Nieprzebrane tłumy na Cavaliadzie

Na parkurze lubelskiej Cavaliady 2018

Lubelską Cavaliadę odwiedziło w poprzedni weekend tysiące fanów jeździectwa, skoków na koniach, ujeżdżania, powożenia itp. Naszą ubiegłotygodniową relację z tej imprezy zakończyliśmy na piątkowych zmaganiach. Dziś o dniach największej frekwencji tej imprezy.


W sobotę na Cavaliadę ciągnęły tłumy lublinian i gości z całej Polski. Kupując bilet na wszystkie konkursy, można było być na imprezie od samego rana aż do późnego wieczora i obejrzeć wszystkie konkursy oraz pokazy koni hodowlanych. Bilety na główne sobotnie imprezy były wyprzedane na kilka dni wcześniej. Ten dzień rozpoczął dwufazowy konkurs Małej Rundy (120 cm), o Nagrodę Polskiego Związku Hodowców Koni. Jeździec, który pokonał pierwszą część parkuru bez punktów karnych, czyli pierwszą fazę, natychmiast rozpoczynał przejazd w drugiej fazie. Wygrała Natalia Stefańska na Papillon, przed Marią Baehr na La Strada L i Litwinką Moniką Valuntaite na Con X. Kolejny konkurs Średniej Rundy (135 cm) zakończył się zwycięstwem zawodnika z Belgii Jana Vinckiera na Quanta, drugi był Jacek Zagor na Nirvaro, trzeci Rein Pill z Estonii na Alfons RA.

Jeźdźcy przyszłości

Potem nastąpił jeden z ciekawszych punktów programu – rywalizacja dzieci na kucykach w ramach zawodów CAVALIADA Future. Młode amazonki jak zwykle pokazały ogromną wolę walki. Wiele koni, według kanonów cavaliadowej mody, miało wystrzyżone na zadach serduszka, listki i inne motywy, fantazyjnie pozaplatane grzywy i ogony, ozdobione często wplecionymi wstążeczkami. W konkursie dla najmniejszych kucyków Mini (70 cm), zwyciężyła Martyna Ufnal na Ramiro, przed Natalią Głowacz na Szamanie i Kingą Kozber na Frankenoeh’s Mylord. W tym konkursie rywalizacja była bardzo zacięta. Pięć pierwszych par ukończyło go bez punktów karnych. O miejscu decydowały pięcio-, a nawet jednosekundowe różnice w czasie przejazdu. W konkursie dla większych koni i kuców – Midi (85 cm),pierwsza była Maria Karnabal na Annoushka 10, druga: Maria Padalak na Tigrze, trzecia: Amelia Szczupakowska na Jowiszu.

Jak tu z kucem felińskim było

Po zakończeniu tego konkursu zaczął się blok pokazów hodowlanych zorganizowanych pod patronatem Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa i Polskiego Związku Hodowców Koni.
Publiczność mogła obejrzeć wspaniałe konie arabskie ze stadnin państwowych,. Lubelski Związek Hodowców Koni przygotował mocny akcent regionalny. Był to pokaz na 45-lecie powstania rasy kuc feliński. Prawie pół wieku temu, Ewald Sasimowski , nieżyjący już profesor Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, postanowił wyhodować polską rasę kuców, które mogłyby pracować w zaprzęgu i być użytkowane w sporcie jeździeckim. Jako miejsce powstania tej nowej rasy wybrał stajnię Rolniczego Zakładu Doświadczanego na podlubelskim Felinie.
Przodkami nowej rasy były kuce walijskie, szetlandzkie a także koniki polskie. Po kilku latach stajnia na Felinie nie mogła już pomieścić sporego stada koni. Bo wciąż ich przybywało. Profesor Sasimowski zdecydował się na współpracę z hodowcami w terenie. Chętnym oddawał w konie w depozyt. Rolnicy rozmnażali je, a urodzone u nich źrebięta stawały się ich własnością. Ten pomysł spowodował szybki wzrost liczby tych koni w terenie. A kilka zaprzyjaźnionych z uczelnią klubów zaczęło testować je w sporcie jeździeckim. Jak się okazało z powodzeniem. Obecnie kuce felińske są znane w całym kraju. Są również dość popularne w graniczących z Polską wschodnich landach Niemiec. Pierwsi hodowcy, którzy kiedyś przyjęli kuce w depozyt, dochowali się już kolejnego pokolenia tych sympatycznych koników.
Widzowie mogli m.in. podziwiać liczną stawkę kucyków, należącą do Wojciecha Kniaziuka z podlubelskiej Dąbrowicy. Hodowla koni stała się pasją całej, licznej rodziny pana Wojtka.
W trzykonnym zaprzęgu, „w poręcz”, z efektownymi pióropuszami na głowach zaprezentowały się także srokate kuce Gustawa i Karola Jędrejków z Bogucina.
Profesor Sasimowski poświęcił wiele uwagi roboczemu wykorzystaniu koni. Podjął udane próby zrekonstruowania zapomnianych już narzędzi i maszyn, ciągnionych swojego czasu przez konie. Na cavaliadowym pokazie zostały zaprezentowane m.in. konne „przodki”, do których z tyłu można podczepić np. różne narzędzia uprawowe. Są one szczególnie przydatne dla gospodarstw produkujących żywność ekologiczną.

