Obywatel niezłomny

Pośmiertnie tytuł honorowego obywatela Wąwolnicy nadano Prymasowi Tysiąclecia, Stefanowi Kardynałowi Wyszyńskiemu.


Uroczystości odbyły się 15 lipca br. w kościele pw. Św. Wojciecha w Wąwolnicy. Tytuł nadano na mocy Uchwały Rady Gminy z dnia 10 maja 2018 roku. O jego przyznanie zwróciło się do samorządu Towarzystwo Przyjaciół Wąwolnicy. O związkach kardynała z Wąwolnicą mówił podczas homilii w Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej ks. infułat Jan Pęzioł. Kardynał Stefan Wyszyński bywał w Wąwolnicy jeszcze podczas studiów na KUL. Studiując prawo kanoniczne, przyjaźnił się z ks. Zdzisławem Ochalskim, synem wąwolnickiego organisty. Przebywał też w Wąwolnicy w czasie II wojny światowej. Mszę św. dziękczynną pod przewodnictwem ks. Krzysztofa Kwiatkowskiego, kanclerza kurii metropolitalnej, poprzedziło odczytanie Uchwały Rady Gminy Wąwolnica oraz poświęcenie obrazu Kazimierza Korzeniowskiego, przedstawiającego kard. Stefana Wyszyńskiego i św. Jana Pawła II. Fundatorem obrazu jest Ryszard Chruścicki.

Samemu Bogu przez Maryję

3 sierpnia minie 117. rocznica urodzin Stefana Wyszyńskiego. Prymas Tysiąclecia w kapłaństwie przeżył 57 lat, z tego 35 lat był biskupem, 33 lata stał na czele Kościoła w Polsce jako prymas i przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Były to czasy trudne i ważne dla dziejów narodu i świata. Stefan Wyszyński bezgranicznie zawierzył Maryi. W myśl hasła biskupiego „Soli Deo per Mariam” (Samemu Bogu przez Maryję) szedł drogą ku świętości. Swoją postawą pokazał, jak kochać nieprzyjaciół, czyli tych, którzy nas skrzywdzili, zdradzili, oszukali. Do śmierci, 28 maja 1981 roku towarzyszył mu obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który stał na szafce przy jego łóżku. Był to nie tylko wielki mąż stanu, ale niezłomny patriota i człowiek święty. Proces beatyfikacyjny rozpoczął się z inicjatywy Jana Pawła II w 1989 r. Na szczeblu diecezjalnym został zakończony po 12 latach. W marcu 2012 został otworzony proces o domniemanym cudownym uzdrowieniu za pośrednictwem Prymasa, niezbędnym do beatyfikacji. Ze złośliwego nowotworu została całkowicie uzdrowiona młoda kobieta. W grudniu 2017 roku papież Franciszek podpisał specjalny dekret o heroiczności cnót Stefana kardynała Wyszyńskiego, w tej chwili już Czcigodnego Sługi Bożego.

Twarda droga życia

Zanim w 1948 r. Stefan Wyszyński został arcybiskupem warszawskim, i gnieźnieńskim oraz Prymasem Polski przeszedł twardą życiową drogę. W dzieciństwie, jako dziewięcioletni chłopiec, przeżył śmierć matki, doświadczył prześladowań i rusyfikacji, wiedział, czym jest głód. Chorował na tyfus i gruźlicę. Widział ogrom cierpienia w czasie II wojny światowej, zwłaszcza jako kapelan Armii Krajowej w powstaniu warszawskim. We wrześniu 1953 roku został aresztowany i bez wyroku sądowego pozbawiony na 3 lata wszelkich praw. Przebywał kolejno w czterech miejscach internowania: w Rywałdzie, w Stoczku, w Prudniku Śląskim i w Komańczy. Był odizolowany od świata. Przebywał w starych i często zrujnowanych klasztorach, często nieogrzewanych zimą. Modlił się wówczas, by Bóg uchronił go od nienawiści do krzywdzicieli i prześladowców. Wtedy powstały notatki do książki „Zapiski więzienne”.

Świętość Stefana Wyszyńskiego zdaniem ks. dr. Andrzeja Gałki, sędziego w procesie beatyfikacyjnym, objawiła się na dobre właśnie wtedy, kiedy przebywał w więzieniu, kiedy odsunęli się od niego biskupi i kapłani. Pokazał bowiem swoją niezłomną postawę, modląc się intensywnie również za wrogów, m. in. za obciążonego ekskomuniką kościelną Bolesława Bieruta.

