Ostre cięcia w PZL

Związki zawodowe podpisały porozumienie z zarządem PZL-Świdnik w sprawie zmniejszenia czasu pracy i wynagrodzeń wszystkich pracowników o 20 procent. Przy okazji doszło do kłótni między związkowcami…


O tym, że z powodu związanego z pandemią koronawirusa radykalnego obcięcia zamówień dla PZL-Świdnik fabryka planuje zwolnić w sumie 90 pracowników, wysłać załogę na przymusowe urlopy w ostatnim tygodniu kwietnia, a później obniżyć na trzy miesiące wszystkim pracownikom wymiar czasu pracy i wynagrodzenia o 20 proc. informowaliśmy w poprzednim numerze.

Taki ruch pozwoliłby skorzystać zakładowi ze wsparcia w ramach tarczy antykryzysowej i uzyskać dopłaty do wynagrodzeń pracowników i składek ZUS. Warunkiem skorzystania z takiego wsparcia było zawarcie przez zarząd porozumienia z działającymi w PZL-Świdnik związkami zawodowymi. Związkowcy dla ratowania zakładu i miejsc pracy zgodzili się na zaproponowane przez zarząd bolesne dla załogi rozwiązania, ale przy okazji między związkowcami mocno zaiskrzyło.

Asumpt dał artykuł jaki w ubiegłym tygodniu opublikowała jedna z regionalnych gazet z informacją, że zawarcie porozumienia z zarządem spółki to zasługa jedynie związkowców z NSZZ Solidarność. 4– To mocno nas poirytowało, bo w negocjacjach dotyczących zawarcia porozumienia i podpisy pod nim złożyli nie tylko przedstawiciele „Solidarności”, ale wszystkich działających w PZL-Świdnik związków zawodowych, czyli ZZ Metalowcy, ZZIT oraz WZZ Sierpień’80. Bez zgody innych związków zawarcie porozumienia byłoby niemożliwe – mówi przewodniczący ZZIT, Piotr Sadowski.

Jak ustalili związkowcy, autor artykułu został tak poinformowany przez przewodniczącego zakładowej „Solidarności” Andrzeja Kuchtę, który w rozmowie z redaktorem stwierdził, że to „Solidarność” wynegocjowała i podpisała porozumienie.

Odzew na apel

Związkowcy z PZL-Świdnik, jak informowaliśmy przed tygodniem, wystosowali list do premiera Mateusza Morawieckiego, świdnickiego posła i wiceministra aktywów państwowych, Artura Sobonia i burmistrza Świdnika Waldemara Jaksona, z prośbą o pomoc w ratowaniu zakładu poprzez zlecenie obiecywanych od kilku lat rządowych zamówień na nowe śmigłowce W-3A i/lub PZL SW-4 oraz zlecenia modernizacji 25-30 śmigłowców W-3A do wersji wsparcia pola walki. Wiceminister Soboń od razu zapewnił, że już od kilku tygodni, a więc o wiele wcześniej, niż związkowcy wystosowali swój apel, współpracuje z zarządem PZL-Świdnik nad nowym projektem i rozmawia na ten temat z MON i Polską Grupą Zbrojeniową.

W ubiegłym tygodniu do listu związkowców odniósł się burmistrz Waldemar Jakson. Przypomniał, że od kiedy sprawuje urząd burmistrza Świdnika, czyli od ponad 20 lat, zawsze był gotów i wspierał PZL-Świdnik i nie inaczej będzie w tej nagłej, nadzwyczajnej sytuacji, ale zaznaczył, że epidemia koronawirusa mocno uszczupla również dochody miasta.

– Jestem gotów podjąć rozmowy z zarządem PZL-Świdnik na temat możliwości wspierania zakładu w tak trudnym momencie – napisał na swoim profilu na Facebooku burmistrz Waldemar Jakson. Zaznaczył przy tym, by wszyscy mieli również na względzie fakt, iż trwający kryzys w gospodarce dotyka również dochody budżetu miasta, który bez względu na to przeznaczył już niemal 700 tys. zł na wsparcie w tym czasie świdnickiego szpitala i podjęta została uchwała zwalniająca z podatku od nieruchomości mikroprzedsiębiorców, którzy ucierpieli w wyniku epidemii.

– Mam nadzieję, że wzajemna odpowiedzialność spowoduje, iż PZL-Świdnik przetrwa ten trudny czas. Jestem gotowy do podjęcia z zarządem spółki rozmów na temat możliwości wspólnego działania na rzecz przeciwdziałania skutkom kryzysu – zapewnia burmistrz, ale żadnych konkretnych rozwiązań, które miasto mogłoby zaoferować spółce, nie wskazuje. 

JN