Muzyka niesie się po osiedlu

Mieszkańcy os. Kościuszki rozmyślają nad tym, jak pozbyć się uprzykrzającej ich życie knajpy. Jak mówią, nie pomagają telefony na policję – nikt nie reaguje, a oni są już u skraju wytrzymałości.

Solą w oku mieszkańców osiedla jest lokal tuż obok skrzyżowania ulicy Lwowskiej i alei 3 Maja.

– Mieszkamy przy ul. Wolności. Od pubu dzieli nas kilkaset metrów, ulica, garaże i inne bloki, a mimo to na balkonie słychać każde słowo. Piosenkę, którą co weekend śpiewają na koniec imprezy, znam już na pamięć – uskarża się Czytelniczka.

Jak mówi kobieta, gehenna jej i sąsiadów trwa od kwietnia do późnej jesieni, kiedy to pracownicy knajpy wystawiają głośniki na zewnątrz, na teren ogródka, a disco polo rozbrzmiewa do późnych godzin nocnych. Do tego dochodzi hałaśliwe zachowanie klientów, przez które nie można spokojnie odpocząć we własnym mieszkaniu. I tak co weekend. – Wstawiliby chociaż te głośniki do środka. Nie można nawet otworzyć okna, bo telewizor zagłuszają. Już wielokrotnie wzywana była policja, i co z tego? Dalej grają – dodaje.

– Żeby policjanci mogli ukarać sprawcę wykroczenia, musi istnieć pokrzywdzony – podkreśla asp. Marcin Kiczyński z Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.

Oznacza to, że anonimowy telefon do dyżurnego komendy nie wystarczy. Musi wpłynąć zawiadomienie o zakłócaniu ciszy nocnej. Mieszkańcy mogą albo działać na własną rękę, albo wybrać spośród siebie jedną „lidera”, który opisze głośne zachowanie w podpisanym z imienia i nazwiska liście, lub zgłosi się do komendy osobiście. Później pokrzywdzony (lub pokrzywdzeni) będzie składał wyjaśnienia przed sądem (jeśli sprawca wykroczenia odmówi przyjęcia mandatu). A perspektywa takiego obrotu spraw, niestety, w większości odstrasza chełmian, którzy wolą się jednak „aż tak nie angażować”. (pc)