Na końcu stawki

W przeliczeniu na głowę mieszkańca rocznie wydajemy zaledwie 80 groszy w ramach programów polityki zdrowotnej. To trzy razy mniej niż w województwie świętokrzyskim i ponad pięć razy mniej niż na Mazowszu – ustaliła Najwyższa Izba Kontroli.
Odpowiedzialne za realizację polityki zdrowotnej samorządy, z wojewódzkim na czele, zasłaniają się ograniczonością środków i ogromem potrzeb, czyli mówiąc w mniej dyplomatyczny sposób: nadmiarem wciąż nowo pojawiających się programów zdrowotnych. Niektóre z nich, jak np. program obejmujący m.in. szczepienia, ale także rozbudowaną profilaktykę i informację czy np. akcje szczepień przeciwko grypie wśród seniorów), udają się dzięki montażom finansowym różnych szczebli samorządowych. Ogólnie jednak bilans (zwłaszcza medyczny) programów bądź co bądź zdrowotnych, zdaniem NIK wypada raczej negatywnie. Tzn. niby ktoś na nich zarobił, sporo się działo, ale efekty, w postaci znaczącej poprawy stanu zdrowia Polaków, nie nastąpiły.

Programowy chaos

– Samorządowe programy polityki zdrowotnej, ze względu na ograniczony zakres, nie przyczyniły się w istotny sposób do poprawy zdrowia i jakości życia Polaków. Obok niewielkich nakładów finansowych przeznaczanych na ten cel, skuteczność działań obniżają także uwarunkowania prawne i organizacyjne. Brakuje m.in. precyzyjnych wskazówek dotyczących opracowywania, wdrażania i monitorowania programów. W obecnej formie programy utrwalają nierówności w dostępie do świadczeń zdrowotnych, bowiem zależą od zasobności poszczególnych samorządów – podkreślał prezes NIK, Krzysztof Kwiatkowski, prezentując zbiorcze wyniki prowadzonej w całym kraju kontroli.
Kontrolerzy, jak to kontrolerzy – jako lekarstwo zaproponowali jeszcze więcej schematów i nawet większą biurokrację, długie procedury „uzgodnień”, „konsultacji” i „dobrych praktyk”. W rzeczywistości jednak, jak zwykle, całość i tak weryfikuje życie i, niestety, śmierć… Chociaż za 80 groszy na głowę rocznie – znaczniej częściej chyba na Lubelszczyźnie ta druga. TAK