(Nie)Każdy może spacerować…

Piotr Sawicki zwrócił się do dyrektora MOK z prośbą o wyjaśnienie incydentu

– „Byliśmy świadkami próby haniebnego zawłaszczania prawa do historii, ataków personalnych i obrażania” – tak o tegorocznej rocznicy Świdnickich Spacerów pisze Piotr Sadowski, były działacz „Solidarności”, a dziś przewodniczący Związku Zawodowego Inżynierów i Techników. Tuż po uroczystościach, na oczach rodziny i bliskich, nazwano go „kodowcem”.


5 lutego 1982 roku to data, którą zna i o której pamięta wielu mieszkańców Świdnika. Właśnie wtedy po raz pierwszy, o godz. 19.30, w porze nadawania „Dziennika Telewizyjnego”, świdniczanie wyszli na ulice, by wyrazić sprzeciw wobec komunistycznych władz, wprowadzenia stanu wojennego i rządowej propagandy w publicznych mediach. W tym roku, w ramach upamiętnienia 36. rocznicy Świdnickich Spacerów, również o godz. 19.30, w MOK-u odbył się koncert i to właśnie tuż po jego zakończeniu miało dojść do incydentu, o którym za pośrednictwem Facebooka poinformował Piotr Sadowski, przewodniczący Związku Zawodowego Inżynierów i Techników w PZL-Świdnik.
„Na obchodach 36. rocznicy Świdnickich Spacerów byliśmy świadkami próby haniebnego zawłaszczania prawa do historii, ataków personalnych i obrażania uczestników obchodów przez członków KM NSZZ „Solidarność” – napisał P. Sadowski.
Pod wpisem zamieścił również odpowiedź na ten – jak to określił – atak. Jest nią pismo skierowane do dyrektora Miejskiego Ośrodka Kultury. W jego wstępie Sadowski dziękuje za zaproszenie, a następnie nadmienia, że tegoroczna rocznica Spacerów została zepsuta przez członków KM NSZZ „Solidarność” z PLZ-Świdnik, którzy „publicznie bez żadnej przyczyny nazwali go kodowcem”.
– W mojej ocenie to obraźliwe sformułowanie – ocenia Sadowski. – Do KOD-u nigdy nie należałem; nie jestem, ani nie byłem jego sympatykiem. Swoją działalność związkową rozpoczynałem w podziemnej Solidarności. Wypisałem się, kiedy władze w niej przejął były sekretarz PZPR; ten sam sekretarz, który, gdy strajkowałem, przez radiowęzeł grzmiał o pasożytach na organizmie. Zapisałem się wtedy do świeżo utworzonego Związku Inżynierów i Techników. Działam w nim do dziś. Jestem przewodniczącym Zarządu Krajowego, więc tym bardziej nie mogę sobie pozwolić, aby tego typu epitety kierowane były pod moim adresem, zwłaszcza, że jesteśmy związkiem odcinającym się od wszelkiej polityki.
W piśmie do MOK nie padają żadne nazwiska, ale, jak udało nam się dowiedzieć, obrazić Sadowskiego miał Ludwik Kawalec, członek Komisji Międzyzakładowej NSZZ Solidarność i miejski radny.
W rozmowie z nami radny przyznaje, że być może posunął się za daleko, ale zaznacza, że jego organizacja także była współorganizatorem imprezy i choćby z tego powodu on sam, na miejscu Sadowskiego, nie przyszedłby na koncert.
– To co najmniej nietakt przychodzić na czyjąś imprezę, zwłaszcza kiedy ciągle się tego kogoś atakuje. Oskarżenia pod naszym adresem padają w coczwartkowej audycji Związku ZIiT w radiowęźle. Zarzucają nam np., że współdziałamy z zarządem; że sprzyjamy PiS-owkiemu rządowi itp. Co to za argumenty? Niech mówią o merytorycznych sprawach, a nie szukają rozgłosu – komentuje radny.
P. Sadowski przyznaje, że być może machnąłby na ten incydent ręką, ale obraźliwe słowa padły w obecności członków rodziny i wielu znajomych, dlatego – jak tłumaczy – poprosił MOK o wyjaśnienie sprawy.
– W rozmowie pan dyrektor przeprosił mnie i przyznał, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Absolutnie nie mam do niego pretensji. To nie jego wina. Jeśli koledzy z Solidarności odcięliby się od tej obraźliwej wypowiedzi albo jeśli pojawiłaby się jakakolwiek forma przeprosin, to temat byłby załatwiony. Jednak jeśli ich na to nie stać, nie będę tego się domagał – mówi przewodniczący Sadowski. (w)