Perukarz

W dniu 8 lipca myśliwy z Koła Łowieckiego nr 22 w Chełmie – Łukasz Wnuk, podczas wieczornego polowania w obwodzie nr 167, strzelił rogacza o wyjatkowo rzadko spotykanej formie parostków, nazywanej w gwarze łowieckiej perukarzem. Niewtajemniczonym warto wyjaśnić, że deformacja ta jest spowodowana zaburzeniami hormonalnymi, będącymi następstwem uszkodzenia narządów płciowych. Dla każdego myśliwego-selekcjonera takie trofeum to wyjątkowa gratka, ale tylko nielicznym udaje się takiego rogacza pozyskać. W obwodach dzierżawionych przez KŁ nr 22 to bodaj pierwszy w historii taki kozioł. Darz Bór! M. Stempkowski

Kolejny wielki drapieżnik Lasów Sobiborskich

Sobiborski Park Krajobrazowy to obecnie największe skupisko ewenementów przyrodniczych na km kw. obszaru chronionego (w obrębie parku występują m.in.: ryś, wilk, puchacz, puszczyk mszarny, włochatka, sóweczka, strzebla błotna, żółw błotny). Ten projektowany niegdyś park narodowy od lat był domem dla największej sowy – puchacza oraz największego ssaka drapieżnego terenów nizinnych i wyżynnych Polski – wilka. Od 2010 roku to właśnie tu pojawiły się pierwsze lęgi kolejnej wielkiej sowy – puszczyka mszarnego, niespotykane wcześniej w naszym kraju. Mniej więcej w tym czasie zaczęły pojawiać się pogłoski o stałym występowaniu rysia, na którego coraz częściej zaczęli wpadać badacze tamtejszej przyrody, myśliwi oraz leśnicy. Wcześniej teren ten był jedynie korytarzem ekologicznym dla sporadycznie migrujących osobników tego gatunku.
Spędzając wiele czasu w tamtejszych lasach, w końcu i ja miałem szczęście zobaczyć tego pięknego kota. Pierwszy raz przeciął mi w oddali drogę leśną. Słońce chyliło się już ku zachodowi i chłód mającej wkrótce nadejść nocy z minuty na minutę zdawał się być coraz bardziej wyczuwalny. W pierwszej chwili nie byłem pewny swej obserwacji. Podjechałem samochodem wolno w tamtym kierunku, mając nadzieję dostrzec choćby trop rysia. Gdy zatrzymałem się mniej więcej w miejscu, gdzie przechodził, już miałem wyjść z auta, kiedy kątem oka zobaczyłem wpatrującego się we mnie drapieżnika. Siedział nieruchomo około 20 m ode mnie.
Kolejnym razem przejeżdżałem obok leśnej polany, na której miały zwyczaj paść się zające. Mimo wschodzących już wieczornych mgieł i tym razem dostrzegłem charakterystyczne sylwetki tych ssaków. W tym sielankowym krajobrazie była jednak pewna niejednorodność. Za jednym z długouchów była jeszcze jedna postać – czający się ryś.
Lasy Sobiborskie zyskały kolejnego wielkiego łowcę, przyrodnicy – kolejny ciekawy obiekt badań a myśliwi – doskonałego selekcjonera. Mam nadzieję, że ten wielki drapieżnik już zadomowi się tu na dobre i wpisze się na stałe w ten unikalny krajobraz pełen lasów, bagien i dzikich jezior.
Tekst i zdjęcia:
Paweł Łapiński