Obudzić Pawła

Po upadku z rusztowania 35-letni Paweł Idźkowski, mąż i ojciec dwójki dzieci, pozostaje w śpiączce. Rodzina walczy o to, aby odzyskał sprawność, ale czasu jest coraz mniej. Przez epidemię przebywający obecnie w Belgii 35-latek od miesięcy nie jest rehabilitowany, a jego stan się pogarsza. – Obawiamy się, że jeśli nie pomożemy Pawłowi teraz, to niedługo może być na to za późno – mówi pani Dominika z Chełma, szwagierka Pawła, która organizuje licytacje i apeluje o wsparcie dla chorego.

Epidemia utrudniła życie wszystkim, ale szczególnie tym, którzy wcześniej walczyli o swoje zdrowie. W takiej sytuacji był Paweł Idźkowski, który w 2018 r. podczas pracy w Belgii spadł z rusztowania, uderzając głową w beton. O tragedii rodziny z Chełma pisaliśmy na początku tego roku. Wtedy sytuacja Pawła, jego żony i dwójki małych dzieci była zupełnie inna.

Teraz jest o wiele gorzej. Po wypadku i operacji ratującej życie Pawła jego żona, Wioletta, robiła, co mogła, aby pomóc wyjść mężowi ze śpiączki. Mężczyzna cierpi na niedowład spastyczny czterokończynowy po przebytym ciężkim uszkodzeniu mózgu i pnia mózgu. Wioletta znalazła ratunek w Polsce, w ośrodku rehabilitacyjnym pod Iławą, gdzie pod okiem wybitnego specjalisty prof. Talara, Paweł został poddany rehabilitacji i zaczął robić duże postępy.

Potrafił już jeść i napić się z kubka, wskazywał kolory na kartkach, uśmiechał się, rozpoznawał głosy. Wciąż jednak nie otwierał oczu, nie mówił, nie chodził. Rehabilitacja w ośrodku „Gołębi Dwór” koło Iławy była bardzo kosztowna, a leczenie było możliwe dzięki pieniądzom ze zbiórek. Gdy ich zabrakło, w listopadzie ub.r. Wioletta zdecydowała o ponownym wyjeździe do Belgii, gdzie rodzina ma swój dom. W Belgii Paweł miał zapewnione tylko kilka godzin rehabilitacji tygodniowo. Wioletta zauważyła, że nastąpił u niego regres.

Chciała, aby mąż wrócił do Polski do ośrodka pod Iławą, gdzie zaczął odzyskiwał sprawność, ale rodziny nie było już na to stać. Chełmianka, Dominika Majdańska, szwagierka Pawła, przed epidemią planowała koncert charytatywny w Chełmie. Zaraza pokrzyżowała te plany. Przez koronawirusa Paweł od stycznia w ogóle nie był rehabilitowany. Jest w gorszym stanie, a umiejętności, które odzyskał dzięki specjalistom w Polsce, cofnęły się. Ale jego rodzina się nie poddaje.

Prowadzona za pośrednictwem Fundacji „Siepomaga” zbiórka pieniędzy na stronie internetowej www.siepomaga.pl/budzimypawla na półroczne leczenie i rehabilitację mężczyzny w ośrodku w Iławie, została przedłużona do 13 sierpnia br. Pani Dominika apeluje też do lokalnych firm o przekazywanie bonów podarunkowych i voucherów, które następnie licytowane są na facebookowym profilu licytacje#budzimypawła. Niektórzy chełmscy przedsiębiorcy już odpowiedzieli na ten apel. Ale prawda jest taka, że epidemia pogorszyła sytuację finansową wielu chełmian.

– Obawiamy się, że jeśli teraz nie pomożemy Pawłowi, to niedługo może być już na to za późno – mówi pani Dominika. – Przez ostatnie miesiące jego stan się pogorszył, ale nie poddamy się, bo przecież Paweł ma dla kogo żyć. Jego żona i dwoje dzieci czekają, aż się wybudzi. Zbiórkę na Siepomaga przedłużono do trzynastego sierpnia. Do celu pozostało jeszcze około osiemdziesięciu tysięcy złotych. Pieniądze pozwoliłyby na półroczny pobyt Pawła w ośrodku rehabilitacyjnym, w którym wcześniej zrobił tak wielkie postępy. Sam miesięczny pobyt Pawła kosztuje dwadzieścia tysięcy złotych. Do tego dochodzą jeszcze koszty transportu, zabiegi typu lokomat, logopeda, stymulacje. (t)