Przerzucaniem się odpowiedzialnością za wykonanie inwestycji i złośliwościami zakończyła się podjęta na sesji dyskusja na temat utworzenia w Krasnymstawie toru rowerowego typu enduro. Wymiana razów między burmistrzem Danielem Miciułą i wiceburmistrz Moniką Sawą, a przewodniczącym rady miasta Marcinem Wilkołazkim przeniosła się z ratusza do mediów społecznościowych.
Ostatnia sesja Rady Miasta Krasnystaw dobiegała końca, gdy burmistrz Krasnegostawu Daniel Miciuła przypomniał Marcinowi Wilkołazkiemu, przewodniczącemu rady, a zarazem szefowi stowarzyszenia „Krasnostawianie”, że Stowarzyszenie do dziś nie odpowiedziało mu na pismo dotyczące budowy toru rowerowego typu enduro, które skierował do „Krasnostawian” cztery miesiące temu. Przypomnijmy, z pomysłem realizacji tego typu inwestycji, rok temu wystąpił do miasta właśnie Marcin Wilkołazki. Miciuła zaczął cytować wspomniane pismo. Wynika z niego, że władze Krasnegostawu pozytywnie oceniają inicjatywę i są gotowe przekazać lub pozyskać działkę na jej realizację, ale już samym utworzeniem toru powinni się zająć „Krasnostawianie”.
– Mając na uwadze, że państwa stowarzyszenie posiada długoletnie doświadczenie organizacyjne oraz realne możliwości pozyskiwania środków zewnętrznych, zarówno z funduszy publicznych, krajowych i unijnych, jak i prywatnych, widzimy szansę na powodzenie przedsięwzięcia w formule partnerstwa. Proponowany model współpracy mógłby wyglądać następująco: stowarzyszenie opracowałoby koncepcję zagospodarowania terenu wraz z założeniami organizacyjnymi, prawnymi i środowiskowymi, natomiast miasto Krasnystaw udostępniłoby teren. Stowarzyszenie podjęłoby się prowadzenia i utrzymania parku, w tym zapewnienia odpowiednich zabezpieczeń i oznakowania, organizacji imprez i wydarzeń, pozyskiwania środków zewnętrznych, współpracy z lokalną społecznością – czytał pismo burmistrz.
Wywołany do tablicy Wilkołazki stwierdził, że stowarzyszenie nie ma takich zasobów finansowych by wybudować park. – Od znalezienia pieniędzy jest właśnie samorząd, jednostki, spółki powoływane do różnego rodzaju działań, a organizacje pozarządowe, mogą je po prostu wspierać – mówił szef „Krasnostawian”. Burmistrz ripostował, że sam jest samorządowcem od półtora roku i wie, że jeżeli się czegoś mocno chce to można tego dokonać. Jako przykład podał organizację lodowiska, o potrzebie którego utworzeniu mówiło się od lat, ale to dopiero on doprowadził sprawę do końca.
W odpowiedzi Wilkołazki stwierdził, że lodowisko to właśnie doskonały przykład przedsięwzięcia, którego pomysł powstania przyszedł „z dołu”, ale to miasto sfinansowało jego powstanie. I podobnie powinno być z enduro. Do dyskusji włączyła się Monika Sawa. Zastępca burmistrza Krasnegostawu zauważyła, że gdyby stowarzyszenia jedynie inicjowały działania, a ich realizacją zajmował się wyłącznie urząd, to po co byłaby takie organizacje i ustawa o działalności pożytku publicznego?
– Apeluję o rozwagę ze stwierdzeniami, że jeżeli nie ma się potencjału to powinno to realizować jednostka organizacyjna bądź urząd, bo jest jeszcze wiele mniejszych organizacji, które sobie świetnie radzą i pozyskują środki finansowe – stwierdziła. – Nie rozumiem tego typu argumentacji. Pani burmistrz również może założyć swoje stowarzyszenie i działać. My tak działamy, jak działamy – odpadł lider „Krasnostawian”.
Na tym sesja się zakończyła, ale wymiana wzajemnych uszczypliwości przeniosła się do mediów społecznościowych. Pod relacją z sesji zamieszczoną na profilu facebookowym „Krasnostawian” pojawił się komentarz burmistrza Miciuły. – Pan Przewodniczący Marcin Wilkołazki zapomniał wspomnieć o wolnych wnioskach podczas sesji. Wiadomo, przy tylu zapytaniach i interpelacjach mogło umknąć.
