Nieszczepienie groźniejsze od lęków

Czym się kończy zniesienie obowiązkowych szczepień, możemy łatwo sprawdzić na przykładzie różyczki. W efekcie zniesienia, a potem przywrócenia ograniczonych szczepień przeciw tej chorobie zakaźnej tylko dla trzynastoletnich dziewcząt, staliśmy się europejskim liderem zachorowań na różyczkę.
Aż 92 proc. wszystkich diagnozowanych w Unii Europejskiej przypadków różyczki przypada na Polskę i to pomimo przywrócenia ostatecznie przed kilku laty programu szczepień skojarzoną, zintegrowaną szczepionką przeciw odrze, śwince i różyczce. A przecież należący do czołówki krajowej lubelscy epidemiolodzy od lat ostrzegali, że tak będzie!
Pierwszą tzw. epidemię wyrównawczą obserwowaliśmy w roku 2014. W jej wyniku zachorowało ponad 38 tysięcy osób, w tym głównie młodych mężczyzn w wieku od 19 do 29 lat, a niemal cały regionalny ciężar walki z chorobą, w tym wieku już zdecydowanie poważną, wziął na siebie Szpital Jana Bożego w Lublinie. Niezwykle zasłużona dla profilaktyki ordynator oddziału chorób zakaźnych dziecięcych w placówce przy ul. Biernackiego, dr n. med. Barbara Hasiec, wielokrotnie podkreślała, że ostatecznie sytuację udało się opanować, jednak jest ona ważną lekcją choćby dla ulegających propagandzie lobby antyszczepionkowego. – Wyraźnie zarysowany jest trend spadkowy zachorowań na różyczkę.

Oznacza to, że w przeciągu najbliższych lat będziemy mieli sytuację, która obserwowana jest obecnie w innych krajach europejskich – potwierdza dr med. Iwona Paradowska-Stankiewicz, krajowy konsultant w dziedzinie epidemiologii. Czy jednak oznacza to, że możemy być zupełnie spokojni i całkowicie odrzucać obowiązkowy, a nawet tylko zalecany kalendarz szczepień? – Fakt, że ruchy antyszczepionkowe nie dają o sobie zapomnieć, każe przypomnieć niezdecydowanym rodzicom, nie wiedzącym, jak mają się zachować, czy zaszczepić swoje dziecko, czy odstąpić od szczepienia, by najlepiej skontaktowali się ze swoim lekarzem POZ, który odpowie na pytania i wątpliwości dotyczące szczepień. Musimy pamiętać o takich zdarzeniach jak pamiętne ognisko odry w Berlinie ze śmiertelnym przypadkiem tej choroby u dziecka. Ten przykład pokazuje, że nie poddając dzieci szczepieniom ochronnym, narażamy je na niebezpieczeństwo zachorowania, a zwłaszcza wystąpienia powikłań, które niestety mogą zakończyć się utratą życia – podkreśla dr Paradowska-Stankiewicz. Dlatego lepiej pamiętajmy, kiedy nasze dziecko ma kolejny zastrzyk i nie „brońmy” go przed zabiegiem mogącym uratować życie.
TAK