Konkursowe popołudnie

Po bloku pokazów nastąpiła kolejny konkurs zaprzęgów. Popołudniową sesję konkursową rozpoczęła kolejna rywalizacja w ramach Halowego Pucharu Polski w powożeniu czwórkami. W tej edycji najlepszy okazał się Piotr Mazurek, drugi był Bartłomiej Kwiatek, trzeci Adrian Kostrzewa.
Później kolejna odsłona CAVALIADY Future. Tym razem konkurs sztafet. W każdej ekipie obok młodych jeźdźców startowali doświadczeni weterani hipodromów. Walka była bardzo zacięta! Aż cztery amazonki pokonały parkur bez zrzutek i w takim samym czasie! Wiktoria Ryciak na Klausince, Maria Karnabal na Annoushka 10, Marta Konarska na Sulima i Aleksandra Osuch na Roxanie Z. zajęły pierwsze miejsce ex aequo. Zdobywców drugiego miejsca także było czworo. Pokonali parkur również bezbłędnie, ale w gorszym czasie niż zwycięzcy. Byli to : Natalia Głowacz na Szamanie, Karolina Miś na Rocku, Natalia Czarnak na Czandrze i Mateusz Kiempa na Lassban Radovix. Kolejna czwórka zawodniczek uplasowała się ex aequo na miejscu trzecim. Kinga Kozber, Maria Padalak, Amelia Szczupakowska i Bogna Sąsiadek miały po 8 punktów karnych.
Ukoronowaniem sobotniego wieczoru był konkurs szybkości Speed and Music.
Przeszkody niezbyt wysokie, tylko 130 cm, ale aby wygrać trzeba było pokonać je jak najszybciej. W czasie 49,69 s i bezbłędnie pokonał parkur Niemiec Christoph Lanske na Chacco’s Girl. Wygrał, przełamując dominację Polaków wśród zwycięzców w konkursach CAVALIADY. O niecałe dwie sekundy dłużej pojechała druga – Agnieszka Olszewska na Skarbcu. O setne sekundy więcej pędził do mety Andrzej Opłatek na Light My Fire 7, zajmując trzecie miejsce. Czwarta była Czeszka Sara Vingralkova na Celanie Z, a piąty ulubieniec lubelskiej publiczności Rosjanin Władimir Bieletskij na Falkon E.

