Odroczone rozliczenia po strajku

Do kwietniowego, ogólnopolskiego strajku nauczycieli, w którym wzięła udział również część pedagogów w Świdniku, postanowił wrócić miejski radny, Waldemar Białowąs (KO).


Ogólnopolski strajk nauczycieli, ogłoszony przez ZNP i Forum Związków Zawodowych, trwał od 8 do 27 kwietnia br. Protestujący domagali się m.in. podwyżki płac o 30 proc. i przez niemal trzy tygodnie w połowie polskich szkół (według MEN strajkowało niecałe 50 proc. szkół, według ZNP ok. 70 proc.) nie odbywały się normalne lekcje, a egzaminy gimnazjalne i ósmoklasistów przeprowadzono posiłkując się pedagogami ściągniętym spoza szkół.

Nauczyciele nic nie wskórali i przed maturami zdecydowali się strajk zawiesić (w ubiegłym tygodniu ZNP ogłosił, że protest będzie kontynuowany od 14 października jako strajk włoski, tj. nauczyciele będą normalnie prowadzić lekcje, ale nie będą angażować się w zajęcia pozalekcyjne – przyp. aut.). Od strajku minęło już pięć miesięcy, niewielu już o nim pamięta, ale rady Waldemar Białowąs, kandydujący z listy KO w wyborach do sejmu, owszem. We wrześniu radny wystąpił z interpelacją do burmistrza Waldemara Jaksona, w której pyta o to, ile pieniędzy pozostało w budżecie gminy z tytułu niewypłacenia nauczycielom wynagrodzeń za okres strajku?

Na jaki cel zostały przeznaczone te pieniądze? Czy nauczycielom zaproponowano możliwość odrobienia godzin pracy, kiedy brali udział w strajku, na przykład w postaci zajęć dodatkowych? Jakie działania poczynił burmistrz w sprawie wyjaśnienia doniesień prasowych dotyczących stosowania nacisków przez dyrektora Szkoły Podstawowej nr 7 w Świdniku wobec nauczycieli przed referendum w sprawie strajku i czy były przeprowadzone poufne rozmowy z nauczycielami w tej sprawie?

W ostatniej kwestii radny powołał się na artykuł „Dziennika Wschodniego” z marca br., według którego dyrektor „Siódemki” miał wzywać nauczycieli na rozmowy i odwodzić ich od strajku. Jak zapewniał w materiale dyrektor SP nr 7, Piotr Bogusz, nie czynił żadnych sugestii nauczycielom dotyczących referendum i strajku, a jedynie na radzie pedagogicznej poruszano temat, kto zamierza brać udział w strajku, by mieć wiedzę, kto z nauczycieli będzie nadzorował egzaminy ósmoklasisty, ale Ewa Kiernicka, przewodnicząca ZNP w Świdniku twierdziła, że dyrektor faktycznie wzywał nauczycieli do siebie na rozmowy w cztery oczy pytając o udział w komisjach nadzorujących egzaminy.

W imieniu burmistrza radnemu odpowiedziała Ewa Jankowska, sekretarz Urzędu Miasta Świdnik.

– Wysokość środków niewydatkowanych na pensje nauczycieli w czasie strajku to ok. 150 tys. W kwocie tej nie zostały uwzględnione koszty, poniesionych w tym okresie, wydatków na realizację zastępstw związanych z organizacją zajęć lekcyjnych oraz egzaminów ósmoklasisty i gimnazjalnych. Realna wysokość niewydatkowanych funduszy jest więc dużo niższa – wyjaśnia Ewa Jankowska.

– Pieniądze, które nie zostały wypłacone nauczycielom w kwietniu, nie są odrębną kategorią w budżetach szkół, tylko częścią planów finansowych placówek w ramach, których jest i była finansowana realizacja zajęć wynikających z zatwierdzonych arkuszy organizacji pracy na rok szkolny 2018/19 i innych działań zaspokajających potrzeby uczniów.

Odnośnie pytania radnego o zachowanie dyrektora SP nr 7, sekretarz poinformowała, że po ukazaniu się doniesień prasowych, o których wspomina radny w interpelacji, została przeprowadzona rozmowa z dyrektorem szkoły, „podczas której przyjęto złożone przez dyrektora wyjaśnienia”.

Białowąs, który sam jest z zawodu nauczycielem, a w latach 1992-2011 był dyrektorem SP nr 5, a potem Gimnazjum nr 3 w Świdniku, delikatnie mówiąc, nie jest usatysfakcjonowany takimi, jego zdaniem niekonkretnymi i pogmatwanymi, odpowiedziami.

– W zasadzie nie otrzymałem odpowiedzi na żadne pytanie, w tym w kwestii najważniejszej. Każdy dzień strajku oznaczał dla nauczycieli obniżone pensje. Po dwóch tygodniach nauczyciel mógł stracić nawet połowę pensji. Część samorządów zrekompensowała im to, np. zwiększając dodatek motywacyjny lub za prowadzenie dodatkowych zajęć lekcyjnych, ale nie u nas – punktuje odpowiedź ratusza, Waldemar Białowąs. JN