Wobec tego czuję się zobowiązany, aby doinformować Społeczeństwo, iż jako burmistrz skierowałem pismo do stowarzyszenia Krasnostawianie z propozycją współpracy przy organizacji (zresztą świetnego pomysłu) toru enduro. Pismo skierowałem do Prezesa, Pana Marcina Wilkołazkiego w kwietniu br. Do dziś nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Na sesji Pan przewodniczący powiedział, że „działamy jak działamy, nie mamy zatrudnionych ludzi, nie mamy możliwości”. Absurd! Mniej komentowania! Więcej działania – napisał burmistrz Krasnegostawu. Na komentarz zareagował Wilkołazki.
– Oczywiście my jako stowarzyszenie aktywnie działające od wielu lat, deklarujemy gotowość do wsparcia organizacyjnego, osobowego oraz konsultacyjnego w zakresie, w jakim będzie to możliwe. Należy jednak zaznaczyć, że Stowarzyszenie „Krasnostawianie” nie jest wpisane do Krajowego Rejestru Sądowego, co ogranicza nasze możliwości pozyskiwania środków zewnętrznych. Nie dysponujemy również własnymi funduszami ani zasobami kadrowymi, które pozwoliłyby na opracowanie pełnej koncepcji i dokumentacji technicznej, a tym bardziej na budowę i utrzymanie toru oraz organizację wydarzeń. Niemniej jednak, z chęcią zaangażujemy się we współorganizację takich inicjatyw – stwierdził przewodniczący.
Wilkołazki dodał, że według Miciuły to stowarzyszenie powinno opracować koncepcję zagospodarowania terenu pod budowę toru enduro, przygotować założenia organizacyjne, prawne oraz środowiskowe, a nawet docelowo przejąć odpowiedzialność za prowadzenie i utrzymanie takiego obiektu. – Innymi słowy, Burmistrz proponuje, aby lokalne stowarzyszenie, utrzymujące się jedynie z dobrowolnych składek członków, przejęło na siebie zadanie inwestycyjne, które jak wynika z odpowiedzi na interpelację zadaną w tej sprawie, bez pozyskania zewnętrznego wsparcia przekracza możliwości finansowe miejskiego samorządu – skomentował.
Pod postem pojawił się też wpis Moniki Sawy. – Państwa relacja z sesji po raz kolejny prezentuje informacje w sposób wybiórczy, pomijając te mniej wygodne. Jeszcze większe zdumienie budzi wypowiedź Przewodniczącego Rady, który mając tak duże doświadczenie w samorządzie stwierdza, że organizacje pozarządowe są „od inspirowania”, a nie od działania i realizacji, podczas gdy samorząd i jego jednostki mają być od wykonania.
Takie sformułowanie wypacza ideę stowarzyszeń, które powstają właśnie po to, by działać, realizować inicjatywy społeczne i integrować mieszkańców wokół wspólnych celów. Zachęcam zatem do zapoznania się z definicją – napisała m.in. wiceburmistrz, sugerując nawet Wilkołazkiemu, że skoro „Krasnostawianie” mają jedynie „wymyślać i inspirować”, to należałoby konsekwentnie zaproponować likwidację stowarzyszenia, którego członkowie zasiadają dziś w radzie – bo tę funkcję, jak widać, już z powodzeniem realizują jako radni.
– Z przykrością zauważam, że zapytania, interpelacje oraz wyrażanie opinii przez radnych klubu „Krasnostawianie” spotykają się dość często z pani strony z emocjonalną reakcją, która (w moim odczuciu) bywa nacechowana niepotrzebną agresją. […] W przeciwieństwie do tonu pani wypowiedzi, pozwolę sobie skupić się na meritum i nie zamierzam uczestniczyć w polemikach, które przybierają formę internetowych przepychanek – odpisał Wilkołazki.
Być może najlepszym podsumowaniem całej dyskusji jest komentarz Marcina Misia – byłego radnego miasta Krasnystaw. – A ja Wam powiem wprost: zamiast się kłócić o bzdety to do roboty się weźcie, bo ludzie to czytają i krew ich zalewa. Umówcie się na kawę, dogadajcie i po temacie – napisał m.in. Miś. (kg)






























