Oddajcie moje dzieci!

Opieka społeczna odebrała czwórkę dzieci rodzinie z gminy Żmudź i umieściła je w domu dziecka. – Wywieźli je tak, jak stały, zapłakane, bez ubrań na zmianę, tylko przez to, że mamy złe warunki mieszkaniowe – płacze matka. Pracownicy opieki przekonują, że problem jest bardziej złożony.
Pani Barbara siedem lat temu zamieszkała wraz z ówczesnym partnerem i trójką ich dzieci w starym, drewnianym domu w jednej z miejscowości gminy Żmudź. Popadający w ruinę dom, bez łazienki udostępniła jej ciotka. Rodziny nie było stać na generalny remont. W międzyczasie ojciec dzieci zmarł. Kobieta ułożyła sobie życie z innym mężczyzną. Wyszła nawet za niego za mąż. Wkrótce na świat przyszła ich najmłodsza córka. Niestety trzy lata temu mąż pani Barbary popadł w konflikt z prawem i trafił do więzienia. Od tego czasu kobieta sama opiekuje się czwórką dzieci w wieku 6, 9, 13 i 14 lat. Utrzymywała się z zasiłku rodzinnego i renty po zmarłym ojcu trójki dzieci. Opieka społeczna wypłacała zasiłki okresowe, stypendia socjalne, dzieci miały też zapewniony darmowy dojazd do szkoły i obiady w stołówce. Rodzina żyła skromnie. Na remont domu pani Barbary wciąż nie było stać. Wiosną odwiedził ją kurator sądowy, który zwrócił uwagę, że remont jest koniecznością, bo dzieci nie mogą mieszkać w tak złych warunkach. W tym czasie w życie wszedł program 500+. Pani Barbara twierdzi, że gdy tylko wypłacono jej świadczenia, zabrała się za remont.
– Część pieniędzy musiałam jednak przeznaczyć na spłatę wcześniej zaciągniętych pożyczek – mówi pani Barbara. – Byłam w kiepskiej kondycji psychicznej. Problemy rodzinne spowodowały, że przeszłam załamanie, ale wzięłam się w garść. Wynajęłam pracownika. Wymieniliśmy podłogę, bo była stara, drewniana. Wydzieliłam ścinkami działowymi miejsca na dwa pokoje dla dzieci. Ale pracy było jeszcze bardzo dużo. Do zrobienia pozostała cała łazienka. W dzień przebywaliśmy z dziećmi u mojej mamy, w sąsiedniej wsi.
Pod koniec lipca br. odbyła się pierwsza rozprawa sądowa o ograniczenie władzy rodzicielskiej pani Barbarze. W ubiegłą środę w jej domu pojawiła się kurator sądowa, która stwierdziła, że warunki mieszkaniowe są fatalne i dzieci nie mogą przebywać w tym domu. Kurator postanowiła umieścić je w Domu Dziecka w Siedliszczu.
– To było straszne – płacze pani Barbara. – Dzieci z marszu, tak, jak stały – ubrudzone, bo się bawiły – zostały zabrane do samochodu opieki społecznej. Średni syn bardzo płakał. Nie chciał wejść do auta. Trzeba go było wnieść. Był załamany. Wiem, że płakał potem do wieczora. Dostałam czas do 20 sierpnia, żeby wyremontować dom. Jeśli zdążę – dzieci będą mogły wrócić do mnie.
Pani Barbara jest rozgoryczona. Twierdzi, że przed wejściem w życie programu 500+ opieka społeczna nie interesowała się tak bardzo jej sytuacją. Nie może uwierzyć, że można zabrać matce dzieci ze względu na złe warunki mieszkaniowe. Z kolei urzędnicy zapewniają, że nie chodzi tylko o warunki mieszkaniowe. Lista ich zastrzeżeń jest dłuższa. Twierdzą, że dzieci nie mają zapewnionych podstawowych potrzeb, jak chociażby łóżka do spania. Często pozostawione są bez opieki, biegające do późnych godzin nocnych po ulicy.
