Najpierw był boks, potem kajaki

Mieczysław Omelczuk m.in. z trenerem-legendą polskiego boksu, nieżyjącym już Andrzejem Gmitrukiem oraz prezesem KS Paco Andrzejem Stachurą podczas Międzynarodowej Gali Boksu „Chełm Boxing Show”, która odbyła się 2 października 2009 r. W walce wieczoru o tytuł mistrza świata federacji TWBA w wadze super średniej zmierzyli się Roman Szkarupa „Lwie Serce” z Ukrainy i Alessio Furlan z Włoch.

Czy da się połączyć boks z kajakami? Miłość do sportu nie wybiera! Najlepiej można przekonać się o tym poznając historię pochodzącego z Różanki koło Włodawy Mieczysława Omelczuka, później pięściarza Avii Świdnik, który od kilkunastu lat zaprasza mieszkańców regionu i turystów z całego kraju na spływy kajakowe na kilkudziesięciokilometrowym odcinku Bugu, jednej z najdzikszych, a przez to najpiękniejszych rzek europejskich.

Mieczysław Omelczuk przygodę z boksem rozpoczął w 1975 roku, gdy wyjechał z rodzinnej Różanki do szkoły, do Świdnika. To w Zespole Szkół Technicznych przy WSK-PZL zaczął uprawiać pięściarstwo.

– Pamiętam, jak z kolegą Zdzichem Olejnikiem najpierw wybraliśmy się na stadion i piłkę nożną. Trener upierał się byśmy zostali, ale my chcieliśmy boksować. W tamtych czasach być bokserem, to było coś, zwłaszcza jeszcze chodząc do szkoły – wspomina.

Trafił do Fabrycznego Klubu Sportowego Avia, który w tamtym czasie miał jedną z najsilniejszych sekcji bokserskich nie tylko w regionie, ale i kraju. Bezsprzecznie najlepszym zawodnikiem na przełomie lat 60 i 70-tych w Avii, a także na Lubelszczyźnie by Ryszard Petek, który największy sukces odniósł w nietypowej dla siebie wadze piórkowej (do 57 kg), zdobywając w 1967 roku złoty medal Mistrzostw Europy w Rzymie. Dwukrotnie był też mistrzem Polski, w 1964 roku w wadze lekkiej i w 1973 r. w wadze lekkopółśredniej.

Medalami mistrzostw kraju seniorów w tamtym czasie w świdnickim klubie mogli pochwalić się także Piotr Osiak, który Avię zasilił z Lublinianki w 1973 roku oraz Ryszard Sitkowski. Medali i mistrzowskich tytułów „żółto-niebieskich” w mistrzostwach okręgu lubelskego nie sposób dziś zliczyć! Omelczuk miał zatem kogo podglądać w ringu i od kogo się uczyć. Bardzo szybko, bo już w 1976 roku odniósł pierwszy sukces. W rozgrywanych na początku kwietnia w Lublinie mistrzostwach okręgu zdobył złoty medal w kategorii juniorów w wadze lekkopółśredniej.

– Nie pamiętam już nazwiska rywala, ale te walkę wygrałem bez problemów – wspomina. Z powodzeniem występował jeszcze podczas Spartakiady Młodzieży w Piotrkowie Trybunalskim. Później, już jako senior, medali mistrzowskich nie zdobywał. – A i w klubie była spora rywalizacja w mojej wadze lekkopółśredniej. Najbardziej pamiętam zacięte boje, które toczyłem z Jurkiem Lewandowskim czy też z Józkiem Wyszomirskim – wyznaje Omelczuk. W sumie przed blisko pięć lat przeboksował prawie 50 walk.

Ze Świdnika wrócił do rodzinnej Różanki i rozpoczął pracę w pobliskiej Włodawie. O boksie jednak nie zapominał. Dość często zaglądał na ligowe mecze, później na turnieje i gale bokserskie organizowane w regionie.

Mieczysław Omelczuk chociaż 23 marca skończył już 61 lat, wciąż regularnie zakłada rękawice pięściarskie i trenuje boks. W rodzinnej miejscowości do boksu od wielu lat próbuje zaszczepić najmłodszych, dzieci i młodzież z klubu SPS Eko Różanka. Przed trzema laty młodzi pięściarze i pięściarki mieli okazję zaprezentować swoje umiejętności podczas Lubelskiego Turnieju Charytatywnego, który odbył się w Galerii „Olimp”, a z którego dochód został przekazany na pomoc w leczeniu Krzysztofa Burzca z Berej Boxing Lublin. W ringu Jadwiga Horbaczewska walczyła z Izą Turską z KS Boks Lublin, między sobą sparowali Jeremi Horbaczewski i Oliwier Kondras, Sebastian Lejko z Mikołajem Makarewiczem i Igorem Krzymowskim.

Obecnie zajęcia z młodymi adeptami pięściarstwa są zawieszone. – Od września może uda się utworzyć grupę i rozpoczniemy znowu treningi – mówi Mieczysław Omelczuk.

Drugą wielką, sportową miłością, byłego pięściarza są kajaki. – To trwa już ponad 40 lat. Wszystko zaczęło się w 1978 roku podczas obozu bokserskiego w Tresnej w Beskidzie Żywieckim, gdzie wraz z pięściarzami Avii przebywali także zawodnicy Górnika Knurów. To nad Jeziorem Żywieckim złapałem kajakowego bakcyla – opowiada Mieczysław Omelczuk.

Najpierw uczestniczył w spływach, później zaczął je sam organizować już w rodzinnych stronach, na rzece Bug, dzikiej i nieco zapomnianej.

– Bug jest jedną z najdzikszych, a przez to najpiękniejszych rzek europejskich – mówi. Omelczuk podkreśla, że zarówno rzeka, jak i dolina Bugu należą do najmniej przekształconych działalnością człowieka w Europie, posiada niezwykłe walory przyrodnicze i krajobrazowe. – Muszę podkreślić, że rzeka ulega ciągłym zmianom i przekształceniom. Zmienia się nie tylko głębokość i szerokość, ale także długość liczona wzdłuż głównego nurtu – dodaje.

Spływy kajakowe, które obecnie organizuje odbywają się na kilkudziesięciokilometrowym odcinku, od miejscowości Zbereże do Jabłeczna. Do dyspozycji turystów jest blisko 40 kajaków, a to oznacza, że w spływie może brać udział nawet grupa ponad 70 osób!

Trasa spływu zależy od indywidualnego życzenia uczestników i może wynieść nawet od 6 do 8 godzin: z miejscowości Zbereże poprzez Sobibór, Orchówek do Włodawy, czy też z Włodawy przez Suszno, Szuminkę do Kuzawki, a także dalej – ze Stawek do Jabłecznej.

– Pomagam w doborze trasy i zapewniam transport. Powadzę również wypożyczalnie rowerów. W uroczym ranczo w miejscowości Stawki można zatrzymać się także na noc – dodaje Mieczysław Omelczuk i cieszy się, że w związku z „poluzowaniem” obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa lada dzień rozpocznie się sezon 2020.

– Tradycyjnie chętnych by popływać kajakiem nie brakowało już na majówkę, ale w tym roku musieli obejść się smakiem. Teraz nic jednak nie stoi już na przeszkodzie, by móc przez kilka godzin znaleźć się w zupełnie innym świecie, z dala od zgiełku i pędu codziennego życia – Mieczysław Omelczuk zaprasza na kajaki.

Dodatkowe informacje dotyczące spływów można uzyskać na stronie internetowej www.kajaki.wlodawa.pl (kb)