Nie odwracajmy wzroku

W czwartkowy poranek (25 sierpnia) 58-letni mężczyzna zmarł na chodniku przy Alei Przyjaźni. Jego serce nagle stanęło.

Wezwanie do leżącego na chodniku człowieka służby ratunkowe odebrały po godz. 7. Mężczyzna w średnim wieku szedł spokojnie ulicą. Nagle runął na ziemię, uderzając przy tym głową o chodnik. Ratownicy pogotowia próbowali przywrócić akcję serca. Reanimacja nie odniosła skutku, mężczyzna nie dawał żadnych oznak życia. Wezwany na miejsce lekarz stwierdził zgon. Po jakimś czasie policjanci ustalili tożsamość zmarłego. To 58-letni mieszkaniec Chełma. Ponieważ miał na głowie ranę tłuczoną, prokurator zarządził przeprowadzenie sekcji zwłok. Najprawdopodobniej jednak powstała ona w wyniku silnego uderzenia o twarde podłoże, a mężczyzny zmarł z przyczyn naturalnych.

Ratownicy pogotowia przyznają, że to już kolejny taki zgon w krótkim odstępie czasu. W ubiegłym tygodniu 72-letni mężczyzna przewrócił się na chodniku przy ul. 11 Listopada. Karetka przewiozła go do szpitala, ale po godzinie starszy pan zmarł na SOR-ze. To jedynie dwa przykłady. Bo w ciągu kilku ostatnich tygodni karetki przede wszystkim wyjeżdżały do ludzi, którzy jak stali, tak upadli i… zmarli. Na ulicy, pod blokiem, we własnych domach.
Co prawda fala upałów, nie licząc ostatniego weekendu, już dawno za nami, ale sprawcą „sezonu na umieranie” jest przede wszystkim pogoda i niekorzystne ciśnienie. Dlatego ważne, by zainteresować się i podejść. Nie zawsze człowiek, który leży na ulicy, jest pijany. Odwrócenie wzroku i szybka ewakuacja to nie wzór do naśladowania, a powód do wstydu. Jak najszybsza interwencja i wezwanie pomocy może uratować komuś życie, a nic nie kosztuje. (pc)