Nadeszła bieda

W oczy wielu chełmian zajrzała bieda. W Stowarzyszeniu „Tak Niewiele” liczba podopiecznych diametralnie wzrosła w ciągu ostatnich dwóch, trzech miesięcy. To albo seniorzy, którzy z powodu drożyzny rezygnują z kupna leków, albo porzucone przez mężów czy partnerów młode matki, których nie stać np. na pieluchy dla dziecka.

Działacze Stowarzyszenia „Tak Niewiele” z siedzibą przy ul. Młodowskiej w Chełmie postawili sobie za cel otaczanie opieką przede wszystkim osób starszych i chorych. W ciągu dziewięciu lat działalności wolontariusze „Tak Niewiele” przeprowadzili wiele akcji charytatywnych. Starają się pomagać poprzez aktywizację, wiedząc, że dawanie za darmo uczy bezczynności i postaw roszczeniowych.

Nasz region charakteryzuje się wysokim bezrobociem, niższymi zarobkami, więc stowarzyszenie ma spore grono podopiecznych. Ostatnio w szybkim tempie ono się powiększa. Beata Adamczyk, prezes Stowarzyszenia „Tak Niewiele”, mówi, że opieką otoczonych jest obecnie ponad 50 osób, a liczba ta wzrosła o około 15 procent w ciągu ostatnich dwóch, trzech miesięcy. Kolejne osoby każdego dnia zgłaszają się z prośbą o wsparcie, tłumacząc, że znalazły się w fatalnej sytuacji finansowej.

– Po pomoc zgłaszają się młodzi ludzie, zwłaszcza samotne matki z dziećmi, które zostały porzucone przez mężów, partnerów, a na utrzymaniu których wraz z dziećmi były wcześniej – mówi prezes B. Adamczyk. – Zauważamy, że więcej jest rozstań, bo z powodu rosnących kosztów utrzymania i problemów finansowych dochodzi do nerwowych sytuacji, konfliktów. Gdy nie ma pieniędzy są kłótnie, a w końcu któraś ze stron rezygnuje i odchodzi. W ostatnich tygodniach przychodzą do nas kobiety porzucone, których nie stać na podstawowe produkty, pampersy dla dzieci.

Po pomoc zgłasza się coraz więcej osób, które przestają sobie radzić finansowo. Wśród nich są także seniorzy, którzy idąc do sklepów przeliczają każdy grosz, oszczędzają na żywności, rezygnują z leków. My też nie zawsze jesteśmy w stanie im te leki wykupić, bo sami też potrzebujemy wsparcia innych. To są dramatyczne sytuacje. Na stałe w naszym stowarzyszeniu działa siedem osób. Kilka czyni to okazjonalnie.

Tymczasem podopiecznych jest wielu i ciągle ich przybywa, a spodziewamy się, że zimą może być pod tym względem jeszcze trudniej. Potrzebujemy wsparcia od sponsorów i innych osób, którzy zechcą zaangażować się w pomoc. Społeczeństwo jednak ubożeje i tych, których stać będzie na to wsparcie, może być mniej. Jednak nawet najmniejsza pomoc, choćby złotówka wydana na naszym kiermaszu charytatywnym, wiele dla nas znaczy.

Prezes B. Adamczyk zachęca do kupowania odzieży, obuwia, zabawek na kiermaszu zorganizowanym w siedzibie stowarzyszenia. Mówi, że w ofercie często są rzeczy jak nowe, a każda ofiarowana cegiełka przynosi pomoc potrzebującym.

– Im więcej osób kupi u nas produkty, tym większej liczbie potrzebujących będziemy mogli pomóc – mówi prezes B. Adamczyk. – Oprócz tego przyjmujemy też żywność dla dzieci i dorosłych, pieluchy, produkty higieniczne. (mo)