Noszą grzyby, a może i wirusa

Trzeba robić wszystko, by zatrzymać wirusa ASF – twierdzą zgodnie nasi rządzący, weterynarze, a szczególnie hodowcy trzody chlewnej. W planach jest nawet budowa ogrodzenia wzdłuż naszej wschodniej granicy. Tymczasem w lasach całego województwa trwa pospolite ruszenie na grzyby. Tysiące ludzi może przenosić wirusa i nikt się nie odważy, by zakazać im wstępu do lasu.

Nierówna walka z afrykańskim pomorem świń wciąż toczy się kilku powiatach województwa lubelskiego. Wirusa zarówno w hodowlach jak i u dziko żyjących dzików stwierdzono m.in. w okolicach Parczewa, Białej Podlaskiej, Radzynia i Włodawy. Rolnicy już nie proszą, a błagają wszelkie władze o pomoc w walce z zarazą. Pomóc ma praktycznie całkowite wytrzebienie dzików oraz planowana wzdłuż całej wschodniej granicy budowa płotu z drutu kolczastego, który ma zapobiec przechodzeniu dzików z Ukrainy i Białorusi. Inspektoraty weterynaryjne wprowadziły bardzo restrykcyjne przepisy względem hodowców trzody chlewnej. Takie gospodarstwa są zabezpieczone niemal jak w czasie wojny podczas ataku chemicznego, a i tak zdarza się, że wirus przeniknie przez zasieki w postaci podwójnych ogrodzeń czy mat dezynfekcyjnych. Decydując się na takie formy zabezpieczeń nikt nie zwraca szczególnej uwagi na to, że wirusa najczęściej przenoszą ludzie. Obecnie w całym województwie trwa oblężenie lasów. Tysiące grzybiarzy kawałek po kawałku przeczesuje bory i zagajniki w poszukiwaniu borowików, rydzów i podgrzybków. Bardzo prawdopodobne, że ktoś z tego tłumu przeniesie wirusa ASF. Niestety, żaden urząd w Polsce nie odważy się na wydanie decyzji o zakazie wstępu do lasów. – Z naszego doświadczenia wynika, że przepisy, o których z góry wiadomo, że nie będą respektowane, są bez sensu – mówi Katarzyna Szczubiał z Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii w Lublinie. – A takim byłoby wprowadzenie zakazu wstępu do lasów. Nawet gdyby takie prawo zostało wprowadzone, to nie wyobrażam sobie, kto miałby tego pilnować. Dlatego obecnie skupiamy się na sprawieniu, by właściciele małych hodowli, gdzie trzyma się po kilka świń, zaczęli przestrzegać zasad programu bioasekuracji. To właśnie oni są największym zagrożeniem, jeżeli chodzi o rozprzestrzenienie się wirusa ASF – dodaje Szczubiał. (bm)