Nasz biskup

Z Lublinem był związany od 1925 r., kiedy to rozpoczął studia na Wydziale Prawa Kanonicznego i Sekcji Społeczno-Ekonomicznej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Studiował tu do 1929 roku, zdobywając wiedzę u takich sław, jak o. prof. Jacek Woroniecki, prof. Ludwik Górski czy ks. Władysław Korniłowicz. Temu ostatniemu zawdzięczał bardzo wiele. To on bowiem w dużej mierze wpłynął na uwrażliwienie młodego studenta na kwestie społeczne. Dodatkowo ks. Korniłowicz skierował zainteresowania młodego ks. Stefana na ideę reformy Kościoła od wewnątrz. Był wówczas jego przewodnikiem duchowym, wzorem i autorytetem.

Ukoronowaniem studiów księdza. Wyszyńskiego w Lublinie była praca doktorska: „Prawa rodziny, Kościoła i państwa do szkoły” z zakresu prawa kanonicznego. Wkrótce po obronie doktoratu otrzymał roczne stypendium naukowe. Odbył wówczas twórcze, kształcące podróże do Austrii, Włoch, Francji, Belgii, Holandii i Niemiec. Interesowały go głównie doktryny i ruchy społeczne, a także problematyka świata robotniczego. Tak powstała książka „Główne typy Akcji Katolickiej za granicą”

Do Lublina Stefan Wyszyński trafił ponownie w wieku 45 lat po tym, jak Pius XII 25 marca 1945 roku mianował go biskupem lubelskim. Po objęciu naszej diecezji bp Wyszyński zaczął organizować jej powojenne życie. Były to czasy przełomowe, politycznie bardzo trudne. Biskup tworzył nowe parafie, opracowywał plany budów i remontów. Wyświęcał nowych księży. Zainspirował też wieloletniego wąwolnickiego proboszcza, ks. Józefa Gorajka, do rozpoczęcia starań o koronację figury Matki Bożej Kębelskiej koronami papieskimi. Dał się poznać jako przyjaciel KUL. Został zresztą Wielkim Kanclerzem uczelni. Z Lublinem jednak pożegnał się dość wcześnie – 2 lutego 1949 roku objął urząd Prymasa Polski. Dopiero w maju 1952 roku mógł odebrać w Rzymie, przyznany mu w1952 roku kapelusz kardynalski. W latach 1957-66 prymas przeprowadził obchody tysiąclecia chrztu Polski. Wspierał działania posłów środowisk katolickich, takich jak: Znak, PAX i ChSS w PRL. Miał dokonać koronacji łaskami słynącej figury w Wąwolnicy, ale na przeszkodzie stanęło spotkanie biskupów polskich i niemieckich. Tę figurę ukoronował dopiero 10 września 1978 roku bp Bolesław Pylak.

Niezwykły gest

Wielką radością i życiowym spełnieniem był dla kardynała Wyszyńskiego wybór Papieża Polaka, 22 października 1978 roku, podczas uroczystej inauguracji pontyfikatu, ku zdumieniu całego świata papież ukląkł przed Wyszyńskim i pocałował go w rękę. Nigdy w historii, taka sytuacja nie miała miejsca. Wraz z wyborem nowego papieża prymas był głęboko przekonany, że jego misja dobiegła końca. Po pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Polski wyraźnie już powiedział „Teraz naprawdę mogę umierać”. W swoim dzienniku napisał po łacinie wyznanie starca Symeona z Nowego Testamentu: „Teraz puszczasz swego sługę, Panie, ponieważ moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś przed obliczem wszystkich narodów”.

W czasie polskiego sierpnia 1980 roku, w trosce o pokój i dobro narodu, Prymas ustawicznie wzywał do rozwagi i odpowiedzialności. W latach 1980–81 pośredniczył w rozmowach między władzami PRL, a „Solidarnością”. 22 maja 1981 roku ostatni raz wystąpił publicznie, otwierając obrady Rady Głównej Episkopatu Polski. Zmarł 6 dni później w wieku 80 lat w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Prymas wielokrotnie powtarzał, że jego życie było Wielkim Piątkiem. Dodawał jednak, że każda prawdziwa miłość musi mieć swój Wielki Piątek.

Prymas Wyszyński był człowiekiem heroicznej wiary, wielkim mocarzem Bożym, przywiązującym ogromną wagę do modlitwy. Swoim życiorysem nieustannie pokazywał, jak kochać i przebaczać, jak zło dobrem zwyciężać, jak chronić od nienawiści, jak naśladować Chrystusa. Jego życie, naznaczone cierpieniem za wiarę, przypomina postawy męczenników z pierwszych wieków Kościoła. Oni także, w niewytłumaczalny po ludzku sposób, potrafili w wierze znaleźć siłę, by przyjąć męki, ale także przebaczać prześladowcom, nawet za nich ofiarować swe cierpienia. Takie właśnie są postawy ludzi świętych. 28 każdego miesiąca w kościołach wierni modlą się w intencji jak najszybszej beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia.

Elżbieta Kasprzycka