Nagany za „potajemne” praktyki

Naganami dla oddziałowych zakończy się „afera” z praktykantami PWSZ w chełmskim szpitalu – dowiedzieliśmy się nieoficjalnie. A w internecie studenci wytykają dyrektorowi, że twierdzi, iż nie widział ich na oddziałach, chociaż mają charakterystyczne uniformy i witali się z nim, gdy mijał ich na korytarzach.

O zamieszaniu ze studenckimi praktykami w chełmskim szpitalu pisaliśmy przed tygodniem. Przed ponad dwa miesiące do chełmskiego szpitala przychodzili studenci pielęgniarstwa z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, chociaż szkoła nie podpisała porozumienia w sprawie praktyk ze szpitalem. Rozmowy na temat praktyk zostały zerwane, bo PWSZ nie chciała przystać na warunki finansowe stawiane przez szpital. Do dzisiaj wszyscy zachodzą w głowę, jak bez zgody i wiedzy dyrekcji szpitala szkoła mogła wysyłać tam swoich studentów. Jeżeli myśleli, że nikt tego nie zauważy, to się przeliczyli. A gdy sprawa wyszła na jaw, doszło do potwornego zamieszania. Dyrektor nakazał przerwanie praktyk. Wobec oddziałowych, które koordynowały praktyki, zapowiedział wyciągniecie surowych konsekwencji, łącznie z dyscyplinarnym zwolnieniami z pracy. Wypowiedzenie dostała ostatecznie tylko jedna osoba, która współpracowała z PWSZ i odpowiadała za praktyki. Oddziałowe, jak ustaliliśmy nieoficjalnie, dostaną nagany.
Ale sprawa praktyk żyje swoim życiem w internecie. Nasz artykuł sprzed tygodnia komentują studenci na facebooku. I wytykają dyrektorowi szpitala, że dziwnym trafem nie zwrócił uwagi na studentów, ubranych w charakterystyczne uniformy z identyfikatorami PWSZ. Nam dyrektor tłumaczył, że w tak dużym zakładzie pracy, zatrudniającym ponad tysiąc osób, nie sposób wszystkich znać. Ale studenci twierdzą, że dyrektor witał się a nawet z nimi rozmawiał na korytarzach. (bf)