Pedofil skazany, chce kasacji wyroku

Ojciec, dziadek i… pedofil. Skazany za molestowanie małych dziewczynek trafił w końcu za kratki, a dodatkowo ma przejść terapię u seksuologa. Dewiant, który wpychał do niewinnych ust dziecka swój obrzydliwy jęzor, nie okazuje jednak skruchy – domaga się kasacji wyroku.

W grudniu 2019 roku Marek W. z Łęcznej (60 lat) zaczął remont domu znajomych spod Chełma. Kilka miesięcy później, w kwietniu 2020 roku, córka małżeństwa opowiedziała matce, że Marek całował ją w usta, a na pytanie, czy dotykał, wskazała na okolice klatki piersiowej. Matka zbagatelizowała jednak sprawę i poleciła córeczce, by ta zabroniła mu tak robić. Kobiety nie zaniepokoiło zachowanie dorosłego mężczyzny względem jej dziecka. Ufała Markowi i była przekonana, że nie robi nic złego, a jako że córka przestała się skarżyć, uznała, że najwidoczniej nic złego się nie stało. Jednak już miesiąc później koleżanka ich córki z sąsiedztwa poskarżyła się swoim rodzicom na niestosowne zachowanie Marka W. Gdy nie było w pobliżu innych dorosłych, miał je łapać za talię i piersi, dotykać po kroczu, a następnie całować, wkładając im przy tym język do buzi. Koleżanka potwierdziła słowa dziewczynki, a rodzice zgłosili sprawę policji.

Okazało się, że wcześniej Marek W. wykonywał prace budowlane w domu innej pary znajomych. Ich małoletnia córka przyznała, że w sierpniu 2018 roku mężczyzna w trakcie zabawy z nią i jej koleżanką ściągnął majtki, pokazując swoje genitalia. Z ustaleń śledczych wynika, że jednej z dziewczynek miał wkładać do majtek rękę, a nawet kostkę lodu.

Prokurator postawił Markowi W. zarzuty molestowania czterech dziewczynek. Od bliżej nieustalonej daty 2018 r. do września 2019 r. 8-letniej wówczas dziewczynce wkładał ręce do majtek i domagał się, by ona zdejmowała mu majtki i dotykała. Tak samo miał postępować względem jej 12-letniej wtedy koleżanki. Z kolei od marca do maja 2020 r. dotykał, głaskał i całował w usta, wkładając do buzi język, dwie 10-latki (jednej z nich wkładał ręce pod bluzkę).

Żąda kasacji wyroku

Marek W. konsekwentnie nie przyznawał się do molestowania dzieci znajomych z klubu motocyklowego. Twierdził, że 10-latki same zabiegały o jego towarzystwo, a on ich nie całował, tylko dawał „dzióbki”, i nie obmacywał, a łaskotał w trakcie zabawy i podtrzymywał, żeby nie wpadły do sadzawki. Tyle że badanie genetyczne potwierdziło obecność jego DNA na zewnętrznej oraz wewnętrznej stronie spodni jeden z dziewczynek – w okolicach krocza.

O 12-latce powiedział z kolei, że była zaczepna i prowokująca, wypytywała go o seks, a raz nawet specjalnie go obnażyła.

Biegli psychiatrzy rozpoznali u oskarżonego zaburzenia preferencji seksualnych – pedofilię. Ich zdaniem ryzyko popełnienia przez 60-latka podobnych czynów w przyszłości jest wysokie. Na dodatek okazało się też, że Marek W. był w przeszłości karany za przestępstwo przeciwko wolności seksualnej i obyczajności.

Karą łączną sąd pierwszej instancji skazał W. (pod koniec czerwca ub. r.) na 4 lata pozbawienia wolności z zaliczeniem pobytu w areszcie tymczasowym od 11 maja 2020 do 30 czerwca 2021 roku. Nałożył też na niego 10-letni zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi i zbliżania do nich na mniej niż 50 m oraz nakaz zapłaty rodzicom pokrzywdzonych po 5 tys. zł tytułem zadośćuczynienia. Od wyroku odwołały się obie strony: obrońca oskarżonego, jak i prokuratura, która domagała się do W. podwyższenia kary do 6 lat więzienia.

Po apelacji Sąd Okręgowy w Lublinie zmienił zaskarżony wyrok w ten sposób, że: przyjął, iż podstawą orzeczonej kary za czyn opisany w pkt. 2 są przepisy obowiązujące w chwili czynu; ustalił, że czyn z pkt. 3 wyczerpuje dyspozycję art. 200 par. 1 kk (seksualne wykorzystanie małoletniego) oraz orzekł terapię prowadzoną przez seksuologa, utrzymując w mocy w pozostałym zakresie wyrok sądu I instancji.

Skazany pedofil trafił za kratki dopiero pod koniec lipca tego roku. Jego obrońca domaga się jednak kasacji wyroku. Akta sprawy zostały więc przesłane do Sądu Najwyższego w Warszawie. (pc)