Nie szantażujcie nas, zwierząt nie przyjmujemy!

Działacze Stowarzyszenia Chełmska Straż Ochrony Zwierząt napisali na facebooku: „Zaprzestańcie szantaży emocjonalnych, nie przyjmujemy zwierząt. Do odwołania”. – Brakuje nam pieniędzy, wolontariuszy, mamy mnóstwo zgłoszeń, a ludzie nie wiedzą, że pracujemy społecznie – mówi Mariusz Kluziak ze Stowarzyszenia Chełmska Straż Ochrony Zwierząt.

Stowarzyszenie Chełmska Straż Ochrony Zwierząt działa od kilku lat. Mariusz Kluziak, przedstawiciel stowarzyszenia, mówi, że powstało ono głównie po to, aby interweniować w przypadkach znęcania się nad zwierzętami. Ale z czasem okazało się, że jest mnóstwo także innych próśb o interwencję i pomoc w sprawach kotów, psów, ale też dzikich zwierząt. Każdego dnia do działaczy stowarzyszenia dzwoni mnóstwo osób z prośbami, ale też żądaniami o interwencję. Ale działaczom Chełmskiej Straży Ochrony Zwierząt zaczęło brakować „mocy przerobowych”. Ostatnio wystosowali na facebooku dramatyczny apel: „Alarm sytuacja krytyczna!

Z przykrością informujemy: z uwagi na przepełnienie i brak miejsc w domach tymczasowych, nie jesteśmy w stanie pomagać. Dopóki nie zwolnią nam się miejsca, dopóki nie opłacimy rachunków w klinikach i hotelach za zwierzęta, które mamy w tej chwili pod opieką, nie przyjmujemy nowych zwierząt do odwołania… Pamiętajcie: jesteśmy stowarzyszeniem, to nie jest nasza praca… jesteśmy wolontariuszami niepobierającymi wynagrodzenia za to, co robimy w wolnym czasie. Prosimy zaprzestańcie szantaży emocjonalnych, to nic nie da”. Mariusz Kluziak, wyjaśnia, że sytuacja jest szczególnie trudna w wakacje, gdy zgłoszeń do porzuconych lub potrąconych na drogach zwierząt jest więcej niż o innej porze roku. Do tego wielu wolontariuszy wyjechało na urlopy, a to oni tworzą domy tymczasowe dla zwierząt.

– Chełmska Straż Ochrony Zwierząt stała się ofiarą własnej ofiarności – mówi M. Kluziak. – Powstaliśmy, aby interweniować w sytuacjach znęcania się nad zwierzętami, z konieczności wzięliśmy opiekę nad niektórymi zwierzętami, ale ludzie oczekują, że będziemy na każde ich wezwanie, w każdej sytuacji i o każdej porze dnia i nocy. Nie mamy takich możliwości kadrowych i lokalowych. Za opiekę nad bezdomnymi zwierzętami odpowiadają powołane do tego ustawowo instytucje, samorząd. Opieramy się na działalności wolontariuszy, teoretycznie mamy ich około czterdziestu, ale w praktyce o tej porze roku interweniuje ich mniej niż dwudziestu. Wiele osób chętnie zgłasza się do pomocy, ale mało z nich jest konsekwentnych i zostaje w naszych szeregach.

Często już po pierwszej interwencji rezygnują. Często żąda się od nas, abyśmy zabrali zwierzęta, szantażują nas. Zdarza się, że słyszymy wyzwiska pod swoim adresem. Setki razy słyszałem też od ludzi, że musimy interweniować, bo „przecież za coś bierzemy pieniądze”. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że za naszą działalność nie bierzemy ani złotówki, a czasem nawet dokładamy własne pieniądze. Mamy ograniczone fundusze. Stowarzyszenie utrzymuje się z naszych składek oraz datków. Te pieniądze nie trafiają do nas, ale są przeznaczane na kosztowne leczenie zwierząt, ich rehabilitację, odpowiednie żywienie. Wyjazdy na interwencje też są kosztowne.

Ostatnio brakuje nam mocy przerobowych, dlatego zmuszeni byliśmy wstrzymać przyjmowanie zwierząt. Pod naszą opieką jest ich obecnie kilkadziesiąt zwierząt. Więcej nasi wolontariusze nie są w stanie przyjąć.
Działacze stowarzyszenia apelują o pomoc w znajdowaniu domów dla ich czworonożnych podopiecznych, promowanie zbiórek i udostępnianie na facebooku zdjęć zwierząt. (mo)