Nożyce poszły w ruch

Przyznają, że roboty jest dużo i telefony się urywają, ale wcale się nie skarżą. Po kilkutygodniowej, przymusowej przerwie, fryzjerzy, kosmetyczki i manikiurzystki znów mogli otworzyć swoje salony.


Równie mocno co fryzjerzy i kosmetyczki, czekali na to sami klienci, a zwłaszcza klientki.

– Mogę pomalować sobie włosy w domu farbą z drogerii i poprosić męża lub siostrę, aby skrócili mi końcówki, ale umówmy się, domowe farbowanie czy strzyżenie nigdy nie da takiego efektu jak wizyta w salonie, dlatego już jakiś czas temu zaklepałam sobie wizytę – mówi jedna z naszych czytelniczek.

Właściciele i pracownicy salonów urody przyznają, że mają bardzo dużo pracy, a w kalendarzu na najbliższe kilka tygodni trudno znaleźć wolny termin.

– U nas zawsze jest pełno, a teraz tym bardziej, kiedy musimy obsłużyć nasze klientki, które nie mogły nas odwiedzać przez ostatnie dwa miesiące – mówi Aneta Szymańska-Kędziora z Domu Urody w Świdniku.

Zgodnie z rządowymi rozporządzeniami klienci i obsługa salonów muszą nosić maseczki; konieczna jest również dezynfekcja urządzeń i mebli po każdym kliencie. Klienci nie mogą też korzystać z poczekalni.

– Poza tym, że dziewczyny pracują w maseczkach, nic się nie zmieniło, bo cała dezynfekcja była u nas zawsze przeprowadzana w tym samym stopniu, co jest teraz. Klienci nie mogą czekać w poczekalni i nie możemy im zaproponować kawy czy herbaty, ale to żadne utrudnienie. Umawiamy panie na godzinę i kiedy jedna klientka wyjdzie od fryzjera, kosmetologa czy manikiurzystki, dopiero może wejść kolejna. Nie mamy kolejek przez salonem – dodaje A. Szymańska Kędziora. (w)