– Niestety, nie chodzi tylko o warunki mieszkaniowe, mamy zastrzeżenia co do wydawania pieniędzy z zasiłków – mówi kierownik Jolanta Bureć, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Żmudzi. – Pani Barbara i jej rodzina od lat korzysta z naszego wsparcia. Przez jakiś czas rodzina miała przyznanego asystenta rodziny. Pracownik pomagał w codziennych czynnościach, podpowiadał, jak gospodarować pieniędzmi. Nagle pani Barbara zrezygnowała z tej formy pomocy. Nasi pracownicy wciąż odwiedzali rodzinę, ale pani Barbara unikała kontaktu z nimi. Kiedy już udało się ją zastać, okazywało się, że w lodówce nie było prawie nic do jedzenia. Jedno z dzieci wymagało konsultacji okulistycznej. Matka nie była zarejestrowana w urzędzie pracy. Były przyznawane zasiłki okresowe. Wypłacone zostało świadczenie z programu 500+, to było osiem tysięcy złotych. Nie wiadomo, na co te pieniądze zostały wydane, bo nie zauważyliśmy postępu w pracach remontowych w domu. Przedstawiono nam co prawda jakieś faktury za materiały budowlane, ale opiewały jedynie na kilkaset złotych. W końcu, w trosce o dobro dzieci, wystąpiliśmy do sądu o wgląd w sytuację rodziny. Kurator sądowy przyjechał na wywiad. Odbyła się rozprawa o ograniczenie władzy rodzicielskiej. Dzieci umieszczono w placówce w Siedliszczu. W rodzinnym domu nie miały zapewnionych warunków do życia i nauki. Kurator dał matce czas do 20 sierpnia na remont domu. Będziemy te prace remontowe nadzorować. W tej chwili to od matki zależy, kiedy jej dzieci do niej wrócą.

Edyta Niezgoda, wójt gminy Żmudź, która przez lata pracowała jako pracownik socjalny, popiera decyzję kuratora i pracowników GOPS.
– Znam sytuację i wiem, że zanim podjęto ostateczną decyzję o umieszczeniu dzieci w placówce, zostały wykorzystane wszelkie możliwe narzędzia oraz udzielona wszelka możliwa pomoc, aby do tego nie doszło – mówi wójt Niezgoda. – Te dzieci nie miały zapewnionych podstawowych potrzeb. Mimo starań pracowników społecznych, nie dało się tego wyegzekwować od matki. Z całą stanowczością popieram decyzję pani kurator. Wiem, że była przemyślana i podyktowana koniecznością. Mam nadzieję, że zmobilizuje to matkę dzieci do tego, aby wzięła się w garść. Rozumiem, że sytuacja jest niekomfortowa, ale przyznawane rodzinie świadczenia nie są małe, można za nie godnie przeżyć i doprowadzić dom do porządku.
Pani Barbara twierdzi, że przeprowadzenie remontu w tak krótkim czasie nie będzie łatwe.
– Brakuje mi wszystkiego, materiałów budowlanych, najbardziej potrzebne jest wyposażenie łazienki: sedes, umywalka, ale też styropian do ocieplenia domu, przydałyby się biurka dla dzieci, tapczany – mówi matka.
Mało prawdopodobne, że kobieta poradzi sobie sama z remontem domu. Dobrze, że w nadzorowanie prac zaangażowała się opieka społeczna. Sytuacja bohaterki artykułu jest skomplikowana i – jak zapewniają urzędnicy – dzieci nie zostały odebrane tylko z powodu złych warunków mieszkaniowych. Przypomnijmy, że na początku roku Sejm uchwalił zmiany w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, wprowadzające zakaz odbierania dzieci rodzicom wyłącznie ze względu na złe warunki ekonomiczne i bytowe rodziny. Wprowadzenie zakazu stanowi realizację jednej z obietnic przez polityków PiS. Obok programu „Rodzina 500+” miał to być krok w kierunku rodzin, które obawiają się odebrania swych dzieci ze względu na warunki ekonomiczne. (mo)
Ps. Imię bohaterki artykułu zostało zmienione. Personalia do wiadomości redakcji.