Nadmierna dyskrecja?

Wszystkim wiadomo, że w trwającej w całej Polsce akcji ekshumacyjnej ciał ofiar katastrofy smoleńskiej musiała przyjść kolej na spoczywającego na cmentarzu przy ul. Lipowej Edwarda Wojtasa i to pomimo faktu, że rodzina zmarłego parlamentarzysty jest raczej sceptyczna wobec całej operacji i jej polityczno-propagandowej otoczki.


Pomimo tych oczywistości prokuratura w swych oświadczeniach posuwa się do przesadzonej dyskrecji, co wszystkim tym tragicznym zdarzeniom nadaje wymiar niepotrzebnie groteskowy. Jaki jest bowiem sens utajniania personaliów „ekshumowanej ofiary katastrofy”, skoro wiadomo, że chodzi o Edwarda Wojtasa, a rodzinie nijak się przez to bólu nie oszczędza? Skądinąd wiadomo zresztą, że ciało lidera lubelskiego PSL uległo podczas wypadku bardzo poważnym obrażeniom i było identyfikowane jako jedno z ostatnich, podczas powtórzonego okazania rodzinie. Zdaniem śledczych nie wykluczało to jednak pomyłki, a rozkawałkowanie zwłok mogło tylko ułatwić przemieszanie szczątków, czego przykłady poznano już podczas poprzednich ekshumacji.
Badania ekshumowanych ciał (nie tylko Wojtasa) prowadzane są m.in. w Katedrze i Zakładzie Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Oprócz naprawienia ewentualnych pomyłek popełnionych przy przygotowywaniu szczątków do pochówku część opinii publicznej po wynikach nowych ekspertyz oczekuje potwierdzenia teorii o „zamachu smoleńskim”. TAK