Ma wielkie serce i bez wątpienia jest bohaterką, choć sama tak nie uważa. Marzena Pawełczak od pierwszego dnia napaści Rosji na Ukrainę pomagała uchodźcom, a dziś wspiera również walczących z agresorem żołnierzy, często na samym froncie. Dwa razy otarła się o śmierć. – Najgorszą rzeczą jest wypieranie, że ta wojna tam jest. A ona jest realna, brutalna i bezwzględna – mówi „Nowemu Tygodniowi” kolejna laureatka akcji „Kobiety. Doceniamy, dziękujemy!”, którą tradycyjnie obdarowaliśmy przepięknym bukietem kwiatów, skomponowanym przez chełmską kwiaciarnię Małgońka.
Gdy w lutym 2022 roku Rosja zaatakowała Ukrainę, Marzena Pawełczak wraz z koleżanką utworzyły w Janowie punkt pomocy uchodźcom. Prowadziły go tak długo, jak była taka potrzeba, czyli przez około półtora miesiąca.
– Jeździłyśmy na granicę, zabierałyśmy matki z dziećmi i osoby starsze, dając im schronienie, pomoc psychologiczną i medyczną. Stworzyłyśmy też bezpieczny kącik z zabawami dla dzieci. Robiłyśmy wszystko, by dać im chociaż odrobinę spokojnego nieba – mówi pani Marzena w rozmowie z „Nowym Tygodniem”.
Gdy sytuacja nieco się stabilizowała, Pawełczak po raz pierwszy pojechała na Ukrainę. Pierwszym miastem, jakie odwiedziła, była Bucza, gdzie agresor dokonał potwornej zbrodni na cywilnych mieszkańcach. – Pamiętam, jak stałam tam i płakałam, słuchając ludzi opowiadających o niewyobrażalnym cierpieniu fizycznym i psychicznym. Już wtedy wiedziałam, że tam wrócę – relacjonuje.
Tak rozpoczęła się jej podróż, która trwa do dziś. Na początku laureatka akcji „Nowego Tygodnia” i Stowarzyszenia WeRwA pomagała cywilom, ale od czterech lat działa już bezpośrednio przy froncie. Posiada przepustkę wojskowego ochotnika i wolontariusza, która umożliwia jej sprawny wjazd do strefy bojowej i pokonywanie ukraińskich blokpostów.
– Robienie tego wynika z prostej empatii. Tam, gdzie jest tak ogromne cierpienie, nie potrafię stać obojętnie. Najgorszą rzeczą jest wypieranie, że ta wojna tam jest. A ona jest realna, brutalna i bezwzględna. Życie na froncie toczy się w trybie „tu i teraz”. Często nie wiem, jaki mamy dzień tygodnia ani godzinę. Nie ma czasu na sen czy posiłek, są tylko zadania do wykonania i zmęczenie w oczach chłopców, którzy tak dzielnie bronią swoich pozycji – mówi Marzena Pawełczak.
Wojna to po prostu piekło
– Kto jej nie widział na własne oczy, nie jest w stanie wyobrazić sobie jej skutków. Śmierć, zabijanie, poranieni żołnierze, zniszczone domy, ranne czy zabite dzieci, miasta widma bez prądu, światła. Latające drony, balistyka i rakiety to codzienność. Sama uciekałam przed dronem, gdy na moment wyszłam z okopu. Usłyszałam krzyk kolegi: „Marzena, do okopu!”. Dron leciał prosto za mną. Wskoczyłam do środka, ale przypłaciłam to kontuzją: naderwanymi ścięgnami barku i potłuczoną głową. Innym razem musiałyśmy porzucić samochód i uciekać przed dronem lecącym wprost na nas – opowiada.
Na Ukrainę Pawełczak jeździ dziś regularnie, raz w miesiącu, na dwa do trzech tygodni (w kierunkach: Sumy, Charków, Zaporoże, Donbas). Potem wraca do Polski, organizuje zbiórki i wraca z powrotem na linię frontu.
– Boli mnie to, jak mało mówi się dziś o budowaniu prawdziwych relacji między Polakami a Ukraińcami. Za dużo jest nienawiści i propagandy, a jedyną rzeczą, w której niestety sukces odniosła Rosja, było poróżnienie naszych narodów. Żałuję też, że brakuje szerszego wsparcia dla tej solidarności ze strony władz naszego miasta Chełma, który ma przecież partnerskie miasta na Ukrainie, takie jak Mikołajów, Łuck, Kamieniec Podolski, Kowel – wylicza.
Antyukraińską propagandą, szerzoną przez część mediów i coraz więcej polityków, Pawełczak się nie przejmuje. – Działam dalej, obiecałam chłopcom, że będę z nimi do końca wojny, a później będziemy wspólnie odbudowywać Ukrainę – podsumowuje.
Pawełczak podkreśla, że trwa kolejna zbiórka środków na najpotrzebniejszy sprzęt: webasto (ogrzewanie postojowe), zimowe śpiwory, stację ładowania EcoFlow, powerbanki, konserwy z długim terminem ważności, zupki chińskie czy artykuły higieniczne. Odbywa się ona na stronie zrzutka.pl pod nazwą „Transport humanitarny do Ukrainy”.




