Ot tak sobie, zabrali nam Zalew Zemborzycki

Wojewoda Przemysław Czarnek przekazuje prezesowi PGWWP, Przemysławowi Dacy, decyzję o przejęciu zalewu przez państwowe przedsiębiorstwo

Burza wokół Zalewu Zemborzyckiego. Zbiornik, którym zarządzał dotąd samorząd Lublina, został w ubiegłą środę formalnie przejęty przez Państwowe Gospodarstwo Wody Polskie, co obwieścili w Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim wojewoda Przemysław Czarnek oraz prezes PGWWP Przemysław Daca. Z tą decyzja nie zgadza się prezydent Lublina Krzysztof Żuk.


Od 1 stycznia 2018 r. Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, reprezentując Skarb Państwa, wykonują prawo właścicielskie zarówno wobec wód rzeki Bystrzycy, jak i wód Zalewu Zemborzyckiego. – Zalew Zemborzycki to najpiękniejszy zalew w Polsce, doskonale położony, niestety jego zanieczyszczenie i zaniedbanie przez dotychczasowe lata spowodowały, że nie możemy z niego w pełni skorzystać. Teraz, gdy przechodzi w pełny zarząd Wód Polskich, plany jego rewitalizacji będą szybko realizowane – zapowiada wojewoda lubelski, Przemysław Czarnek.

– Nie chcę słuchać głupot, że Wody Polskie zabierają mieszkańcom Zalew, ja nie zamierzam go przenosić do Pruszkowa, czy grodzić, ma służyć mieszkańcom. Formalne przejęcie nastąpi w najbliższym czasie – mówił podczas środowej konferencji Przemysław Daca, prezes Wód Polskich i zapowiedział, że Wody Polskie wystąpią do prezydenta Lublina o formalne przekazanie majątku protokołami zdawczo-odbiorczymi.

W najbliższych planach Wód Polskich jest na pierwszym miejscu rewitalizacja zalewu, w którym niemal co roku zakwitają sinice. Jak to zrobić, mają zastanowić się polscy naukowcy podczas konferencji zwołanej przez Wody Polskie (takich konferencji z polskimi naukowcami organizowano już wiele – przyp. red).

– Chciałbym mieć co najmniej trzy rozwiązania dotyczące Zalewu. Główną wytyczną da nam dopiero raport oddziaływania na środowisko – tłumaczy Przemysław Daca. Według pierwszej analizy, opracowanej przez firmę Hydroprojekt z Włocławka, jaką posiadają Wody Polskie, problemem Zalewu Zemborzyckiego jest sama rzeka Bystrzyca, w której znajdują się wypłukiwane z pół resztki azotu i fosforu, czyli tzw. biogenów (takie wnioski już padały w latach poprzednich – przyp. red). Dno zbiornika, według naukowców z Włocławka, wypełnia 6 milionów metrów sześciennych torfu i miliony metrów sześciennych odłożonego mułu. Przyczyną ma być też zła gospodarka rybacka. W tej koncepcji ratunkiem dla Zalewu byłaby budowa przedzbiornika w górnej części Zalewu, który działaby na zasadzie odstojnika i zbierał wszystkie cząstki biogenne.

W planach jest też odmulenie dna Zalewu przez rękawy do odpompowania mułu. Następnie należałoby przebudować zaporę czołową i wykonać na niej przepławkę dla ryb, której obecnie nie ma. Koszty tych prac to wstępnie około 40 milionów złotych. – Nie mówię, że to jedyna słuszna koncepcja, oczekuję kilku koncepcji – podkreśla Przemysław Daca. Jak dodaje, ta koncepcja zwraca uwagę na zagrożenia dotyczące planowanego uprzednio spuszczenia wody Zalewu i wydobycia z jego dna u namułu. – Nadal jestem zdania, że trzeba ten torf wydobyć, aczkolwiek tu będą decydowali naukowcy – podkreśla prezes Wód Polskich.

