W czwartek, 22 stycznia, przed Sądem Okręgowym w Lublinie ruszył proces 20-letniego dziś Szymona Cz., sprawcy koszmarnego wypadku na ul. Ogrodowej w Chełmie, w którym zginęło dwóch jego 18-letnich kolegów. Oskarżony przeprosił za to co się stało obecnych na sali rodziców ofiar. Przeprosiny zostały przyjęte. – Szymon, tyle razy to wszystko przerabiałam w sercu. I nie wiem, czy mam cię nienawidzić, czy mam ci współczuć. Rozumiesz? Ja nie wiem. Szkoda mi ciebie, bo Mateusza nikt nie zwróci, nikt. Ale ty masz jeszcze życie – mówiła zalana łzami jedna z matek.
Przypomnijmy, do tragedii doszło w niedzielny poranek, 30 marca 2025 roku, około godziny 4. Grupa nastolatków była po urodzinowej imprezie jednego z nich. Większość była pijana. Ktoś miał zaproponować, by pojechać nad Zalew Żółtańce. Chłopak, który był trzeźwy i miał rozwozić do domów uczestników imprezy, kiedy zobaczył, że osobową toyotą, którą przyjechał na imprezę Szymon Cz., chce jechać aż 10 osób, odmówił i oddał kluczyki. Za kierownicę usiadł 19-letni Szymon Cz. Do auta i jego bagażnika wcisnęło się 9 pasażerów. Traktowali to jako dobrą zabawę, wszystkim dopisywały humory, co zostało uwiecznione na filmikach nagrywanych wewnątrz auta. Na ulicy Ogrodowej, na prostym odcinku drogi, Szymon stracił panowanie nad pędzącym pojazdem, uderzył w krawężnik, latarnię i ogrodzenie posesji, od którego odbite auto dachowało. Dwóch 18-latków Filip i Mateusz, którzy znajdowali się w bagażniku, zginęło na miejscu. Sześć osób trafiło do szpitala – pięcioro z nich po badaniach zostało zwolnionych do domów. Bezpośrednio po wypadku sprawca oddalił się z miejsca i został znaleziony w pobliskich krzakach. Badanie wykazało, że ma we krwi blisko 2,5 promila alkoholu.
Według policyjnych ustaleń w momencie wypadnięcia z trasy auto miało na liczniku ok. 130 km/h. Z kolei w trakcie śledztwa biegły wydał opinię, że podejrzany utracił panowanie nad pojazdem po zsunięciu się opony z prawego, tylnego koła, co mogło być spowodowane niskim ciśnieniem powietrza w oponie, przeciążeniem pojazdu oraz dużą prędkością. Zdaniem eksperta, gdyby kierujący jechał z prawidłową prędkością, miałby możliwość podjęcia skutecznych manewrów obronnych. W śledztwie Szymon Cz. częściowo przyznał się do winy. Zeznał, że podczas imprezy pił alkohol, ale przejmując kierownicę od kolegi nie czuł się pijany, że w aucie wszyscy się śmiali i zachęcali go do szybszej jazdy, ale na Ogrodowej na pewno jechał dużo wolnej niż wskazała ekspertyza, a panowanie nad samochodem stracił, bo najechaniu na dziurę. Samego uderzenia w ogrodzenie i dachowania nie pamiętał, a jak odzyskał świadomość i usłyszał, że jeden z kolegów nie żyje, w szoku oddalił się i schował w jakichś krzakach, ale nie zamierzał uciekać.
W listopadzie ubiegłego roku Prokuratura Rejonowa w Chełmie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Szymonowi Cz. zarzucają mu spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym ze skutkiem śmiertelnym oraz prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości. Śledczy uznali, że sprawca umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa. Grozi mu do 15 lat pozbawienia wolności.
Nienawidzić, czy współczuć?
W ubiegły czwartek przed Sądem Okręgowym w Lublinie ruszył proces. Oskarżony został doprowadzony na salę rozpraw z aresztu przez policyjnych konwojentów. Prokuratura dotąd nie zgodziła się na uchylenia aresztu, o co wnioskowali obrońcy. Na sali byli bliscy nieżyjących chłopców, ale również szkolni koledzy i koleżanki Szymona Cz., którzy nie uczestniczyli w tragicznych zdarzeniach, ale wiosną ubiegłego roku zbierali podpisy pod apelem do prokuratury o umożliwienie Szymonowi Cz. podejście do matury. Z formalnym wnioskiem w tej sprawie wystąpili również obrońcy chłopaka. Prokuratura wyraziła zgodę i Szymon Cz. będąc w areszcie zdał maturę. Na sali sądowej panowała przejmująca atmosfera. Szymon, który utrzymuje, że chwilę przed tragedią jechał o wiele wolniej niż zarzuca mu prokurator i nie zamierzał uciekać z miejsca wypadku, na sali rozpraw odmówił składania dalszych zeznań. Przeprosił za to co się stało znajdujące się na sali matki Filipa i Mateusza. – Chcę przeprosić z całego serca, ponieważ dla mnie również jest to bardzo ciężkie i nie wyobrażam sobie, co państwo muszą czuć. Straciłem dwóch bardzo bliskich mi przyjaciół i naprawdę przepraszam – powiedział łamiącym się głosem.
Mama Filipa odpowiedziała, że przyjmuje przeprosiny i, że szkoda jej też Szymona. Zalana łzami dodała: – Moje dziecko nie żyje. Miało całe życie przed sobą. Nawet nie doczekał matury. Nic mi w tej chwili syna nie zwróci. Nic. To jest najgorsze, co może przeżyć matka – chować swoje dziecko – mówiła.
Również matka Mateusza, która wyznała, że Szymon kolegował się z jej synem od dziecka i przed wyjściem na imprezę byli razem u niej w domu, nie mogła powstrzymać łez.
– Co ja mogę powiedzieć? To było moje jedyne dziecko. Był moim wsparciem, moją przyszłością, a teraz zostałam sama – mówiła, płacząc. – Szymon… ja mam do ciebie ogromny żal. Tak ogromny żal. Ale jest mi też ciebie żal. Naprawdę. Tyle razy to wszystko przerabiałam w sercu. I nie wiem, czy mam cię nienawidzić, czy mam ci współczuć. Rozumiesz? Ja nie wiem. Szkoda mi ciebie, bo Mateusza nikt nie zwróci, nikt. Ale ty masz jeszcze życie – dodała.
Na następnej rozprawie, wyznaczonej na luty sąd będzie słuchał uczestników tragicznej przejażdżki. Red

































