Odechciało się strajkować

W miejskich placówkach oświatowych w Świdniku strajku szkolnego nie było

W miejskich jednostkach oświatowych w Świdniku strajkowała tylko jedna nauczycielka – wychowawczyni z Przedszkola Miejskiego nr 6. W pozostałych placówkach podległych miastu nie protestował nikt. – W Świdniku rządzi Prawo i Sprawiedliwość i pracownicy zwyczajnie się przestraszyli – komentuje ZNP. Strajkowano za to w prowadzonych przez powiat szkołach ponadgimnazjalnych.

W miniony piątek, 31 marca, nauczyciele wielu polskich szkół strajkowali. Przyszli do pracy, ale nie prowadzili zajęć. W ten sposób demonstrowali sprzeciw wobec wprowadzanej reformy, domagali się gwarancji zatrudnienia i podwyżki płac. Ale nie w Świdniku. Tu protestowała zaledwie garstka.
O tym, czy dana szkoła przyłączy się do strajku, decydowali w głosowaniu sami nauczyciele. W każdej ze szkół miało odbyć się w tej sprawie referendum.
– Referendum odbyło się w 30 z 33 placówek z terenu miasta i powiatu objętych przez ZNP Świdnik – informuje Ewa Kiernicka, prezes świdnickiego oddziału ZNP. – Pracownicy 10 z nich (30 proc. – przyp. red.) wypowiedzieli się zdecydowanie, czyli na poziomie 60-89 proc., o przystąpieniu do strajku. Niestety w dzień protestu połowa z nich zrezygnowała. Jeśli chodzi o samo miasto, protest miało poprzeć 6 szkół. Ostatecznie nie przystąpiła do niego żadna z miejskich placówek. Honor Świdnika ratowały gimnazja z terenu, gdzie protestowało ponad 60 proc. nauczycieli. W tych szkołach akcja spotkała się ze zrozumieniem rodziców. Oni również włączyli się do protestu, bo w niektórych szkołach pod opieką dyrektora pozostawało zaledwie 2 proc. uczniów. To wsparcie było i jest dla nas bardzo ważne. Tak, jak oflagowane szkoły, w których nauczyciele pracowali, ale byli z nami w tym proteście.
W samym Świdniku strajkowały dwie szkoły ponadgimnazjalne, których organem prowadzącym jest Starostwo Powiatowe i Przedszkole Miejskie nr 6. Choć w ostatniej z tych placówek protest miał wymiar raczej symboliczny, bo strajkowała tylko jedna z nauczycielek.
– Rzeczywiście strajkowała tylko jedna osoba – potwierdza Aldona Zagdańska, szefowa placówki. – Przebywała w przedszkolu w godzinach pracy, ale nie prowadziła zajęć z dziećmi.
Zdaniem ZNP to dowód na to, że nauczyciele się boją – o swoją przyszłość i miejsca pracy.
– Część szkół wywiesiła na budynkach flagi ZNP. To milczący protest, ale ludzie są rozczarowani, że tyle szkół odstąpiło od protestu. Rząd stara się nas przekonać, że reforma nie pociągnie za sobą zwolnień, ale to nieprawda. Może nie w tym roku, ale wkrótce nauczyciele boleśnie odczują te zmiany. Zwłaszcza, kiedy zamiast 18 godzin będą mieć 5 i tylko część pensji, którą dostają teraz – komentuje E. Kiernicka.
Związkowcy z ZNP przyznaje również, że na frekwencję strajku na pewno wpłynął też fakt, że w czwartek po południu, czyli dzień przed zaplanowanym strajkiem, Urząd Miasta rozesłał do mediów notkę prasową, że świdnickie grono pedagogiczne nie weźmie udziału w ogólnopolskim proteście nauczycieli.
„W sprawie protestu, w większości placówek (we wszystkich przedszkolach i trzech szkołach – w sumie 9 placówkach), niezależnie od tego, czy dyrektorzy przystąpili do procedury strajkowej wynikającej z ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, organizowane było referendum. Większość nauczycieli opowiedziało się przeciwko takiej formie rozwiązywania sporów, decydując o tym, że nie przystąpi do strajku. Udział w proteście zapowiedziała tylko jedna nauczycielka przedszkolna” – czytamy w piśmie z magistratu.
– To dziwne, że miasto tuż przed strajkiem wysyła do mediów informację, że żaden nauczyciel świdnickiej placówki nie popiera tej formy protestu. To jest próba manipulowania i ograniczania swobody oraz wyrażania własnego zdania i poglądów – ocenia Kiernicka.
Do zarzutów prezes Kiernickiej nie chciała się odnieść Bożena Zapalska, naczelnik Wydziału Oświaty i Spraw Społecznych. – Nie chcę i nie będę tego komentować – ucięła pani naczelnik.
Wszystkie miejskie szkoły i przedszkola pracowały w piątek normalnie. Frekwencja uczniów – z tego, co udało nam się ustalić – też zbytnio nie odbiegała od normy.
– Pracujemy jak co dzień – powiedziała nam w ubiegły piątek Krystyna Zarosińska, dyrektor Gimnazjum nr 1 w Świdniku. – Absencja w szkole wynosi dziś 14 proc., a biorąc pod uwagę, że trochę uczniów choruje, to nie jest to duży odsetek. W szkole odbyło się referendum. Głosy były podzielone. Część nauczycieli chciała przystąpić do strajku, ale większość nie poparła tej inicjatywy.
Strajku nie było również w Zespole Szkół nr 2 w Świdniku. Jego jedynym symbolem były flagi ZNP wywieszone na budynku. Tu nie odbyło się także referendum w sprawie akcji protestacyjnej, bo jak wyjaśnia dyrektor, a do niedawna wiceburmistrz Świdnika, Tomasz Szydło, nikt nie wystąpił z taką inicjatywą.
– ZNP zwrócił się do mnie, podobnie jak do dyrektorów wszystkich szkół w kraju, z żądaniami, aby do 2023 roku nie zwalniać ludzi i oraz żądaniem podwyżki. Spełnienie tych roszczeń przekracza moje uprawnienia i nie czułem się ich adresatem. Później przedłożono mi do podpisania protokół rozbieżności. Nie zrobiłem tego, bo nie uważam, że jestem osobą kompetentną do podpisania tego dokumentu. Ale mowy o referendum nie było. Nikt nie zwracał się do mnie z takim wnioskiem – mówi T. Szydło.
Dyrektor zapewnia, że gdyby przedstawiciele ZNP lub sami nauczyciele zgłosili mu chęć przeprowadzenia referendum, na pewno by im nie odmówił.
Strajku, ani poprzedzającego go referendum nie było również w Zespole Szkół Ogólnokształcących w Świdniku, a to dlatego, że – jak tłumaczy dyrektor Ryszard Borowiec – nauczyciele nie mają przeciw czemu strajkować.
– Reforma oświaty przyniesie naszej szkole korzyści. Będziemy mieć więcej klas, a co za tym idzie, więcej godzin dla nauczycieli. Cieszę się, że nauczyciele podeszli do tego tak rozsądnie – mówi. R. Borowiec. (w)