Prezydent nie odda Zalewu

Inne zdanie w sprawie przejęcia Zalewu przez Wody Polskie ma prezydent Krzysztof Żuk, który również w środę zwołał konferencję w tej sprawie. – Z niepokojem przyjmuję informacje medialne, iż wojewoda lubelski wydał decyzję odnośnie Zalewu Zemborzyckiego. Do dziś, pomimo pisemnego wystąpienia, miasto, które gospodaruje tym terenem, nie otrzymało choćby kopii tej decyzji. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której wojewoda wydaje decyzję dotyczącą Zalewu Zemborzyckiego, wybudowanego ok. 45 lat temu rękami mieszkańców Lublina, a obecnie decyduje się o tym ważnym dla miasta obszarze, bez udziału, a nawet wiedzy władz samorządowych, reprezentujących społeczność lokalną. To narusza nie tylko zasady kodeksu postępowania administracyjnego, ale także konstytucyjne zasady państwa prawnego oraz praworządności. Gmina Lublin powinna być stroną postępowania i otrzymać decyzję, tak jak traktują o tym przepisy prawa. – poinformował dziennikarzy.

Jak zapowiedział, wciąż czeka na dostarczenie decyzji w tej sprawie. Inaczej też widzi sprawy własnościowe dotyczące Zalewu. – Z opinii Ministra Środowiska, którą dysponuje miasto, jasno wynika, że uprawnienia właścicielskie Skarbu Państwa w stosunku do gruntów zajętych przez Zalew Zemborzycki przysługują staroście, czyli Prezydentowi Miasta Lublin – informuje Krzysztof Żuk. Prezydent nie ma sobie nic do zarzucenia w podnoszonej już kwestii dbania o Zalew Zemborzycki, przypominając, że miasto dotychczas przeznaczyło już 16 mln zł na inwestycje i remonty z nim związane – 4 mln zł pochłonęła sama hydrotechnika, zapewniająca bezpieczeństwo zbiornika. Obecnie trwa również remont bocznej zapory, którego koszt to kolejne 11 mln zł.

Prezydent ma też pomysł na zabezpieczenie wód Zalewu przed napływaniem środków biogennych z pobliskich pół. Takim rozwiązaniem mogłaby tu być budowa polderu powyżej Zalewu Zemborzyckiego, na gruntach miejskich. Zbiornik tego typu umożliwiłby naturalne oczyszczenie wody dzięki znajdującym się w nim roślinom. Jest to rozwiązanie, które nie będzie wyłączać na kilka lat Zalewu z użytkowania. Jednocześnie z budową polderu powinna zostać przeprowadzone odsysanie namułów, w których zimują formy przetrwalnikowe sinic. Koszt tych prac jest szacowany na ponad 100 mln zł, ale miasto stara się o środki zewnętrzne z Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej i UE, jak dotąd od roku nieskutecznie. – Wniosek Lublina nie został przyjęty – informuje Krzysztof Żuk.

Ryzykowny pomysł

Prezydent zdecydowanie krytykuje pomysł spuszczenia wody z Zalewu Zemborzyckiego w celu usunięcia zalegającego na dnie torfu. – Koszty tych prac szacowane są na kilkaset milionów złotych. Wiążą się one także z dużym ryzykiem powodziowym i wieloma innymi, negatywnymi konsekwencjami. Spuszczenie wody z Zalewu: nie jest możliwe przy użyciu urządzeń wodnych istniejących na Zalewie, w praktyce byłoby ono związane z koniecznością sukcesywnego rozbierania zapory, a jej brak byłby ogromnym ryzykiem dla terenów położonych poniżej zbiornika w przypadku zagrożenia powodziowego – tłumaczy prezydent Lublina. Spuszczenie wody mogłoby spowodować katastrofę ekologiczną, przez zniszczenie w nim życia i znaczne obniżenie poziomu samych wód gruntowych, co negatywnie wpłynęłoby na gospodarkę wodną na terenie całego miasta. Ryzykowne jest też wydobywanie i samo składowanie torfu. Trudno byłoby znaleźć tak duże miejsce w którym dodatkowo nikomu nie przeszkadzałby jego zapach.

Emilia Kalwińska