Ognisko na cmentarzu

Nasza Czytelniczka twierdzi, że na cmentarzu parafialnym przy ul. Lwowskiej notorycznie palone są śmieci. – Mieszkam w pobliżu. Smród jest taki, że okna nie da się otworzyć – mówi kobieta. Administracja cmentarza zaprzecza.

– Wraz z mężem odwiedzaliśmy ostatnio grób bliskiego na cmentarzu parafialnym przy ulicy Lwowskiej – opowiada nasza Czytelniczka. – Zobaczyliśmy kłęby dymu. Pracownicy administracji cmentarza palili ognisko. Śmierdziało niemiłosiernie, spalano odpadki z cmentarza, stare wieńce, znicze. Zapytaliśmy mężczyzn, którzy stali przy ognisku, o co chodzi, a oni odpowiedzieli, że kierownik każe im palić, więc palą. Zadzwoniliśmy do straży pożarnej, ale tam odesłano nas do straży miejskiej. Przyjechał też kierownik cmentarza. Powiedział, że zawsze palił i będzie to robił nadal. Na tym cmentarzu to norma. Mieszkam w pobliżu i ciągle widzę i czuję te ogniska.
Strażnicy miejscy potwierdzają, że w we wskazanym przez naszą Czytelniczkę dniu mają odnotowaną interwencję na cmentarzu parafialnym.
– Kiedy strażnicy pojawili się na miejscu, okazało się, że pracownicy cmentarza nie spalają nieczystości, lecz rozgrzewają ziemię, paląc gałęzie – mówi Andrzej Bałka, dyżurny Straży Miejskiej w Chełmie. – Kiedyś, przed laty, gdy był inny administrator, mieliśmy sporo zgłoszeń dotyczących tego, że na cmentarzu spalane są odpady, ale teraz raczej się to nie zdarza. Za spalanie nieczystości grozi mandat w wysokości stu złotych.
Andrzej Gałan, kierownik cmentarza parafialnego w Chełmie, zapewnia, że jego podwładni nie palili żadnych śmieci. Gdyby było inaczej, zostaliby ukarani przez strażników miejskich.
– Mieliśmy pogrzeb, a ziemia była zamarznięta, więc musieliśmy ją podgrzać i wykorzystaliśmy do tego resztki tuj – mówi kierownik Gałan. – Tłumaczyłem to pani i panu, którzy mieli zastrzeżenia i doprowadzili do interwencji straży miejskiej. Mówiłem, że paliłem i będę palić, ale chodziło o podgrzewanie ziemi w sytuacji, gdy planowany jest pogrzeb. Nie palimy śmieci. Straż miejską wezwano bezpodstawnie.
Nasza rozmówczyni nie wierzy w te wyjaśnienia. – Czasem okna nie można otworzyć, bo smród palonych śmieci jest nie do zniesienia – mówi kobieta. – Latem też coś podpalono na cmentarzu i zrobił się z tego pożar, który musieli gasić strażacy. To nie do pomyślenia! (mo)