Niedzielne emocje

Niedziela 18 lutego na CAVALIADZIE zaczęła się od konkursu ujeżdżenia. Zawodnicy wykonywali program dowolny z muzyką. Ponownie najlepszy był Aqsel dosiadany przez Emilię Jach. Druga była Ilona Janas na Lord Django, trzecia Katarzyna Łukasik na E. Smaragd. I…kolejna edycja CAVALIADY Future Mini i Midi. Rywalizacja podobnie zacięta jak poprzednio, spowodowała jedynie przetasowania na pierwszych miejscach.
A na głównym parkurze rozpoczęły się przygotowania do rozegrania najważniejszego konkursu – Grand Prix Lublina. Po przerwie pojawiły się przeszkody. Było ich trzynaście, konie musiały wykonać 16 skoków, pokonując wysokości od 145 do 150 cm, w normie czasu 72 sekund. Wśród przeszkód znalazły się lubelskie akcenty. Dwie stacjonaty – jedna z logo Lublina, i ostatnia z logo „Lubelskie. Smakuj życie”. W konkursie wystartowało 50 koni. Pierwszy, bezbłędny przejazd uzyskał już trzeci z kolei zawodnik Maksymilian Wechta na La Calidad, ale tych „czystych” przebiegów, kwalifikujących do rozgrywki nie było zbyt dużo. Efektowny, spokojny przejazd zaprezentował ubiegłoroczny zwycięzca Ales Opatrny z Czech, na VDL Fakir. Dużymi brawami nagrodzili kibice Małgorzatę Ciszek – Lewicką. Przejazd był w dobrym tempie, dosiadany przez nią Chacco Nann pokazał efektowne „loty” na kilku przeszkodach. Wszystko w czasie 69 sekund. Jej mąż Marek Lewicki miał mniej szczęścia. Zrezygnował z kontynuowania przejazdu, gdy jego Corrado X skosił kilka drągów na kolejnych przeszkodach.
Faworyt konkursu Jarosław Skrzyczyński na Silver Shine pojechał w niesamowitym tempie, ale bardzo dokładnie – robiąc skróty tam, gdzie tylko było to możliwe. W czasie 68,75 s! Ulubieniec młodych fanek hipiki, Adam Grzegorzewski na Zazou Szumawa też zaryzykował szybką jazdę… Ale zaliczył zrzutkę na ostatniej stacjonacie. Do rozgrywki zakwalifikowało się jedynie 12 zawodników. A w rozgrywce Jarosław Skrzyczyński pokonał parkur bezbłędnie, w najlepszym czasie. I to on zwyciężył w Grand Prix. Drugie miejsce przypadło Krzysztofowi Ludwiczakowi na Nordwind, trzecie miejsce: Wojciechowi Wojciańcowi na Naccord Melloni. I znowu czołowe miejsca zajęli Polacy. Najlepszy zawodnik zagraniczny, Czech Ales Opatrny, ubiegłoroczny zwycięzca Grand Prix, teraz był dopiero ósmy.
– Przeszkody może nie były zbyt wysokie, ale parkur był trudny „z ziemi”. Czyli pełen zakrętów i innych niespodzianek – powiedział Krzysztof Ludwiczak na pokonkursowej konferencji.
– W Lublinie wygrywa się trudno, ale macie tutaj naprawdę wspaniałą publiczność – stwierdził zwycięzca Jarosław Skrzyczyński.
Ostatni konkurs tegorocznej lubelskiej CAVALIADY to dwufazowa Mała Runda (125 cm). W tym konkursie okazało się, że kilkoro niedawnych uczestników dziecinnych konkursów CAVALIADA Future, teraz przesiadło się z kucyków na duże konie. I pokazali przejazdy w dobrym tempie, z prawidłowymi odskokami na podwójnych i potrójnych szeregach przeszkód, z dobrą kontrolą swoich koni. Niektórym sprzyjało sportowe szczęście, innym nie. Najwięcej problemów sprawiła linia okser – stacjonata. Szeroko rozstawiona, prowokowała do szybszego tempa. I wtedy pojawiały się zrzutki i problemy z najazdem na front kolejnej przeszkody. Do historii CAVALIADY przeszedł Wiktor Szała. Jego Che Guevara zawahał się przy skoku przez triple bar. Wtedy spadło mu z pyska ogłowie, a jeździec zgubił lewe strzemię. Pomimo tego kontynuował przejazd, skacząc kilka kolejnych przeszkód! Zsunął się z konia przed metą, co skończyło się eliminacją. Ale jego jazda już stała się hitem Internetu.
Ostatecznie wygrał Dawid Skiba na La Vulkanol L przed Mają Marchwicką na Szafirze M i Sławomirem Szlachtą na Just Riding California.
Obserwując zawody w Lublinie, widać, że w polskiej hipice pojawił się management, planowanie rozwoju klubów i poszczególnych zawodników. Jak choćby w klubie Agrohandel Śrem. W jego barwach, obok mistrzów klasy Jarosława Skrzyczyńskiego można zobaczyć i młodszych zawodników, którzy dopiero co rozpoczęli sportową karierę.
– Widzów jak zwykle dużo. Ale i poziom zawodów wciąż się podnosi. Widać to było choćby w sobotnim konkursie Speed and Music – powiedział Marek Szewczyk, znany telewizyjny komentator jeździectwa.
A po zakończeniu konkursów zaczęło się ładowanie koni do samochodów. Potężne ciężarówki z klubowymi logo zaczęły wyjeżdżać z parkingu. Ostatnie zawody z cyklu CAVALIDA Tour 2017/2018 odbędą się w Warszawie.
Jan Achremowicz