Nie żyje Ojciec Maksymilian

Ojciec Maksymilian w lipcu 2017 r. dokonał poświęcenia nowo wybudowanego pawilonu sportowego na stadionie miejskim w Chełmie

Po długiej i ciężkiej chorobie w czwartek 26 marca w szpitalu w podwarszawskim Aninie zmarł Ojciec Maksymilian Jarosław Wasilewski, wieloletni gwardian klasztoru ojców Franciszkanów w Chełmie, kustosz sanktuarium i kapelan Chełmskiego Klubu Sportowego Chełmianka, wielki sympatyk piłki nożnej. Miał 60 lat. – Wszyscy w klubie mówiliśmy do Niego „Maksio”. Gdy mógł, był na każdym meczu, jeździł z nami na spotkania wyjazdowe. Był wspaniałym Człowiekiem, będzie nam Go bardzo brakowało – mówi prezes Chełmianki, Grzegorz Gardziński.

Jarosław Wasilewski urodził się 3 września 1959 r. w Chełmie. Do Zakonu Braci Mniejszych wstąpił 29 sierpnia 1979 r. w Przemyślu. Tam też, rok później, złożył pierwszą profesję zakonną, zaś profesję uroczystą 4 października 1984 r. w Krakowie. W latach 1980-1986 studiował filozofię i teologię w Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy w Krakowie. Święcenia kapłańskie przyjął z rąk biskupa krakowskiego Kazimierza Górnego 10 maja 1986 r. w Krakowie.

W 1987 r. wyjechał na misję do Togo w Afryce, pełnić posługę duszpasterską. Zanim to się stało, Ojca Maksymiliana czekała roczna nauka języka francuskiego w Paryżu, gdzie był też odpowiednio przygotowywany do czekającego go posłannictwa. Wyjazd do Togo był wielkim wyzwaniem. Ojciec Maksymilian musiał uczyć się miejscowego języka, obowiązujących wzorów kulturowych.

O Togijczykach zawsze wypowiadał się bardzo ciepło. Jak sam mówił, mieszkańcy tego kraju pozostali otwarci na Europejczyków, a sąsiadujący islam nie przybierał postaci skrajnych. Afrykańczykom dobrą nowinę głosił do października 1994 roku. Po powrocie do kraju został skierowany do chełmskiego klasztoru. Najpierw był jednym z Ojców, a następnie przejął obowiązki gwardiana.

Niekwestionowanym sukcesem Ojca Gwardiana było doprowadzenie do nadania świątyni, przez nieżyjącego już ks. abpa Józefa Życińskiego, metropolitę lubelskiego, tytułu Sanktuarium Św. Antoniego. W ten sposób Chełm mógł poszczycić się dwoma sanktuariami.

Ojciec Maksymilian doskonale wpisał się w chełmską społeczność, podejmując się różnych powinności wobec niej. Był osobą bardzo lubianą i szanowaną przez wszystkich. Od szeregu lat był Ojcem duchownym kapłanów diecezjalnych dekanatu chełmskiego zachodniego, a w 2008 roku został pierwszym w historii kapelanem Chełmskiego Klubu Sportowego Chełmianka.

Ojciec Maksymilian uwielbiał piłkę nożną. Jeszcze gdy mieszkał w Krakowie, systematycznie chodził na mecze tamtejszej Wisły Kraków. Po powrocie do Chełma starał się nie opuszczać żadnego meczu najpierw Granicy Chełm, potem Chełmianki. Razem z drużyną, piłkarzami, trenerami, działaczami przeżywał wzloty i upadki. Był z nią na dobre i złe. Mimo obowiązków w klasztorze, zawsze znalazł czas, by wybrać się również na mecze wyjazdowe swojego ukochanego zespołu. W klubie każdy mówił do niego „Maksio”.

– Był lubiany przez wszystkich – opowiadają działacze chełmskiego klubu. – Przed każdym meczem przychodził do nas, witał się ze wszystkimi, z zawodnikami, trenerami, czuł się jak u siebie w domu, bo przez nas był traktowany, jako osoba mocno związana z Chełmianką. Lubił porozmawiać o taktyce na mecz, kto zagra, chciał mieć pełną wiedzę o drużynie. Pił kawę i szedł na trybuny. Na „Maksia” zawsze mogliśmy liczyć. Dbał o to, aby Opatrzność Boża czuwała na Chełmianką i naszymi zawodnikami. Przed każdym rozpoczęciem rundy odprawiał msze święte za pomyślne wyniki oraz zdrowie biało-zielonych. Uczestniczył, gdy tylko zdrowie mu pozwalało, we wszystkich spotkaniach opłatkowych, czy wielkanocnych, jakie odbywały się w klubie.

Poświęcił pawilon sportowy, wybudowany przed trzema laty, z którego korzystają chełmskie kluby, również i nasz. Był czas, że Ojciec Maksymilian nie opuścił ani jednego meczu wyjazdowego, mimo że Chełmianka jeździła na zawody do Rzeszowa, Krosna, Przemyśla, czy ostatnio Krakowa. Jeździł z nami również na mecze sparingowe do Lublina, Łęcznej, Zamościa, czy Świdnika. Chciał po prostu być jak najbliżej zespołu, cieszył się z każdej zdobytej bramki, z każdego zwycięstwa. Po meczach przychodził do zawodników, z każdym przybijał „piątkę”. Taki był właśnie „Maksio”. Nawet gdy przebywał w szpitalu, a spędził w nim wiele miesięcy, interesował się losami klubu, drużyny. Przychodził także na mecze juniorów – opowiadają działacze chełmskiego klubu.

Ojciec Maksymilian od kilku lat chorował, miał problemy kardiologiczne. Przeszedł wiele skomplikowanych operacji, włącznie z przeszczepem serca. – Wszystko wskazywało na to, że „Maksio” wróci do zdrowia, że znów będzie z nami. Niestety, w czwartek 26 marca z Anina przyszła bardzo smutna wiadomość, że nasz Kapelan nie żyje. Wszyscy bardzo chcieliśmy Go pożegnać, jednak obecne obostrzenia, związane z koronawirusem, nie pozwoliły nam uczestniczyć w uroczystości pogrzebowej. Gdy wszystko wróci do normalności, całą drużyną stawimy się przy grobie Ojca Maksymiliana – zapewniają działacze Chełmianki. – Będzie nam Go bardzo brakować.

Pogrzeb Ojca Maksymiliana odbył się w sobotę 28 marca w kościele o.o. Reformatów w Chełmie w zamkniętym gronie. Pochowany został na cmentarzu przy ul. Lwowskiej (r)