Od zapasów do tenisa

Mimo iż sam przyznaje, że w bezpośredniej rywalizacji z bratem Dariuszem zazwyczaj przegrywał, i tak ma na koncie wiele sportowych sukcesów, m.in. mistrzostwo świata kadetów w Kanadzie w 1991 r., wielokrotne mistrzostwo Polski w zapasach czy udział w igrzyskach olimpijskich w Atlancie. A wszystko zaczęło się od pójścia na basen… Dziś Piotr Jabłoński unika maty, za to uczy dzieci gry w tenisa ziemnego.

Piotr Jabłoński jest młodszym o 2 lata bratem Dariusza Jabłońskiego, późniejszego mistrza świata w zapasach i aż trzykrotnego olimpijczyka. Przygoda braci Jabłońskich z zapasami zaczęła się przypadkiem. – Dowiedzieliśmy się, że przy klubie sportowym, gdzie trenowano zapasy, znajduje się basen. Chcieliśmy z Darkiem popływać. Akurat trwał trening zapaśniczy i z ciekawości zaczęliśmy się mu przyglądać. Nagle trener Jan Potocki zaprosił nas na matę, spróbowaliśmy i połknęliśmy bakcyla – mówi Nowemu Tygodniowi Piotr Jabłoński.

Piotrowi spodobała się sportowa rywalizacja, zajęcia akrobatyczne, a także rzucanie przeciwnikami o matę. Szybko stał się wyróżniającym zawodnikiem Gryfa Chełm. Jego talent pielęgnowali trenerzy: Roman Nawojczyk, Krzysztof Grabczuk, Jan Potocki i Andrzej Głąb. Pierwszym sukcesem P. Jabłońskiego było powołanie go w 1991 r. do kadry na mistrzostwa świata w grupie kadetów. – Zawody odbywały się w Kanadzie, trenerem kadry był Jan Potocki. Stoczyłem wówczas pięć walk, doszedłem do finału gdzie czekał już na mnie późniejszy wicemistrz olimpijski Turek Eroglu. Przegrywałem 0:1 i na ok. 20 sekund przed końcem walki wykonałem rzut suplesowy za trzy punkty i tak zostałem mistrzem świata kadetów. Miałem wówczas 16 lat – wspomina.

Po tym sukcesie uwagę na P. Jabłońskiego od razu zwrócili trenerzy kadry juniorów starszych, a w 1992 r. trener kadry seniorów Stanisław Krzesiński. Zaledwie 17-letni Piotr, podczas mistrzostw Polski rozgrywanych w Raciborzu, zdobył swój pierwszy tytuł mistrza Polski seniorów. – Co ciekawe w finale pokonałem mojego starszego i bardziej utytułowanego kolegę, wicemistrza olimpijskiego z Seulu Andrzeja Głąba – opowiada P. Jabłoński.

W 1993 r. na mistrzostwach juniorów młodszych chełmianin zajął 4 miejsce. 10 dni później miały się odbywać mistrzostwa świata juniorów starszych, nie było planów by Piotr brał w nich udział. – Wróciłem do domu. Na każde zawody musiałem zgubić kilka kilogramów, wtedy ok. 6 kg. Byłem więc głodny. Już miałem zjeść normalny posiłek, gdy w drzwiach stanął trener Krzysztof Grabczuk. Zapytał, czy coś jadłem, ja mówię, że jeszcze nie. Na to trener Grabczuk powiedział, że to dobrze, bo jedziesz na mistrzostwa świata juniorów starszych, ponieważ jakiś zawodnik z kadry doznał kontuzji. No i pojechałem, i zdobyłem brązowy medal – opowiada.

W 1995 r. w Iranie odbywały się mistrzostwa świata juniorów starszych. Piotr Jabłoński miał rywalizować w swojej normalnej kategorii do 48 kg. Zrzucanie zbędnych kilogramów nie szło najlepiej i ostatecznie zapaśnik wystartował w kat. 52 kg. I znów odniósł sukces. Dopiero w finale przegrał z zawodnikiem gospodarzy 2:3 i zdobył srebro.

Życiową przygodę przeżył jednak dopiero rok później. W 1996 r. w Atlancie odbywały się igrzyska olimpijskie. – Na zawody miała pojechać pierwsza dziesiątka mistrzostw Europy, które odbyły się w Budapeszcie. Rywalizację zacząłem od porażki z zawodnikiem z Izraela, drugą walkę wygrałem, a w trzeciej, z zawodnikiem z Turcji, przegrywałem po pierwszej rundzie aż 0:5. W drugiej wziąłem się jednak w garść i doprowadziłem do remisu. Na 6 sekund przed końcem walki zdobyłem punkt na wagę zwycięstwa – wspomina Piotr. Igrzyska miał już w kieszeni, ale chełmianin nie odpuszczał. Pokonał jeszcze reprezentanta Mołdawii, a w walce o brąz przegrał z Włochem. – Tuż przed igrzyskami zająłem jeszcze drugie miejsce w mocno obsadzonym turnieju im. Władysława Pytlasińskiego – mówi.

Igrzyska w Atlancie nie potoczyły się jednak po myśli chełmianina. Przegrał pierwszą walkę, a w drugiej wykonał na Japończyku rzut za trzy punkty, którego jednak sędziowie nie uznali dopatrując się faulu Polaka. – W efekcie też przegrałem i dla mnie skończyła się rywalizacja. Czułem spory niedosyt, dziś bardziej doceniam fakt, że w ogóle się na igrzyska zakwalifikowałem. To przecież marzenie każdego sportowca – podkreśla.

Po Atlancie Piotr był jeszcze trzykrotnie mistrzem Polski w wadze papierowej i muszej (1997, 2000, 2002, w sumie zdobywał tytuł aż siedem razy). Gdy z zapaśniczej rywalizacji znikły kategorie 48 i 52 kg Piotr musiał rywalizować z bratem Darkiem w wadze do 55 kg. – I zazwyczaj tę rywalizację przegrywałem, i na różne mistrzostwa jeździł Darek. Zawsze mu dopingowałem i starałem się go wspierać, był po prostu lepszy – przyznaje Piotr.

Karierę sportową chełmianin zakończył w wieku 32 lat. Przez jakiś czas trenował zapasy, ale jego kolejną wielką pasją stał się tenis ziemny. – Grywaliśmy z Darkiem w tenisa na różnych zawodach, jak był dostęp do kortu. Spodobało mi się – podkreśla.

Cztery lata temu Piotr ukończył kurs instruktora tenisa ziemnego na Akademii Wychowania Ficzynego w Warszawie. Założył UKS Topspin Chełm i od tamtego czasu uczy 6-7 latków grać w tenisa. Sprawia mu to ogromną radość i satysfakcję. W międzyczasie były zapaśnik zainteresował się działalnością w samorządzie. Jest radnym rady miasta Chełm obecnej kadencji. – Staram się wykorzystywać swoje wieloletnie doświadczenie w sporcie. Głównie zajmuje się tym sprawami – mówi.

Piotr na matę już nie wchodzi. Śmieje się, że numeru pesel nie da się oszukać. Ma kochającą i wspierającą go żonę Katarzynę oraz dwóch synów. Nie poszli oni jednak w ślady ojca, czy wuja Darka. Od zapasów wolą piłkę nożną. Jakub jest pewnym punktem drużyny juniorów starszych w Chełmiance i powoli puka do pierwszego zespołu, a Maciej z sukcesami trenuje futbol w UKS Jedynka Krasnystaw.

Karol Garbacz