. został zatrzymany w Warszawie przez policję. A kolejnego (15 lipca) usłyszał zarzuty potrójnego zabójstwa. – Przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów i złożył obszerne wyjaśnienia. Ich treści nie ujawniamy, jednak są one zbieżne z ustalonym stanem faktycznym. Duża ich część wzbudza ponadto uzasadnione wątpliwości, co do poczytalności podejrzanego – przyznaje Wójcik.
Bezpośrednio po złożeniu wyjaśnień Krzysztof C. uczestniczył na miejscu zdarzenia w eksperymencie procesowym na miejscu zbrodni. Pokazał przebieg wszystkich trzech zabójstw, wskazał przedmioty, których używał do zacierania śladów, ubrania, w które był ubrany tego dnia, jak też miejsce, z którego zabrał pieniądze. Eksperyment został przeprowadzony z udziałem pozorantów, którzy odtwarzali role pokrzywdzonych w zdarzeniu.
Tego samego dnia na Krzysztof C. trafił do aresztu. 8 sierpnia został zbadany psychiatrycznie. Prokuratura czeka na opinię biegłych, czy w chwili popełnienia zbrodni mężczyzna był poczytalny. Od niej będzie zależeć, czy będzie mógł stanąć przed sądem. (mg)