Ogniska tylko na kiełbaski

W Świdniku takie palenie liści może skończyć się mandatem

– Okazuje się, że nie mogę spalić na swojej posesji liści, gałęzi, ani innych pozostałości z ogrodu. Chodzi o dbanie o środowisko, ale to paradoks. Z jednej strony chcemy, aby śmieci było jak najmniej, ale robimy wszystko, by było ich jak najwięcej – skarży się jeden z mieszkańców Świdnika. Straż miejska potwierdza, że świdniczanie, którzy spalają na swoim podwórku odpady, w tym także te bio, muszą liczyć się z mandatami.


– Moje sąsiadki ostatnio zapłaciły mandat za rozpalenie ogniska na swoich posesjach. Przyjechała Straż Miejska i ukarała obie, bo spalały jakieś pozostałości z ogrodu. Zadzwoniłem w tej sprawie do SM i okazało się, że rzeczywiście jest taki zakaz i na przykład łęty ziemniaków, czy jakieś inne odpady, powinny trafiać do odpowiednich kontenerów, worków, albo na kompostownik, ale nie mogą być spalane – mówi pan Józef, mieszkaniec ul. Brzegowej i dodaje, że widzi w tym pewną sprzeczność.

– Z jednej strony walczymy, żeby śmieci było jak najmniej, ale robimy tak, żeby było ich jak najwięcej. Znaczną część terenu miasta stanowią przyłączone niegdyś wioski. Na tych terenach wciąż prowadzona jest działalność rolnicza, a nie wszystkie powstające w związku z tą działalnością bioodpady nadają się do kompostowania. W dodatku sąsiedztwo Kom-Eko sprzyja rozwojowi chorób grzybowych na roślinach, a najlepszym sposobem na zwalczenie choroby jest właśnie spalenie suchej biomasy. Mam znajomego w gminie Wólka i tam nikt nie zabrania spalać takich odpadów. Wobec nas miasto też powinno zastosować jakąś taryfę ulgową – uważa nasz Czytelnik.

– Zgodnie z uchwałą rady miasta, spalanie odpadów, czy to są jakieś pozostałości po plastikowych opakowaniach, czy odpady bio, jest niedozwolone. Spalanie roślin zwłaszcza tych mokrych, powoduje duże zadymienie; ich miejsce jest w workach na odpady zielone. Są one odbierane z posesji dwa razy w ciągu miesiąca – informuje Janusz Wójtowicz, komendant SM w Świdniku i dodaje, że dopuszczalne są ogniska, rozpalone w celu np. upieczenia kiełbasek lub ziemniaków (oczywiście na drewnie, nie odpadach).

Każdego dnia świdnicka straż miejska odbiera telefony dotyczące zadymienia. Ich efektem są kontrole i mandaty. Strażnicy nakładają je średnio 5-6 razy w tygodniu. Maksymalna wysokość takiej kary to 500 zł. Jeśli ktoś został złapany na takim przewinieniu pierwszy raz płaci mniej, zazwyczaj 100-200 zł, a ci, którzy notorycznie łamią zakaz już 300-500 zł. SM prowadzi rejestr w tym zakresie.

– Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze inną, bardzo istotną rzecz – dodaje J. Wójtowicz. – Ulica Brzegowa znajduje się przy ekspresówce i jeśli ktoś spala tam odpady, musi zdawać sobie sprawę, że jeśli powstanie duże zadymienie i ten dym „pójdzie” na ekspresówkę, i nie daj Boże dojdzie do wypadku, a kierowca powie, że widoczność nagle została ograniczona, to taka osoba może odpowiadać za spowodowanie wypadku lub katastrofy drogowej. Mamy czasem zgłoszenia o zadymieniu na al. Jana Pawła II w okolicy ogródków, ale zdarzyły się też zgłoszenia dotyczące ekspresówki i to jest bardzo poważne zagrożenie związane z zadymieniem.

Radni pomogą?

Sprawa spalania bioodpadów została poruszona także na ostatniej sesji rady miasta. Temat wywołał wiceprzewodniczący Janusz Królik, który poinformował, że otrzymał pismo od pana Józefa, w którym nasz Czytelnik zwrócił się do radnych o uchwalenie przepisów dopuszczających możliwość spalania niektórych bioodpadów rolnych.

– Staram się wejść w położenie tych osób. Zaproponowałem, że jeśli będzie taka potrzeba, jesteśmy w stanie dogadać się z firmą odbierającą odpady i np. dwa razy w roku ustawiać tam kontenery, aby mieszkańcy nie musieli spalać tych odpadów. Wydaje mi się, że to nie byłby aż tak wielki koszt dla gminy – mówił J. Królik.

Wiceburmistrz Marcin Dmowski wyjaśnił, że miasto bierze pod uwagę takie rozwiązanie. Najpierw jednak zorientuje się, ilu mieszkańców chciałoby korzystać z takich kontenerów. – Gmina jest zobowiązana do odbierania wszystkich odpadów, więc na pewno jakoś to mieszkańcom ułatwimy. Wiadomo, że dotyczy to obrzeży miasta i przewożenie tych odpadów, szczególnie dla starszych osób, może być problemem – mówił wiceburmistrz. (w)