Niebiesko-żółty czepek

„Ministerstwo Zdrowia jest otwarte na uznawanie kwalifikacji pielęgniarek pochodzących z innych krajów, jednak w ramach aktualnie obowiązującego prawa, polskiego i unijnego. Aktualnie analizujemy sytuację dotyczącą skali zainteresowania podejmowaniem nauki oraz pracy w naszym kraju przez pielęgniarki z zagranicy, w tym pielęgniarki ukraińskie” – poinformowało Ministerstwo Zdrowia.


Co ciekawe, także polska medyczna kadra menedżerska nie wydaje się szczególnie przerażona taką perspektywą, choć niektórzy przedstawiciele branży ostrzegają, że imigracja zarobkowa w służbie zdrowia może zatrzymać wzrost zarobków i zamknąć całe środowisko w pułapce niskich wynagrodzeń.

Prace nad szerszym otworzeniem drzwi dla ukraińskich pielęgniarek trwają w resorcie już od roku. Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych stara się być na bieżąco z tym pomysłem, zachowując wobec niego ostrożny sceptycyzm, wynikający z nadrzędnego postulatu inwestowania raczej w młodą polską kadrę. Oczywiście, inaczej swoje interesy rozumieją menedżerowie służby zdrowia, którzy w zatrudnieniu ukrainek widzą szansę na zbagatelizowanie pielęgniarskich oczekiwań płacowych. Oficjalnie jednak argument jest inny – średnia wieku polskich sióstr sięga 52 lat, zaś położnych – 50 lat. A następczynie do zawodu się nie garną…

To po co Polkom kazali się uczyć?

Wbrew pozorom zresztą, na razie – problem (czy, jeśli ktoś woli – szansa) nie istnieje. Według oficjalnych danych w Polsce legalnie pracuje zaledwie 91 pielęgniarek z Ukrainy. Z pewnością jednak zainteresowanie po obu stronach jest znacznie, znacznie większe. Tyle tylko, że chociaż z pewnością pracowite, pielęgniarki z Ukrainy nie spełniają polski norm. Często bowiem posiadają wykształcenie średnie, a ponadto nie znają przecież języka polskiego – zwłaszcza tego zawodowego.

Ministerstwo chciałoby więc otworzyć dla Ukrainek możliwość skorzystania ze studiów pomostowych, obecnie dostępnych tylko dla podwyższających kwalifikacje Polek. Zmianie musiałyby też ulec ogólne zasady zezwalające na podjęcie pracy tylko w okresie ważności wiz. Rząd uważa bowiem, że przybyszki mogłyby dzięki temu szybko uzupełnić odczuwalne już braki zwłaszcza w opiece długoterminowej.

– Przecież mogłyby pracować jako opiekunki medyczne i w ten sposób nas odciążyć – ripostują polskie pielęgniarki.

Tymczasem potrzeby branży rosną, wraz z wprowadzaniem nowych norm regulujących liczbę etatów pielęgniarskich. Czy jednak odpowiedzią miałoby być obniżenie wymagań, które jeszcze niedawno śrubowano naszym siostrom ponad miarę i ponad możliwości ich szybkiego wypełnienia? No i czy pojawienie się pracownic z Ukrainy nie zabetonuje trwale naszego rynku pracy, na stałe zniechęcając do zawodu młodą polską kadrę?

I co stanie się, gdy raz wpuszczone na obszar europejski siostry ze Wschodu szlakiem polskich koleżanek trafią do Niemiec, wybierając jeszcze lepsze zarobki i warunki? Cóż, wtedy resortowi zdrowia zostanie sprawdzać, czy zamiast dawać podwyżki Polkom, nie dałoby się ściągnąć ostatnich rezerw na przykład z Bangladeszu…

TAK