Okiem snajpera

Strzelców wyborowych w chełmskim garnizaonie jest niewielu. Tylko nieliczni nadają się do tej profesji. Podczas misji wojskowych angażowani są do najtrudniejszych akcji. Ale i tak najgorsza jest dla nich rozłąka z rodziną. Co to znaczy być snajperem opowiada żołnierz 1. Warszawskiej Brygady Pancernej w Chełmie.


Redakcja – Czy od dziecka marzył Pan o tym, aby zostać żołnierzem? A może zdecydowały o tym jakieś szczególne okoliczności lub tradycje rodzinne?
Snajper: – Myślę, że każdy chłopak ma inne zainteresowania, ale to prawda większość interesuje się samochodami, czołgami, bronią itp. Dziecko zawsze stara się znaleźć swój autorytet i chce się do niego upodabniać. Mogę powiedzieć na swoim przykładzie, że to właśnie mundur przyciągał moją największą uwagę. Każdy mężczyzna w mojej rodzinie miał uregulowany stosunek do służby wojskowej – po prostu był w wojsku. Zawsze zadawałem mnóstwo pytań – jak tam jest i jak było? Są też historie rodzinne tzn. dziadkowie, którzy brali udział w wojnach i należeli do późniejszego „podziemia”.
– Jakie predyspozycje trzeba posiadać, aby zostać żołnierzem?
– Myślę, że jest wiele takich cech, ale najważniejsze to zdrowie, sprawność psycho-fizyczna i odporność na stres.
– Aby dostać się do sekcji snajperów należy wykazać się szczególnymi umiejętnościami w tym zakresie. W jaki sposób trafił Pan do tej formacji?
– Snajper, czy też strzelec wyborowy, bo taka terminologia obecnie obowiązuje w Wojsku Polskim, powinien być fanatykiem strzelectwa i po prostu powinien się na tym znać. Właśnie w tych dziedzinach powinien wykazywać zdolności ponadprzeciętne. Każdy strzelec musi odbyć kurs stanowiskowy dedykowany tylko dla snajperów. Pozytywna ocena zdobyta w trakcie kilkumiesięcznego szkolenia jest weryfikująca. Instruktorzy na wzór kanadyjski egzaminują snajperów oceniając przydatność i zdolność bojową każdego indywidualnie. W Chełmie każdy snajper ukończył takie szkolenie. Ja do strzelców wyborowych trafiłem w ramach wyróżnienia. I jest to dla mnie naprawdę wielka nagroda i prestiż.
– Jak wygląda przeciętny dzień w pracy?
– Jesteśmy zobowiązani do realizacji programu szkolenia. Dzięki nowoczesnym technikom szkolenia, które inicjuje dowódca batalionu możemy uczestniczyć niemalże we wszystkich kursach, zawodach, warsztatach itp. dla strzelców wyborowych i snajperów a to jest nieoceniona forma zbioru wiedzy i doświadczenia.
Bywamy na większości Ośrodków Szkolenia Poligonowego w całej Polsce tj. Dęba Bemowo Piskie, Drawsko, Strzepcz, Wędrzyn itd. Preferujemy wyjazdy na zawody taktyczne. Jest to najbardziej zbliżona forma rywalizacji do warunków bojowych. Dodam tylko, że nigdy nie zamykamy list rankingowych.
– Czy nie koliduje to zbytnio z życiem rodzinnym?
– Częste wyjazdy odbijają się na życiu prywatnym – to na pewno. Nie jest łatwo, ale tak właśnie wygląda żołnierskie życie.
– Niezorientowani w temacie nie mają pojęcia, na jakie odległości i jak celne strzały potrafi oddać strzelec wyborowy. Niedawno pisaliśmy o sukcesie chełmskich snajperów, podczas których jeden z nich trafił do celu o wymiarach 60×30 cm z odległości 1100 m pierwszym strzałem. To wyczyn. Jakie są Pańskie „rekordy”?
– W tym momencie ogranicza nas po prostu sprzęt, który pozwala na trafienia w okolicach wspomnianego dystansu. Mówię tu o kalibrze karabinu podstawowego tj. 308 WIN. Mogę dodać tylko, że zalecaną granicą dystansu dla tego kalibru jest 800 m. Ale jak widać da się to przekroczyć. Mój rekord to również 1100m.
– Czy uczestniczył Pan w misjach wojskowych? Do jakiego rodzaju akcji angażowani są snajperzy?
– Uczestniczyłem w misji w ramach PKW Afganistan. Podobnie prawie sto procent stanu osobowego strzelców wyborowych ma na swoim koncie doświadczenie zebrane w ramach wyjazdów zagranicznych. Mogę tylko powiedzieć, że dowódcy cały czas się przekonują i zaczynają doceniać rolę, jaką mogą odgrywać strzelcy wyborowi.
– Czy czuje Pan satysfakcję z wykonywanego zawodu? A może były sytuacje, w których miał Pan dość i brał pod uwagę zmianę profesji?
– Jestem spełniony mogąc pracować właśnie na takim etacie. A pozostali koledzy napędzają pozytywne nastawienie w drużynie i dzięki nim wszystko idzie w dobrym kierunku. Najfajniejsze jest to, że nikt nie jest tu z przymusu. Wszyscy są z pasji i własnych chęci. Nie można być indywidualistą i skupiać się tylko na sobie. Trzeba działać na korzyść całego stanu osobowego i taką właśnie mamy zasadę. Jak na razie nie wyobrażam sobie pracy w innej profesji. Staram się rozwijać i cały czas uczyć i wdrażać skuteczne metody do szkolenia.
– Co jest w tym zawodzie najtrudniejsze?
– Najtrudniejszy jest brak czasu dla rodziny. (opr. mo)